Fot. L. Polyák. Copyright © L. Polyák. All rights reserved.

Architektura wspólnoty

4 [51] 2015

12 | 07 | 2016

Społeczny dostęp do przestrzeni publicznych (I)

Debata o dobrach wspólnych w Rzymie

 

„Ani publiczne, ani prywatne, dobro wspólne”. Takie graffiti na ścianach rzymskich budynków w różnych dzielnicach miasta odzwierciedlają uczucia wielu mieszkańców stolicy Włoch. Czuli się opuszczeni przez stołeczną administrację, zaczęli więc szukać możliwości tworzenia przestrzeni wspólnych. Wzajemny brak zaufania pomiędzy lokalnymi społecznościami, podmiotami prywatnymi i instytucjami publicznymi jest obecny we wszystkich aspektach życia społecznego. Doświadczywszy klęski usług publicznych, lokalne stowarzyszenia zaczęły praktycznie „troszczyć się o wszystko, czego ich okolica potrzebuje, w miejsce usług oferowanych przez centralną czy lokalną administrację”1.

Odniesienia do dóbr wspólnych nie są specyficzne dla stolicy Włoch. Renesans idei dobra wspólnego – wykraczającego poza sferę prywatną i publiczną – jest od kilku lat widoczny na całym świecie. To reakcja mniej lub bardziej marginalizowanych grup społecznych na rosnące ceny, spekulacje na rynku nieruchomości i masową prywatyzację, które wypchnęły je z zajmowanych do tej pory dzielnic czy gruntów.

Rzucając wyzwanie logice rozwoju urbanistycznego (w ramach której sektor prywatny kontroluje rozwój miast), opartej na przekonaniu, że jest to „biznes jak każdy inny”, wiele społeczności wyraziło swoje prawo do miasta, czyli do „umieszczania istotnej części nadwyżki pod państwową kontrolą”2. Wspólny interes stał się głównym hasłem tych żądań, jednak samo pojęcie jest bardzo płynne: wiele spośród projektów rozwoju miasta głoszących społeczny zysk przynosi korzyści wyłącznie uprzywilejowanym właścicielom nieruchomości. Brak zaufania cechujący relacje między administracją publiczną i lokalnymi społecznościami, zwłaszcza w Europie Południowej, zaczął narastać wraz z wprowadzeniem cięć budżetowych i wymuszonych prywatyzacji.

DEBATA O DOBRACH WSPÓLNYCH

Pojęcie dóbr wspólnych zaczęło się na nowo wyłaniać w ostatniej dekadzie jako możliwa odpowiedź na ten kryzys zaufania. Jak można myśleć o interesie społecznym i sferze publicznej, kiedy powołane do sprzyjania im instytucje służą w rzeczywistości prywatnym interesom? W jaki sposób można myśleć o mieście i rozwoju urbanistycznym, aby możliwe było ominięcie problemu podziału na sferę publiczną i prywatną?

Wraz z „ponownym odkryciem” dóbr wspólnych, współdzielonych własności i zarządzania znajdujących się poza sferą publiczną i prywatną Elinor Ostrom zaproponowała rozwiązanie dla tych, którzy poszukiwali rozstrzygnięć sprzyjających przetrwaniu wspólnego interesu. W książce zatytułowanej Governing the Commons Ostrom przywołała dobra wspólne jako szeroko rozpowszechniony w wielu częściach świata do XX wieku model funkcjonowania społecznego, który zaczął tracić rację bytu wraz z równoległą ekspansją przedsięwzięć publicznych (państwowych) i prywatnych3. Sprzeciwiając się zdecydowanie twierdzeniu Garretta Hardina, że udziałowcy dóbr wspólnych szybko wyczerpią swoje zasoby4, Ostrom opisała wydajny i zrównoważony model zarządzania dostępem do zasobów przez członków wspólnoty.

