Partycypacja i partycypacja

2 [37] 2012

30 | 07 | 2015

Uczestniczenie w praktyce

Hasło demokracji partycypacyjnej (lub uczestniczącej) staje się ostatnio coraz popularniejsze także w Polsce. Powołuje się na nie coraz liczniejsze grono osób, w tym polityków. Działa jak magiczne zaklęcie: nie zmienia realiów, za to na zasadzie wytrychu ma umożliwić dołączenie do grona postępowców i modernizatorów. Deklaracje mogą pozostawać bez pokrycia. Zrozumienie sedna pojęcia jest nadal nikłe, a znaczenie uczestnictwa obywateli i obywatelek w rządzeniu bardzo rozmyte.

Prowadzić to może do nieporozumień, a co gorsza – do przejęcia przez polityków idei demokracji partycypacyjnej w celu ograniczenia wpływu ogółu na decyzje polityczne.

Współczesna demokracja przedstawicielska, będąca siostrą bliźniaczką liberalizmu, przeżywa poważny kryzys, który nie powinien dziwić nikogo, kto wie, jakimi zasadami kierowali się jej ideowi fundatorzy, tacy jak John Locke czy John Stuart Mill. Obaj opowiadali się przeciwko równości obywateli, preferując odpowiednio zamożniejszych i wykształconych. Przez dziesięciolecia głosu wyborczego były pozbawione kobiety, robotnicy, całe skolonizowane narody. Mimo procesu emancypacyjnego, który umożliwił po latach walk uczestnictwo w wyborach do władz państwowych, regionalnych i samorządowych wszystkim bez względu na płeć, pochodzenie, rasę i tak dalej, i pomimo prób przełamania hegemonii liberalizmu w sferze zarządzania gospodarką, zasady podziału na możnych i bezwolnych nadal funkcjonują w zakładach pracy i firmach.

Proces upowszechnienia praw wyborczych (na przykład Kuwejt przyznał prawo wyborcze kobietom dopiero w 2005 roku) przeciął się z procesem koncentracji władzy w rękach organów wykonawczych oraz presją lobby korporacyjno-biznesowego, co owocuje brakiem zaufania obywateli i obywatelek do redystrybucyjnej funkcji państwa, a co za tym idzie – masowym spadkiem frekwencji wyborczej. Absencja wyborcza staje się sposobem na delegitymizację panującego ustroju.

Coraz powszechniejsze jest przekonanie, że stoimy przed następującym dylematem: albo ostatecznie będziemy musieli się pożegnać z utopią powszechnej równości i legalizmu oraz powrócić do przedrewolucyjnego modelu utrzymywanych przymusem i przemocą nierówności, albo przełamiemy impas poprzez zwiększenie ilości demokracji w demokracji. Przykładem pierwszej tendencji są próby forsowania quasi-praw, umów międzynarodowych wyznaczających fatalne deregulacyjne standardy. Najgłośniejszym ostatnio przykładem jest ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), negocjowana w ekskluzywnym  kręgu decydentów, objęta tajemnicą, konsultowana jedynie z potencjalnymi beneficjentami umowy. Przeciwny kierunek rozwoju demokracji postaram się opisać w niniejszym artykule.

Najważniejszym i niezbywalnym elementem partycypacji jest możliwość decydowania przez obywateli i obywatelki o odprowadzanych do budżetu pieniądzach (budżet partycypacyjny). Nie chodzi ani o proste konsultowanie decyzji samych władz, ani o możliwość ubiegania się o subwencje czy granty, jak w przypadku organizacji pozarządowych, lecz o realne, oparte na deliberacji określanie celów, na jakie mają być wydane pieniądze. Realne – co oznacza, że podjęta przez obywateli i obywatelki decyzja co do redystrybucji kwot budżetowych jest wiążąca dla władz i nie może być przez nie zmieniona. Oparta na deliberacji – co oznacza, że wymiana argumentów ma służyć nie konfrontacji, lecz doskonaleniu i edukacji. W demokracji przedstawicielskiej, choć wymaga to metakonsensusu co do rozwiązania ustrojowego, decyzje szczegółowe podejmuje się na zasadzie proporcjonalnej, a nie większościowej czy przez aklamację.

