Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Sokrates i słomiany zapał

Rzecz o ekologii i wątpliwym etosie technologicznego determinizmu

PROLOG

Mgr inż. arch. Jan Żelbecki – miłośnik czarnych golfów i światowej architektury – czytał właśnie Naszą wspólną przyszłość – słynny raport Brundtland z 1987 roku1, który po raz pierwszy wprowadził pojęcie zrównoważonego rozwoju. Szukał cytatu do opisu swojego projektu i właśnie go znalazł… Nie wiedział jednak, że w jego pracowni gromadzi się coraz więcej duchów…

– No i pięknie, przynajmniej mamy tu konkretną definicję – czytał Żelbecki pod nosem. – „Na obecnym poziomie cywilizacyjnym możliwy jest rozwój zrównoważony, to jest taki rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie”.

– …A co to właściwie znaczy? – zapytał ubrany w togę duch Sokratesa, który oparł się o deskę kreślarką.

– Dla mnie to jasne – powiedział kudłaty Chochoł, pojawiając się na parapecie okna. – Chodzi tu o dwa rodzaje sprawiedliwości: tej jednej, pomiędzy regionami na świecie, i drugiej, pomiędzy generacjami. Wszystkie późniejsze interpretacje tego raportu to tony kosmetyków, które rozmydlają to jedno słowo: „sprawiedliwość”. Dla jasności dodam, że dla mnie warunki zrównoważenia spełniają tylko budynki w technikach low-tech i z materiałów naturalnych: słomy… takiej jak ta – powiedział, wyciągając sobie słomę z butów – oraz gliny, drewna, ewentualnie z materiałów recyklingowanych.

I jakby dla potwierdzenia swych słów Chochoł pokazał kilka zdjęć.

Architekci są tak przyzwyczajeni, do obcowania z duchami, że mgr inż. bez specjalnego zdziwienia zaparzył kawę i podał ją gościom. Tak oto rozpoczął się ten literacki wieczorek.


[1.] World Commission on Environment and Development, Our Common Future, Oxford: Oxford University Press, 1987.