Argumenty Ostrom zaczęły docierać do głównego nurtu debaty o podstawowych zasobach i interesach społeczności. Oprócz tego, że podejmowano próby opisywania „dóbr wspólnych” jako „swego rodzaju wspólnego zasobnika środków, rozumianego jako niekomercyjny sposób zaspokajania ludzkich potrzeb”5, stopniowo zaczęto je także uważać za synonim demokracji. „Mówienie o dobrach wspólnych oznacza mówienie, że obywatele (lub społeczności użytkowników) są podstawowymi udziałowcami, przed i ponad inwestorami, i że interesy społeczności nie są na sprzedaż”6.

Chociaż dobra wspólne są często opisywane jako typologia podstawowych praw, w ramach której „każdy proces prywatyzacji, o którym decyduje władza polityczna, wywłaszcza obywatela z jego części dóbr wspólnych”7, nie są one prawami nabytymi: są „z konieczności tworzone i podtrzymywane przez społeczności, to jest przez społeczne sieci wzajemnej pomocy, solidarności i międzyludzkiej wymiany, których nie można zredukować do reguł rynkowych”8. Postaram się pokazać demokratyczne procesy tworzenia się wspólnot w Rzymie oraz to, w jaki sposób walczą one o swoje prawa do miejskich przestrzeni w mieście.

NIERUCHOMOŚCI JAKO DOBRA WSPÓLNE

Pojęcie „dóbr wspólnych” było w pierwszej kolejności używane w walce z procesami prywatyzacji tak podstawowych zasobów, jak woda czy usługi publiczne o pierwszorzędnym znaczeniu:

Jeśli zapewniane przez państwo dobra publiczne zanikają lub stają się zwykłym motorem prywatnej akumulacji (jak dzieje się to w wypadku edukacji), państwo natomiast wycofuje się z ich dostarczania, wówczas istnieje tylko jedna możliwa odpowiedź. Ludność musi się samoorganizować i zapewniać sobie własne dobra wspólne9.

Kiedy w 2011 roku administracja publiczna podjęła próbę prywatyzacji publicznych udziałów w Acei, publiczno‑prywatnej spółce zajmującej się zarządzaniem dostawami wody, przedsięwzięcie to zostało zablokowane przez krajowe referendum, w którym odwołano się do obywatelskiego prawa do dóbr wspólnych. Inicjatywa referendalna odniosła sukces, a prawo promujące prywatyzację zarządzania wodą i innymi publicznymi zasobami zostało zablokowane. Znaczenie publicznej kontroli nad podstawowymi zasobami było zagadnieniem poruszanym regularnie w ciągu ostatnich kilku lat – za sprawą ponownego przejęcia przez miasto spółek wodociągowych w Paryżu i Berlinie oraz niedawnej próby prywatyzacji publicznych wodociągów w Salonikach, która stanowiła wymóg postawiony greckiemu państwu przez międzynarodowych kredytodawców.

Idea „dóbr wspólnych” nie odnosi się jednak wyłącznie do usług komunalnych i podstawowych zasobów. Jest ona również rozumiana jako:

plastyczna i niestabilna relacja społeczna pomiędzy konkretną samookreśloną grupą społeczną i pewnymi aspektami jej środowiska. Środowisko to może zarówno już istnieć lub dopiero być stworzone, może być społeczne i/lub fizyczne, ale istotne jest, że zostało uznane za kluczowe dla życia i środków utrzymania danej grupy społecznej10.

Dostępna przestrzeń jest jednym z aspektów środowiska fizycznego, który ma decydujące znaczenie dla życia społeczności. Przestrzeń wspólna była jednym z podstawowych żądań ruchu wspólnotowego. Podkreślając istnienie dużej liczby znajdujących się w rękach publicznych, ale nieudolnie zarządzanych nieruchomości, orędownicy prawa do miasta argumentowali przeciwko prywatyzacji publicznych zasobów nieruchomości na rzecz kierowanego lub nastawionego na dobra wspólne wtórnego wykorzystania pustych nieruchomości w wielu miastach.

