Przestrzeń jako taka

2 [41] 2013

03 | 08 | 2015

Wizytowanie przestrzeni

1. 

Homo praxitheoreticus to nowy mieszkaniec miast: miastowy1. W swym codziennym bytowaniu przekracza on opozycję teorii i praktyki. Terytorium działania owego homo jest przestrzeń pojęta jako pole doświadczeń rozmaitych podmiotów, agentów2 i aktorów, ludzkich i nie-ludzkich. Ten współczesny koczownik – bez względu na to, gdzie jest – może być u siebie; przynajmniej w warstwie deklaratywnej.

Przestrzeń jako pole działania stanowi dla homo praxitheoreticus przedmiot rozważań. Warunkiem tej aktywności jest jej doświadczanie i percypowanie. Czy w Polsce i na Słowiańszczyźnie mamy zwyczaj spędzania czasu wolnego w otwartej przestrzeni publicznej miasta? Tradycję mamy bogatą i odległą, by wspomnieć choćby zwyczaje targowe determinujące lokację (tereny miejskie) lub obyczaje przesiadywania przed chatą na ławeczce (tereny niemiejskie). Kontrastem dla tych uprawomocnionych formalnie lub nieformalnie praktyk byłby obyczaj przesiadywania bezdomnych w kruchtach katedr. Wszyscy bohaterowie tych aktywności należeli jednak do gatunku homo practicus: byli mieszczuchami, czyli istotami głęboko wchłoniętymi przez miejską strukturę i codzienność. Dopiero ponowoczesność przyniosła nam praktyki homo praxitheoreticus – miastowego, współczesnego koczownika, nieosadzonego trwale w żadnym terytorium, lecz stale doświadczającego wielu różnorodnych loci, stale też snującego rozważania na ich temat.

Percepcja przestrzenna homo praxitheoreticus jest ważna, gdyż to on jest uznawany za typowy podmiot współczesnego miasta. Pytanie o miejsce bytowania mieszczucha pozostaje poza obszarem uwagi; wizytowalność miejsc przez miastowego jest przedmiotem marzeń i działań wszelkich miejskich decydentów. Odwiedza on stale liczne miejsca; jego ciało – domena przestrzennej praxis – mknie przez nie szybciej niż jego myśl, która zostaje w nich na dłużej, dając świadectwo jego theoria. Za aktywne, dobre i atrakcyjne uznaje się te punkty i pasy w przestrzeni, w których bywa on: wizytator przestrzeni. Mieszczuch pozostaje niezauważony. W tym dysonansie tkwi wielka niesprawiedliwość, rola tych dwóch bywalców miejsc powinna być bowiem równorzędna. W ocenie przestrzeni publicznej należy uwzględniać jej atrakcyjność dla bywalców praktycznych i praktyczno-teoretycznych. Oraz to, że istnieją osoby z dysfunkcjami percepcji przestrzenno-zmysłowej, które trudno jest zaliczyć wyłącznie do jednej z tych grup.

2.

