Przeskocz do treści Przeskocz do treści

W NUMERZE:

WSTĘPNIAK

Dźwięk telefonu wyrywa mnie ze snu. Dzieci zbierają się do szkoły, łazienka ciągle zajęta. Szybka kawa, łapię smycz – idziemy! Pierwszy postój przy korzeniach wiązu obok szkolnego boiska, drzewo chyba zaatakował jakiś grzyb – mocno śmierdzi. Potężny pień zostaje obsikany. W kamienicy po lewej stronie trwa remont, fragmenty siatki i betonu na trawniku tworzą przestrzenne kompozycje. Mijamy skwerek, niedawno zamieniony na park kieszonkowy, i zmierzamy do budki na rogu. Kupuję chleb, który, nie wiedzieć czemu, nazywa się kaszub. Idziemy dalej