Jeżeli – co sugeruje David Harvey11 – nieruchomości stanowiły źródło wszystkich wielkich kryzysów ekonomicznych, to wzrost cen nieruchomości, napędzany przez podporządkowanie rynków z tego sektora spekulacjom finansowym, sprawił, że nieruchomości publiczne stały się bardzo atrakcyjne dla inwestorów. W wyniku tego procesu budynki „nie pełnią już funkcji użytkowej, [są] tylko czymś, co będzie się posiadać (w nadziei na stopniowy, następujący z upływem czasu wzrost [ich] wartości inwestycyjnej, nie zaś użytkowej)”12.

Kiedy wartość wymienna budynków zyskuje przewagę nad ich wartością użytkową, tracą one jakikolwiek związek z rzeczywistymi potrzebami i zaczynają funkcjonować „podobnie do tego, w jaki sposób tworzone i sprzedawane są produkty finansowe, które utraciły jakikolwiek związek z rzeczywistą produkcją i ekonomią”13. Stając się przedmiotem spekulacji, wiele dotychczasowych miejsc związanych z realizacją programów społecznych i kulturalnych (szpitale, szkoły, parki, teatry, kina) stało się zagrożonymi gatunkami, względem których zaczęto stosować kalkulację opartą na dającym się zabudować metrażu, a nie ich potencjalnym znaczeniu dla jakości życia mieszkańców.

Walka o ochronę zasobów publicznych i przekształcenie ich w dobra wspólne nabrała mocy w miastach o słabym potencjale gospodarczym, znajdujących się pod silnym naciskiem inwestorów na prywatyzację ich dóbr. Podczas gdy berlińscy działacze społeczni z sukcesem zakończyli kampanię na rzecz zmiany polityki prywatyzacyjnej miasta, przesuwając akcent w procesie prywatyzacji z najwyższej stawki na najlepszą koncepcję spełniającą oczekiwania społeczności, wiele innych miast pozostało polami bitewnymi w walce toczonej między administracją szukającą sposobów na ograniczenie budżetu za pomocą wyprzedaży nieruchomości i przerzucania usług na zewnątrz a wspólnotami domagającymi się prawa do usług i przestrzeni publicznych.


[1.] C. Cellamare, Autorganizzazione e vita urbana, [w:] Recinti Urbani. Roma e I luoghi dell’abitare, C. Cellamare, R. De Angelis, M. Ilardi, E. Scandurra, Roma: Manifesto, 2014, s. 74.
[2.] D. Harvey, Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja, przeł. A. Kowalczyk i in., Warszawa: Bęc Zmiana, 2012, s. 46.
[3.] E. Ostrom, Governing the Commons: The Evolution of Institutions for Collective Action, Cambridge: Cambridge University Press, 1990.
[4.] G. Hardin, The Tragedy of the Commons, [w:] The Question of the Commons: The Culture and Ecology of Communal Resources, eds. B. McCay, J. Acheson, Tucson: University of Arizona Press, 1987.
[5.] M. De Angelis, Reflections on Alternatives, Commons and Communities, „The Commoner” 2003, no. 6, s. 1.
[6.] D. Bollier, The Growth of the Commons Paradigm, [w:] Understanding Knowledge as a Commons: From Theory to Practice, eds. Ch. Hess, E. Ostrom, Cambridge: Cambridge University Press, 2007, s. 29.
[ 7.] U. Mattei, Beni comuni. Un manifesto, Roma: Editori Laterza, 2014, s. V.
[8.] M. De Angelis, dz. cyt.
[9.] D. Harvey, dz. cyt., s. 127–128.
[10.] Tamże, s. 111.
[11.] Tamże, passim.
[12.] R. de Graaf, Architektura jako narzędzie kapitału, przeł. M. Choptiany, „Autoportret” 2014, nr 3(50), s. 88.
[13.] W. Vanstiphout, The Historian of the Present, [w:] Future Practice: Conversations from the Edge of Practice, ed. R. Hyde, New York–London: Routledge, 2012, s. 94.