Słowo „wizytowalność” wywodzę z dwóch terminów: „wizyty” i „zdolności”. Wizytowalność to zdolność do bycia wizytowanym, i w tym sensie może być odpowiednikiem angielskiego terminu visitability. Termin „wizytowanie” używany jest w sferze kontroli oświaty: mówi się o „administracyjnej wizytacji” dokonanej np. w szkole przez wizytatora. Analogicznie, wizytatorem staje się ten przechodzień, który zatrzymuje się w przestrzeni publicznej i spędza czas w Miejscu. Właśnie z kategorią Miejsca wiąże się czynność wizyty, która nie skupia się na tranzycie przechodniów, lecz na przystanku, zatrzymaniu, pauzie w strumieniu ruchu. Jest ona ważna, jak pauza w muzyce. Nicnierobienie jest również czynnością, gdy nie skupia się wyłącznie na wizualności ruchu; osoby niewidome chłoną przestrzeń, sprawiając jednocześnie wrażenie, że nic nie robią. W kwestii wizytacji szkolnictwo idzie dalej i stosuje termin „hospitacje”, wywodzący się z angielskiego hospitality oznaczającego goszczenie, gościnność; zarówno wizytacja, jak i hospitacja przywołują czynność wizytowania i zatrzymania się na dłużej. Wizytowalność przestrzeni bliska jest znaczeniowo jej odwiedzalności, który to termin zakorzenił się w tekstach poświęconych wirtualnej przestrzeni publicznej. Obydwa terminy – „wizyta” i „odwiedziny” – określają zjawiska zakorzenione w polskiej tradycji społecznej; różnią je etymologia i konotacje. Łacińskie visitare przywołuje czynność kontroli, inspekcji; odwiedziny wiążą się z wiedzeniem i poznaniem, co w antropologii Miejsca jest kluczowe. Istotą bywania poza domem jest kontrola społeczna, dozór. Przestrzeń publiczna, w której bywa wielu gości, otrzymuje bezpłatny, społeczny dozór. W tym sensie wizytowalność jest bardzo ważkim kryterium tzw. dobrej przestrzeni publicznej.

Wizytowalność oddaje w moim przekonaniu polskie tradycje sarmackiej biesiady, uczty, ale także staropolskiej wizyty, odwiedzania, gościnności. Oddaje też czynności zwyczajne i codzienne, jak wspomniane wcześniej przesiadywanie przed chałupą. Słowo „gościnność” nadaje się doskonale na określenie „zdolności danego miejsca w przestrzeni do pozytywnego przyjęcia ludzi na dłużej”; gościnność przestrzeni mogłaby zatem stać się jednym z kryteriów jej pozytywnej kondycji. Myśląc jednak o zdolności do bycia wizytowaną, mam na myśli nie tylko przestrzeń jako locum wizyty, ale i czynności wizyty. Kwestię „jak” zawieram w pytaniu: „co?”.

Locum wizyty rozumiem jako publiczną przestrzeń ulicy, na której ktoś mieszka i która jest częścią intymnego doświadczenia3. Mam na myśli to, co między budynkami; pewien wąski, namacalny wycinek sfery publicznej, a także przestrzeni fenomenalnej4, fizycznej – tej, „w której i poprzez którą odbieramy bodźce, [na której] opieramy percepcję”5. Mam na myśli także to, co w kontekście działań artystycznych Anna Zeidler-Janiszewska nazywa przestrzeniami otwartymi lub pozainstytucjonalnymi (pozostającymi poza instytucjami sztuki)6, i co określane bywa jako przestrzeń społeczna czy przestrzeń miejska.

Myśląc o czynności wizyty, przywołam rozmaite formy bywania w przestrzeni publicznej: czytać, pluskać, spać, prosić, mówić, słuchać, kąpać, muzykować, kupować, jeść, siedzieć, tworzyć, spotykać, pracować, patrzeć, skakać, stąpać, konkurować, bawić i wiele innych. Możliwość wykonywania czynności decyduje o wizytowalności i ocenie przestrzeni jako dobrej lub złej, przyjaznej lub obcej, gościnnej lub wrogiej. Decyduje o szansie na wytworzenie się Miejsca, tj. wartościowego punktu w przestrzeni. Miejscotwórstwo skupia się więc na umożliwianiu wykonywania określonych czynności. Placemaking, w rozumieniu miejscotwórstwa, koncentruje się na tworzeniu Miejsca7.

