Ilustracje: Dominika Wilczyńska Copyright © Dominika Wilczyńska. All rights reserved.

Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Zwinna urbanistyka

Podstawowym1 narzędziem pracy urbanistów był, i jest nadal, plan regulujący użytkowanie oraz zagospodarowanie przestrzeni miejskiej. W hierarchicznych modelach zarządzania, z wyodrębnionym ośrodkiem decyzyjnym w postaci jednej albo kilku osób lub instytucji, które swobodnie dysponują gruntem na cele budowlane, taki dokument jest przeważnie bardzo szczegółowy. Formą właściwie zbliża się do projektu architektonicznego w dużej skali, podobnego do opracowań dotyczących przebudowy śródmieść i realizacji osiedli mieszkaniowych przygotowywanych w XX wieku przez państwowe biura projektowe dla państwowych inwestorów oraz wykonawców lub – bardziej współcześnie – masterplanów dużych firm deweloperskich, tworzących nowe dzielnice. W modelu rozproszonym, w którym decyzje podejmowane są przez wiele podmiotów, plany przypominają raczej instrukcję lub zestaw reguł gry, ponieważ opisują zasady, a nie sposób kształtowania przestrzeni. Pełnią funkcję koordynacyjną – ich zadaniem jest porządkowanie różnych interesów i wizji na etapie programowania, a inwestycji w fazie wdrożenia, czy raczej funkcjonowania jako przepis prawny (plany miejscowe). Wyjątkiem mogą być opracowania dla przestrzeni publicznych o specjalnym statusie: ze względu na wspólną własność, publiczny arbiter może wpływać na nią jako inwestor, przekształcając ją w taki sposób, jak dzieje się to w modelu hierarchicznym, lub moderując negocjacje pomiędzy różnymi użytkownikami takich miejsc. Dyskusje o specyfice planu urbanistycznego mają więc dwa wymiary: techniczno-narzędziowy (jak planować?) i społeczno-polityczny (kto i co planuje?), co precyzyjnie opisał Lucius Burckhardt2. Pierwszy wymiar, dość oczywisty, to teoria planowania przestrzennego, właściwa dla danego systemu organizowania przestrzeni miejskiej, która wskazuje, jak poprawnie wykonać dokument, żeby móc ową przestrzenią sprawnie i skutecznie zarządzać. Drugi związany jest natomiast z pytaniami o kształt wspólnoty, w której żyjemy: o to, kto jest autorem planu i skąd czerpie prawo do jego tworzenia; o wartości realizowane przez taki dokument, ich uzasadnienie i sposób poznania; o jego zakresy merytoryczne i to, co się poza nimi znajduje, a także o konsekwencje planowania oraz kompensowanie jego negatywnych skutków.

PLANY DUŻE I MAŁE

Do pełnej formy dyskusję o politycznej wartości planu urbanistycznego doprowadził dopiero modernizm i jego krytycy. Stało się tak za sprawą zderzenia dwóch postępujących stopniowo procesów: racjonalizacji zarządzania przestrzenią, skutkującej stworzeniem kompleksowego systemu planowania, oraz demokratyzacji życia publicznego, która musiała prędzej czy później zrodzić krytykę totalnego charakteru tego systemu.

Ścieranie się obu tendencji można było zaobserwować na konferencji Great Cities w Bostonie w 1980 roku, w trakcie której Jane Jacobs polemizowała z tezami dewelopera Jamesa Rouse’a3. Rozmowę rozpoczęły – przywołane przez Rouse’a – słowa Daniela Burnhama, nawołującego do odrzucenia „małych planów”, pozbawionych „magii, która sprawia, że ludzkie [man’s] serca biją szybciej”4. Wprowadzenie takiego punktu odniesienia od razu zdefiniowało dyskusję: jej uczestnicy znaleźli się w tradycji planowania rozumianego jako tworzenie „diagramów logicznych”5, które porywają wyobraźnię współczesnych i kolejnych pokoleń swoją spójnością, kompletnością oraz rozmachem i dzięki swojej skali oraz zakresowi zapobiegają – przynajmniej w teorii – pojawieniu się przypadkowych rozwiązań i marnotrawieniu zasobów. Ten sposób myślenia spotkał się z ironiczną ripostą Jane Jacobs: „śmieszne, wielkie plany nigdy nie przyspieszały rytmu bicia kobiecego serca; kobiety zawsze były skłonne rozważać małe plany”6. W ten sposób chciała zaznaczyć, że – w jej opinii – środowisko miejskie (poddane rewitalizacji) jest kształtowane przez wizje powstające w wyniku negocjowania rozwiązań przez różne i liczne podmioty. Zagospodarowanie oraz funkcjonowanie miasta jest sumą małych planów, snutych i realizowanych w trakcie załatwiania codziennych spraw, a nie wynikiem świadomego wysiłku ekspertów. W jednym z artykułów Jacobs wskazywała wprost, że „ze względu na swoją zależność od map jako pewnej formy wyższej rzeczywistości planiści i urbaniści zakładają, że mogą stworzyć deptak poprzez naniesienie go na mapę w wybranym miejscu, w którym potem zostanie zbudowany. Ale deptak potrzebuje pieszych. Ludzie mają bardzo konkretne powody, żeby poruszać się po takich ścieżkach w śródmieściu, którymi chodzą […]”7.

