Fot. C. Hanappe (2016-17, ACTES ET CITÉS, ENSAPB)

Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Planowanie obozu dla uchodźców

Wysiadamy z autobusu na parkingu przed bramą. Po wizycie na portierni, wpisaniu się na listę odwiedzających (mieszkańcy posługują się identyfikatorami) i przekroczeniu furtki osiedla, trafiamy do przestrzeni publicznej zajętej głównie przez młodych ludzi grających na smartfonach lub rozmawiających przez nie. Kolejka do pralni, ruch przy sklepie, ciagle zajęta administratorka rozwiązująca kolejne problemy zgłaszane przez mieszkańców. Centralna oś osiedla z placem na planie okręgu to tętniąca życiem miejska ulica, po której przechadzają się głównie 20- i 30-latkowie. Kawałek dalej dzieci bawią się na dmuchanym zamku, inne z biegającym za piłką jamnikiem jednego z gości. Szczególny gwar dobiega z placu zabaw, na który składają się specjalnie zaprojektowane drewniane zabawki, w bezpośrednim sąsiedztwie parterowego pawilonu przedszkola i szkoły. Jest też niewielka przychodnia osiedlowa. Naprzeciwko podjechał właśnie foodtruck z Brighton, serwujący sałaty, hummus, szukszukę i inne, głównie wegetariańskie dania. Przemierzając kwartał co kilka metrów słyszymy „Hey! Hello! How are you?”, rzadziej „Bonjour!” i „Ça va?”. Przydomowe i społecznościowe ogródki przygotowywane są powoli do nowego sezonu, a część mieszkańców zebrała się przy osiedlowym punkcie informacji na spotkaniu z zaproszonym prawnikiem.

Coś jednak do tego opisu, wydawać by się mogło przeciętnego, europejskiego osiedla, nie pasuje. Nie znajdziemy tu apartamentowców z przestronnymi tarasami. Krajobraz zdominowany jest przez drewniane baraki z mniej lub bardziej udanymi modyfikacjami. Gdy przez chwilę popada deszcz, wszyscy grzęźniemy w kałużach i błocie, wciąż słyszymy pisk kół pociągów towarowych na torach stanowiących barierę od południa i szum samochodów na autostradzie ograniczającej teren od północy. Co chwilę potykamy się o śmieci, gospodarka odpadami kuleje. Identyfikatory, dzięki którym mieszkańcy dostają się na teren, to nie magnetyczne karty czy breloczki tylko żółte opaski na rękę, których nie można tak po prostu zdjąć. Rozmawiający przez telefon najprawdopodobniej dzwonią do swojej rodziny na Bliskim Wschodzie, sklep to nie osiedlowa żabka tylko punkt dystrybucji paliwa do ogrzewania. Administratorka osiedla pewnie właśnie po raz kolejny tłumaczy, dlaczego proszący nie ma szans na otrzymanie śpiwora. Zebranie w punkcie informacyjnym ma dać mieszkającym tu osobom podstawową wiedzę na temat tego, w jaki sposób się stąd (legalnie) wydostać.

Bo na pierwszy rzut oka zwyczajny, tętniący życiem fragment miasta to tak naprawdę pierwszy we Francji obóz humanitarny w niewielkim, niespełna 25-tysięcznym Grande-Synthe na przedmieściach Dunkierki. To tutaj mniej więcej 2000 osób czeka na zalegalizowanie pobytu w kraju lub możliwość ucieczki do Wielkiej Brytanii, która dla wielu jest ostatnią nadzieją. Czas ich pobytu w obozie waha się zwykle od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy. Takie miejsce wymaga urbanistyki i architektury, która odpowiada na zupełnie inne potrzeby niż komercyjne realizacje, powstaje przy nieporównywalnie mniejszym budżecie i w bardzo krótkim czasie.

OBÓZ IDEALNY?

W oparciu o wieloletnie doświadczenia organizacji pozarządowych i UN Habitat (Program Narodów Zjednoczonych ds. Osiedli Ludzkich) w ostatnich latach wiele powstało praktycznych dokumentów zawierających opisy dobrych praktyk i szczegółowe instrukcje, pozwalające na planowanie i budowę obozów humanitarnych w warunkach nagłej potrzeby. Jednym z najważniejszych jest opracowany przez międzynarodową sieć organizacji humanitarnych w ramach projektu SPHERE zestaw instrukcji1, stale aktualizowany od pierwszego wydania w 1997 roku. Zawarto w nim wytyczne dotyczące organizacji przestrzeni obozów, spośród których najważniejszą jest minimalna powierzchnia przypadająca na jednego mieszkańca. W 2007 roku UNHCR (Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) opublikowało swój Emergency Handbook2, zawierający regulacje dotyczące projektowania obozów uwzględniające parametry jednostek mieszkalnych, odległości między nimi, przestrzeni wspólnych i infrastruktury.

Jedną z realizacji, często przedstawianą jako rozwiązanie modelowe, jest obóz w Kilis. Zbudowany i zarządzany samodzielnie przez władze Turcji, został pomyślany na wzór miasta, zarówno od strony urbanistycznej, jak i architektonicznej. Tradycyjnej obozowej infrastrukturze nadano formę miejskich usług – supermarket zastąpił punkt dystrybucji żywności, kuchnie zlokalizowano bezpośrednio przy kontenerach mieszkalnych, odbywają się wybory przedstawicieli poszczególnych części obozu reprezentujących jego mieszkańców, którzy z kolei mogą prowadzić niewielką działalność gospodarczą na jego terenie. Mac McClelland w swoim artykule dla „The New York Times’a”, zatytułowanym wprost „Jak zbudować perfekcyjny obóz dla uchodźców”, przytoczył nawet wypowiedź anonimowego polskiego dyplomaty, który stwierdza, że „jest to najprzyjemniejszy obóz na świecie”3. Jednocześnie obóz w Kilis jest miejscem wyjątkowo chronionym, a jego mieszkańcy są poddawani ciągłej kontroli. Utylitarna architektura standardowych kontenerów nie pozwala na ich adaptację do zmieniających się potrzeb mieszkańców ani wprowadzenie bardziej indywidualnej, wynikającej z kultury dyspozycji przestrzennej czy dekoracji, które pozwalałyby na identyfikowanie się z nowym, tymczasowym miejscem zamieszkania.


[1.] The Sphere Handbook: Humanitarian Charter and Minimum Standards in Humanitarian Response, http://www.sphereproject.org/handbook/ (dostęp: 5 marca 2017).
[2.] Zob. https://emergency.unhcr.org (dostęp: 5 marca 2017).
[3.] M. McClelland, How to Build a Perfect Refugee Camp, „The New York Times”, 13 lutego 2014, zob. https://www.nytimes.com/2014/02/16/magazine/ how-to-build-a-perfect-refugee-camp.html (dostęp: 5 marca 2017).