W miejscotwórstwie ważne są poziomy i strefy percepcji. Poziomy są teoretyczne i dotyczą intensywności percepcji (doświadczać można głęboko lub płytko, trwale lub chwilowo, negatywnie lub pozytywnie itp.). Strefy są sensoryczne: określają je opozycje góra – dół, lewo – prawo, ciemno – jasno, przód – tył, cicho – głośno, barwnie – bezbarwnie, wonnie – bezwonnie itp. Idea uniwersalnego dizajnu odnosi się do fizycznej przestrzeni publicznej wówczas, gdy celem działań jest zwiększenie możliwości odwiedzania i głębokiej percepcji danego fragmentu przestrzeni publicznej. Uniwersalność przestrzeni publicznej jest warunkiem koniecznym, aby otrzymała ona wysoką ocenę wizytowalności. Miejsce jest tu punktem przestrzennym, którego wizytowalność jest szczególnie wysoka; punktem, który może być odwiedzany – wizytowany – przez stosunkowo największą liczbę wizytatorów, bez względu na poziom ich sprawności zmysłowej lub ruchowej. Jest „pauzą w ruchu”, jak określa je Yi-Fu Tuan8. Dopiero kiedy człowiek zatrzymuje się w jakimś punkcie, czyni z niego Miejsce; „przystanek sprawia, że dana okolica staje się ośrodkiem wartości”9. Tuan podkreśla także intymność miejsca; choć trudno nam w pierwszej chwili zaakceptować, że inny człowiek mógłby być „miejscem” albo „domem”10, właśnie ten fakt może się stać wytłumaczeniem Welschowskiej anestetyzacji. Zdaniem Welscha, piękno przestrzeni, także publicznej, nie stanowi pierwotnego przedmiotu zainteresowania ludzi; człowiek odczuwa przyjemność z przestrzennej wizyty nie tam, gdzie jest „ładnie”, lecz tam, gdzie czuje związek z drugim człowiekiem. Właśnie z tego względu mieszczuchy, w odróżnieniu od miastowych, nie zwracają większej uwagi na walory uznawane za estetyczne. Według miastowych, nie doceniają oni piękna miejskich akcesoriów; dla mieszczucha piękne akcesoria nie tworzą jednak Miejsca11.


[1.] A. Rumińska, Mieszczuch kontra miastowy, „Autoportret” 2012, nr 1 (36), s. 36.
[2.] E. Domańska, Problem rzeczy we współczesnej archeologii, [w:] Rzeczy i ludzie. Humanistyka wobec materialności, red. J. Kowalewski, W. Piasek, M. Śliwa, Olsztyn: Instytut Filozofii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, 2008, s. 35.
[3.] A. Djukic, Publiczna przestrzeń ulicy – przekształcenie i ulepszenie tożsamości, „Czasopismo Techniczne Politechniki Krakowskiej” 2008, nr 2, oraz Y. Tuan, Przestrzeń i miejsce, przeł. A. Morawińska, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1987, s. 213.
[4.] J. Gehl, Życie między budynkami. Użytkowanie przestrzeni publicznych, Kraków: Wydawnictwo RAM, 2009; D. Pietrzyk-Reeves, Idea społeczeństwa obywatelskiego: współczesna debata i jej źródła, Wrocław: Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego, 2000, s. 200; S. Judycki, Niektóre problemy Husserlowskiej teorii konstytucji przestrzeni, „Roczniki Filozoficzne” 1981, nr 29, z. 1, s. 125–163.
[5.] Ł. Kropiowski, O przestrzeni, „Obieg” 2010, www.obieg.pl/prezentacje/19263 (dostęp: 17 maja 2013).
[6.] A. Zeidler-Janiszewska, O praktykach artystycznych w przestrzeniach pozainstytucjonalnych – kilka uwag zamiast systematyzującego posłowia, [w:] Między estetyzacją a emancypacją. Praktyki artystyczne w przestrzeni publicznej, red. D. Koczanowicz, M. Skrzeczkowski, Wrocław: Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, 2010, s. 259.
[7.] Podobne działania podejmowane są przez rozmaite instytucje, organizacje i firmy; por. Project for Public Spaces w Nowym Jorku, Project for Public Spaces (www.pps.org), Placemakers w różnych miastach północnej części Ameryki Północnej (www.placemakers.com).
[8.] Y. Tuan, dz. cyt., s. 175.
[9.] Tamże.
[10.] Tamże.
[11.] Tamże, s. 204.