Dariusz Kraszewski ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich wymienia siedem zasad fundujących demokrację partycypacyjną:

    1. Partycypacja to instrument umożliwiający bezpośrednie decydowanie obywateli i obywatelek o podziale budżetowych pieniędzy

    2. Konieczne jest zerwanie władzy ze stereotypowym przekonaniem o jej nadrzędnej funkcji oraz dobra wola ze strony demokratycznych przedstawicieli. Wiąże się to nie tylko z jakością współpracy. Wprowadzenie mechanizmów partycypacyjnych umożliwiają między innymi przepisy o finansach publicznych oraz art. 5 i 51 Ustawy o samorządzie gminnym z 1990 roku, a także § 8.2 rządowego Paktu dla Kultury, gdzie czytamy: „Rząd, we współpracy z samorządami, przygotuje warunki prawne dla pilotażu w zakresie tworzenia tzw. budżetów partycypacyjnych w planach finansowych jednostek samorządu terytorialnego, w których wydatki ustalają mieszkańcy”. Niektórzy krytycy zwracali uwagę, że jest to ograniczenie dominującej w prawie europejskim zasady mandatu wolnego. Należy jednak zauważyć, że demokracja partycypacyjna nie wprowadza w zamian mandatu imperatywnego, umożliwiającego odwołanie przedstawiciela władz przed upływem kadencji, lecz jest pewną innowacją, która z tej przyczyny wyprzedza regulacje prawne. Na korzyść budżetu partycypacyjnego można przywołać także poparcie ze strony konferencji Habitat II, przygotowanej przez ONZ w 1996 roku w Stambule, która uznała partycypację za dobrą praktykę obniżającą poziom ubóstwa i podnoszącą poziom edukacji społeczeństwa.

    3. Władze muszą poinformować, jakie sumy zarezerwowano do parcelacji w ramach obrad obywatelskich. Gdyby po całym cyklu decyzyjnym okazało się, że wybrane cele nie mogą być zrealizowane, brak rezultatów zaangażowania obywateli groziłby ich rozczarowaniem do idei partycypacji.

    4. Istotny jest cykliczny i ciągły charakter procesu. Analiza dotychczasowych przykładów realizacji budżetu partycypacyjnego wskazuje na sukcesywny wzrost zainteresowania tym sposobem zarządzania budżetem. Ma tutaj miejsce ważny proces edukacyjny – podwyższenie poziomu kompetencji obywateli, także komunikacyjnych.

    5. Konieczne jest stworzenie przestrzeni dla wszystkich aktywnych mieszkańców i mieszkanek gminy, tak aby ich zaangażowanie miało bezpośredni wpływ na budżet.

    6. Jasne i klarowne procedury powinny być wprowadzane tak, by każdy przystępujący w dowolnym momencie do cyklu budżetowego miał jasność, na jakim etapie są głosowania, określanie celów i ich realizacja.

    7. Monitoring i ewaluacja – kontrola działań – powinny się odbywać na każdym etapie cyklu. Podsumowanie zrealizowanych projektów musi być dostępne przed kolejną turą zgłaszania i głosowania propozycji budżetowych.

Oczywiście demokracja partycypacyjna niejedno ma imię: drogi do niej są różne, różnorodne są także jej realizacje. Wynika to z prostego faktu, że w rozmaitych zakątkach świata występują odmienne lokalne uwarunkowania, a model partycypacyjny nie ma być sztywnym gorsetem szytym na jeden rozmiar, zgodnie z polityką one fits all, lecz elastyczną formułą, w której mogą się odnaleźć meksykańscy Indianie, mieszkańcy wielkich metropolii Ameryki Południowej i mieszkańcy małych miasteczek Starego Kontynentu