Krajobraz

2 [49] 2015

06 | 07 | 2016

Wstępniak

 

Pierwsze wizualne skojarzenia z pojęciem krajobrazu – widoki z folderów promocyjnych i albumów krajoznawczych albo wgrane nam wszystkim w procesie edukacji „obrazy ziemi ojczystej” – nie mają wiele wspólnego z rzeczywistą scenerią ludzkiego funkcjonowania. A jeśli pejzaż za oknem za bardzo przypomina przewodnik turystyczny albo podręcznik historii – może warto sprawdzić, czy za krajobraz gotowy do konsumpcji nie zapłacili ludzie, których codzienna aktywność nie pasuje do ideału promowanego za pomocą takiej czy innej propagandy. W tym numerze „Autoportretu” podejrzanie piękne widoki poddaje wnikliwej analizie Giulio Giovannoni, pokazując polityczne narzędzia oczyszczania krajobrazu Toskanii z nieprzystających elementów codzienności: chaosu i tandetnej zabudowy, które najwyraźniej stanowią nieodłączny wymiar autentycznego zamieszkiwania danego obszaru. Z polskiej perspektywy problem może wydawać się niezrozumiały. Czekamy przecież – z utęsknieniem! – na efekty podpisanej niedawno przez Prezydenta RP ustawy krajobrazowej, dzięki której w drodze do Zakopanego będziemy mogli oglądać góry, a nie bezładnie rozrzucone w pejzażu niezliczone produkty domorosłych agencji reklamowych. Rzecz raczej w uświadomieniu sobie, że za szczytnymi hasłami porządkowania przestrzeni, mogą kryć się także strategie spychania w niebyt realnych problemów społecznych, konstruowania ideologii, legitymizowania systemów prawnych i ekonomicznych. Levente Polyák opisuje politykę władz miejskich Budapesztu starających się doprowadzić do wyeliminowania obrazów biedy i bezdomności z centralnych dzielnic stolicy Węgier, by nie przeszkadzały odwiedzającym je turystom i nie kłóciły się z oficjalną narracją o naprawie państwa.

Ale dążenie do uporządkowania przestrzeni i uzyskania złudnej kontroli nad nieprzewidywalnością życia może też przybrać inne formy – bezmyślnego wycinania drzew, bezsensownego betonowania rzek. „Społeczeństwo się na to zgadza, ludziom się wydaje, że teraz jest elegancko. Jest taki murek równy, a nie jakieś krzoki” – mówi w rozmowie z „Autoportretem” Cecylia Malik, artystka i aktywistka, która w swoich działaniach walczy o krajobraz rozumiany w kategoriach dobra wspólnego. Nie zawsze w tej walce jest jasne, czy rację mają ci, którzy za wszelką cenę chcą uchronić rzadkie gatunki roślin, czy ci, którzy chcą wyciąć samosiejki i odsłonić ludziom piękny widok.

Prawdziwy pejzaż naszej cywilizacji – miejski, wiejski i nijaki – to pole konfliktów, ścierania się sprzecznych interesów, dążeń, aspiracji, odbicie lokalnych warunków społecznych i ekonomicznych, mentalności, ale i wpływów globalnych mechanizmów. Z krajobrazu możemy odczytać komunikat o rozkładzie sił pomiędzy rozgrywającymi. Co widzimy?