Partycypacja i partycypacja

2 [37] 2012

30 | 07 | 2015

Wstępniak

„PARTYCYPACJA” TO OBOK „ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU” POPULARNY OBECNIE FRAZES, OSTRZEGAJĄ NAS MARKUS MIESSEN I CHANTAL MOUFFE.

Z jednej strony może wskazywać na rozwiązania z zakresu polityki miejskiej oraz projektowania, które stanowią lekarstwo na choroby współczesnej przestrzeni oraz społeczności zamieszkujących tę przestrzeń. Z drugiej może jednak skrywać mechanizmy patologiczne, jak chociażby próby rozpraszania lub rozmywania odpowiedzialności, którą trzeba ponieść, gdy podejmuje się niepopularne decyzje w sytuacji politycznego sporu. Jeżeli dostrzeżemy ponadto, że nieraz wiele z tych decyzji dotyczy powszechnie akceptowanych miejsc, które zostały urządzone bez partycypacyjnego sztafażu – ankiet, debat czy warsztatów – to nieodparcie nasuwa się jedno pytanie: może zamiast zwiększenia dawki demokracji w celu poprawy jej kondycji powinniśmy poszukać nowej formuły dla rządu oświeconych elit i ekspertów? W tym oczywiście architektów i urbanistów.

Jesteśmy przekonani, że słowo partycypacja nie jest jednak wyłącznie pustosłowiem i zasłoną dymną, dlatego – włączając się w otwartą już dyskusję – poświęciliśmy temu tematowi kolejny numer „Autoportretu”. W związku z tym odwracamy tradycyjne pytanie o partycypacyjne kształtowanie przestrzeni i – jak pisze Dorota Jędruch – nie zastanawiamy się dłużej nad tym, czy i jak zwiększyć uczestnictwo w projektowaniu, lecz w jaki sposób z projektowania uczynić część szeroko rozumianego uczestnictwa. Takie przesunięcie akcentu pozwala nam śledzić zmiany zachodzące w otaczającej nas przestrzeni z większą uwagą.

Przedstawiamy, po pierwsze, meldunki z poligonów i pól walki, które toczą squatersi, artyści i organizacje pozarządowe, po drugie – raporty z pracy u podstaw, podejmowanej przez mieszkańców przy wsparciu projektantów. Starając się nie roić romantycznych wizji harmonijnego i powszechnego współdziałania, pytamy jednak przede wszystkim o często niewidoczne na pierwszy rzut oka założenia różnych koncepcji partycypacji, a zatem również o ich granice. Z tego poziomu możemy dopiero dostrzec, że prezentowane drogi prowadzą nas w odmiennych kierunkach. Termin „partycypacja” można wszak rozumieć różnorodnie: nie jest ono niewinne, zauważa Mouffe. Może być skutecznym narzędziem utrwalania istniejących rozwiązań i nierówności, może je również odrzucać, stając się narzędziem emancypacji. Warto więc wziąć udział w dyskusji na temat treści spornego pojęcia, gdyż jego znaczenie może zostać ustalone bez naszego udziału.