Od razu zauważmy jednak, że obrońcy obu rodzajów planów – dużych i małych – mają jeden cel: chcą zapewnić stabilność i ciągłość rozwoju przestrzeni miejskiej. Pierwsza grupa chce użyć narzędzi opartych na szczegółowej kontroli pojedynczych zmian, pozwalających na podporządkowanie konkretnych projektów koncepcji docelowej, która została wcześniej opracowana na podstawie analiz i prognoz. Druga grupa zakłada natomiast, że z równoważenia poszczególnych interesów i indywidualnych decyzji wyłoni się później specyficzny porządek8. Żadna z perspektyw – lotu ptaka czy pieszego9 – nie jest przy tym pozbawiona trudnych do przyjęcia założeń. Pierwsza musi odwoływać się do obiektywnych źródeł swej prawomocności, takich jak: niepodważalny system, normy urbanistyczne, z którymi nie można dyskutować, wyróżniony zakres wiedzy określonej grupy społecznej czy pozycja suwerena. Druga przyjmuje natomiast, że miasto jako całość nie ma swojej własnej wartości i jest jedynie zbiorem jednostek sąsiedzkich, w których w sposób względnie bezpieczny i przewidywalny możemy realizować nasze małe plany. W tym świecie, za kulisami procesów miejskich, działa „niewidzialna ręka” prowadząca nas do szczęśliwego finału gry o miasto.

FAŁSZYWA ALTERNATYWA

Podobnie sprawa wygląda, gdy pod lupę weźmiemy ryzyko powstania dużych błędów, wpisane w każdy z modeli. W przypadku „dużych planów” przede wszystkim nie wiemy, czy w ogóle jesteśmy gotowi na ich realizację, co już może powodować problemy z ich wdrożeniem. Ponadto nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć się przed tym, że z nieprawidłowych założeń wyłoni się nieprawidłowe rozwiązanie, ponieważ od początku nie dopuszczamy żadnej alternatywy i przez to właściwie jesteśmy zamknięci na informację zwrotną o zaistnieniu sytuacji krytycznej. W tym kontekście odwołanie się do słów Burnhama o „logicznym diagramie” przypomina jedynie magiczne zaklęcie, które ściąga nam na głowę kolejne kłopoty i pytania o to, co właściwie z tej perspektywy pozostaje „nielogiczne”, czyli na przykład inne logiki niż lansowana w dokumencie (logika pieszego, wzmiankowana przez Jane Jacobs, inny model inwestowania itd.). Problemem jest również przyjęta w takim sposobie myślenia perspektywa długiego trwania, trudna do pogodzenia z powszechnymi trudnościami, choćby dezaktualizacją założeń wynikającą ze zmiany celów, potrzeb lub zasobów. Starając się temu zapobiec, można poprzez negację wskazywać, że to duże plany wyznaczają nam ramy artykułowania naszych potrzeb, lub poszukiwać pomysłu na wzbogacenie urbanistyki o system monitorowania wprowadzonych zmian, a także uelastyczniania przyjętych na wstępie ram na podstawie przeprowadzanych później analiz. Będzie to jednak wymagało otwarcia systemu planowania.

[1.] Pojęcia „zwinna urbanistyka” używamy na wzór koncepcji „zwinnego programowania”, czyli metody wytwarzania oprogramowania w sposób przyrostowy (w krokach zwanych iteracjami
[2.] Por. L. Burckhardt, Who plans the planning?, [w:] tegoż, Lucius Burckhardt writings. Rethinking manmade environments: politics, landscape & design, ed. J. Fezer, M. Schmitz, Wien: Springer, 2012, s. 85.
[3.] R.B. Gratz, Jane Jacobs and the Power of Women Planners, www.citylab.com, http://bit.ly/2dICT9R (dostęp: 16 stycznia 2017).
[4.] Ch. Moor, Daniel H. Burnham. Architect. Planner of Cities, t. II, Boston–New York: Houghton Mifflin Company, 1922, s. 147.
[5.] Tamże.
[6.] R.B. Gratz, dz. cyt.
[7.] J. Jacobs, Downtown is for People, „Fortune Magazine”, kwiecień 1958, przedruk w witrynie fortune. com, http://for.tn/1EjkESX (dostęp: 16 stycznia 2017).
[8.] Por. A. Wasilkowska, A. Nowak, Warszawa jako struktura emergentna: Em_Wwa 2.0, Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana, 2009.
[9.] J. Jacobs, dz. cyt.