Fot. M. Shick Wikimedia Commons CCA 2.0 Gerenic

Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Urbanistyka wysokich częstotliwości

Z Kacprem Pobłockim antropologiem miasta, autorem książki „Kapitalizm. Historia krótkiego trwania” – rozmawia Marta Karpińska


MARTA KARPIŃSKA: Twierdzisz, że urbanistyka to ostatnia dziedzina, w której planowanie nie zostało skompromitowane.

KACPER POBŁOCKI: Idea planowania w połowie XX wieku była bardzo popularna, głównie w ekonomii. W dyskusji Friedricha von Hayeka i Oskara Langego o istocie planowania, w której von Hayek podważał zdolność planistów do przewidywania przyszłości, głosił to z perspektywy marginalnej, natomiast Lange reprezentował ekonomiczny  mainstream i był zdania, że głównym zadaniem ekonomii jest przygotowanie się na przyszłość, tak pojmował ideę planowania. To bardzo ciekawe, że dzisiaj wyłącznie w architekturze i urbanistyce mówi się o planowaniu w perspektywie kilku lat. Natomiast współczesna ekonomia zajmuje się bardzo bliską perspektywą czasową, niemal czasem rzeczywistym. Znaczna część tej dziedziny skupia się na analizie bardzo szybkich zjawisk temporalnych – transakcji przeprowadzanych w nanosekundach, tzw. handlu wysokich  częstotliwości. Równocześnie wśród dzisiejszych ekonomistów jest też zainteresowanie bardzo oddalonym w czasie horyzontem wzrostu. Natomiast w złotych czasach planowania John Maynard Keynes mawiał: „W dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi”. Postulował tym samym zajęcie się perspektywą bliskiej przyszłości, stąd idea planów pięcio- czy dziesięcioletnich, które jesteśmy w stanie ogarnąć, mówiąc kolokwialnie. I ta idea zupełnie wyparowała z ekonomii. Wielu badaczy uważa, że między innymi przez brak  zainteresowania tym, co będzie się działo w perspektywie paroletniej, ekonomiści nie byli w stanie przewidzieć kryzysu z 2008 roku. Współcześnie idea planowania została przeniesiona na przestrzeń, nie mówimy w tym momencie o planowaniu w kontekście zarządzania czasem. Myślę więc, że dobrze by było przywrócić naukom społecznym czy społeczno-ekonomicznym ideę planowania i może to właśnie architektura jest tym miejscem, z którego można zapożyczyć strategie planowania.

MK: Tylko czy te same procesy, które opisujesz w odniesieniu do ekonomii, nie podmywają od kilku dekad planowania w urbanistyce? Chodzi mi o skalę globalną, a nie o takie czy inne budujące przykłady planowania urbanistycznego ciągle funkcjonującego w kilku zamożnych krajach europejskich. W międzynarodowej debacie architektonicznej także pojawiają się głosy wyrażające tęsknotę za banalnym dobrem trzech dekad po II wojnie światowej, kiedy budowane na całym świecie osiedla z pełną infrastrukturą: szkołami, szpitalami, parkami i obiektami kulturalnymi odzwierciedlały nadzieję na zbudowanie według określonego planu nowego porządku społecznego.

KP: To jest kwestia oceny sukcesów i porażek modernizmu. Warto otwarcie o tym rozmawiać, uświadomić sobie, że nie ma powrotu do tamtej powojennej sytuacji, że funkcjonujemy w zupełnie innej rzeczywistości. Możemy natomiast nauczyć się wyciągać wnioski z sukcesów i porażek przeszłości, zwłaszcza że tych pierwszych było, moim zdaniem, jednak trochę więcej niż klęsk. Jedną z moich ulubionych książek jest publikacja Stephena  Kotkina o Magnitogorsku1, niezbyt doceniana w studiach miejskich. To historia stalinowskiego miasta, która pokazuje, że Magnitogorsk, czyli taki protoplasta Nowej Huty, w latach 30. wybudowany w środku niczego od zera, był miastem planowanym, rozwijającym się jednak wbrew planowi. Pracowali tam planiści, między innymi sprowadzony z Niemiec Ernst May, ale ostatecznie jego plan nie został wdrożony. Kotkin opisuje niezwykle ciekawe zjawisko – miasta rozwijającego się bardzo spontanicznie, które w dużej mierze przypominało dzisiejsze slumsy południa, w tym sensie, że dużo osób mieszkało w biedadomkach robionych z kilku kawałków dykty czy z gliny. To były czasy wielkiego terroru, ale z punktu widzenia codzienności tych ludzi życie w mieście było ciekawym doświadczeniem, nie zawsze negatywnym. Plan, który próbowano wcielić w życie, stał się jedynie ramą dla spontanicznej rozbudowy. Jest taka rycina z tamtego okresu, na której widać, że to miasto wyrasta niejako z fabryki. Magnitogorsk funkcjonował jako osada fabryczna i jednocześnie wielki eksperyment społeczny: jego mieszkańcy sami odkrywali na nowo, jak można z sobą żyć i mieszkać. To było też niezwykle wyzwalające dla wielu osób, miasto tworzyło realne możliwości emancypacji. To nie było wyłącznie opresyjne środowisko – opresja i wyzwolenie przeplatały się z sobą. Podobnie było z Nową Hutą. Jest świetna książka Katherine Lebow o Nowej Hucie2, która opisuje podobne procesy. Nowa Huta wyznaczyła pewne ogólne ramy, nie tylko urbanistyczne, ale też społeczne czy  ideologiczne, tworząc standardy odmienne od intencji stojących za powstaniem miasta. To, co się tam wydarzyło, było z jednej strony kontestacją planu na Nową Hutę, ale ta kontestacja, paradoksalnie, była w jakiś sposób wpisana w ten plan. Ludzka historia jest pełna paradoksów, które są także częścią planowania modernistycznego.


[1.] S. Kotkin, Magnetic Mountain. Stalinizm as a Civilisation, University of California Press, 1995.
[2.] K. Lebow, Unfinished Utopia. Nowa Huta, Stalinism and Polish Society 1949–1956, Ithaca: Cornell University Press, 2013.