Ograniczenie

4 [43] 2013

13 | 11 | 2014

O ograniczeniu – katoptrycznie

PUSTKA/FORMA

W 661 roku w Chinach, w związku z poszukiwaniem oświeconego, godnego miana Szóstego Patriarchy czanu, powstały dwie gathy1. Sens pierwszej można zawrzeć w przesłaniu – „Umysł jest jak lustro – lgnie doń kurz. Rzecz w tym, by go usunąć”. Autor kolejnej przytomnie zapytał – „Gdzie lustro? Gdzie kurz?”. Nietrudno się domyślić zwycięzcy.

„Ograniczenie” jest pojęciem zwodniczym, w którego przypadku trudno rozstrzygnąć, gdzie lustro, gdzie kurz. Tym trudniej, że zarówno ów kurz symbolizujący „wiedzę” o nas samych i naszej „rzeczywistości”, jak i lustro współtworzącego ją umysłu, są nam zwykle dostępne w związku wzajemnie się ograniczających układów odniesienia, spod których władzy nie sposób się wyzwolić, żyjąc w „normalnym”, zdroworozsądkowym trybie. Oba są bowiem tyleż częścią problemu (lustro/kurz), ileż elementem jego rozwiązania, współuczestnicząc w procesie współzależnego powstawania zjawisk mających pozór realności. Pod tym względem przypominają one obrazy w zwierciadłach – złudne, wywłaszczone z tożsamości, niesamoistne. Podobnie ma się rzecz z ograniczeniem. Jako iluzoryczna projekcja umysłu więżąca podmiot w świecie jego własnych wytworów, pojęcie to odwraca uwagę od ludzkiej „ułudotwórczej” aktywności, sugerując istnienie w samej rzeczywistości tendencji czy sił wyznaczających granice suwerenności i swobody działania.

Naturalnie, by dowiedzieć się czegoś o samym ograniczeniu, trzeba się znaleźć poza zasięgiem owej „matrycy”. Podobnie, żeby coś sensownego o nim powiedzieć, czy raczej dać do zrozumienia, trzeba choć na chwilę zerwać z kompulsywnym manipulowaniem żetonami „sensu” i zwrócić się ku nieintelektualnemu, bezpośredniemu doświadczeniu „takości” tego, co się uobecnia. Droga Szóstego Patriarchy – przeniknięcie iluzorycznej bezbramnej bariery, za którą rozpościera się wolna od intelektualnych uroszczeń, nie znająca rozróżnień pustka – jest rozwiązaniem radykalnie unaoczniającym naturę owego fenomenu. Tu wszakże, poruszając się w granicach wyznaczonych przez standardy racjonalności Zachodu i posiłkując się środkami ledwie „pseudonimującymi” obiekt naszego zainteresowania, odsłonimy, in aenigmate, ten spośród wielu aspektów ambiwalentnej natury ograniczenia, który bezpośrednio wiąże się z istnieniem we współczesnej kulturze przesłaniających rzeczywistość „dekoracji”, pośród których upływa znaczna część życia mieszkańców ekumeny „płynnej nowoczesności”2. Czyniąc tak, będziemy dążyć do wyzwolenia się spod wpływu owej fikcji – jeśli nie rzeczywistego, to przynajmniej wyobrażeniowego. W konsekwencji częstymi w tekście odwołaniami do zwierciadlanych skojarzeń wizualizujących iluzjotwórcze moce umysłu można się będzie posłużyć jak swego rodzaju metaforycznym kodem uaktywniającym sekwencję wyprowadzającą zainteresowanych poza sferę oddziaływania omawianych tu tendencji.

OBRAZ/ILUZJA

Przywołując jedną z epifanii Alefa – wyróżnionego punktu przestrzeni zawierającego w sobie wszystko inne – Jorge Luis Borges pisze:

W tym bezmiernej wielkości momencie ujrzałem miliony zdarzeń przecudownych i straszliwych; nic jednak nie zdumiało mnie tak jak to, że wszystkie one zajmowały to samo miejsce, ani nie nakładając się na siebie, ani nie będąc przezroczyste. […] Ujrzałem mieniącą się kulę, o blasku nie do zniesienia. Z początku wydała mi się wirująca, potem zrozumiałem, że było to złudzenie, wynikające z zawrotności obrazów, które się w niej zawierały. Średnica Alefa wynosiła nie więcej niż dwa, trzy centymetry, ale przestrzeń kosmiczna, którą ogarniał, była naturalnej wielkości. Każda rzecz (powiedzmy: tafla zwierciadła) była nieskończonością rzeczy, bowiem było ją widać zupełnie jasno ze wszystkich punktów wszechświata. […] Widziałem Alefa ze wszystkich punktów, w Alefie widziałem ziemię i w ziemi z powrotem Alefa, i w Alefie ziemię, widziałem moją twarz i moje wnętrzności, widziałem twoją twarz i poczułem zawrót głowy, i płakałem, ponieważ oczy moje ujrzały ten przedmiot tajemny i pełen wszelkich możliwości, którego imię przywłaszczyli sobie ludzie, którego jednak nie widział żaden człowiek: niepojęty wszechświat3.

Auktoralna narracja Alefa nadaje opowieści walor świadectwa, czytelnikowi jednak pozostaje tylko ona sama – mimo spektakularnych wysiłków sprawozdawcy nie obcujemy bowiem z nieskrępowaną wizjonerską erupcją równoczesności mnożących się obrazów, lecz zaledwie z jej ujęzykowioną, sekwencyjną czy sukcesywną repliką. Skądinąd, jeśli pozwolić się uwieść parabolicznej logice owej narracji, nawet pierwotna integralność objawienia nieskończoności każdej rzeczy zostaje za sprawą Alefa rozłamana na okruchy widoczne w „powiedzmy: taflach zwierciadła” fingujących aspektualne obrazy rzeczy i zjawisk „widzianych zupełnie jasno ze wszystkich punktów wszechświata”. Zupełnie jasno – powiada Borges – przecież jednak w zwierciadle, o którym wiadomo, że zależnie od konstrukcji „odbija” rzeczywistość z różnym stopniem „wierności”, przekształcając bądź zniekształcając „obraz” tego, co się przed nim znajduje. Borgesowska wizja Alefa, w którym zdarzenia „zajmowały to samo miejsce, ani nie nakładając się na siebie, ani nie będąc przezroczyste” – to między innymi opowieść o zawieraniu się wszystkiego we wszystkim i o ograniczeniu naszych władz poznawczych próbujących uporać się z ową mnogością równo-miejscowo i równo-cześnie narzucającą się naszej uwadze. Zarazem opowieść o granicach zastosowania symbolicznych, zwłaszcza językowych, środków uprzystępniania wszechcałości.

Nim zwrócimy się ku językowym aspektom ograniczenia, przystańmy na chwilę, by wziąć udział w pokazie Fazanga (法藏), trzeciego patriarchy szkoły huayan (華嚴宗), dającym wgląd w dharmadhatu (chińskie fajie 法界), nieuwarunkowaną przestrzeń zjawisk, w której powstają one, trwają i zanikają. Z prośbą o odsłonięcie tajemnicy owej sfery – „łącznie z takimi cudami, jak: «wszystko w jednym» i «jedno we wszystkim», jednoczesne powstawanie wszystkich obszarów, wzajemne przenikanie i zawieranie się wszystkich dharm, wolność od przeszkód przestrzeni i czasu, itp.”4 – zwróciła się doń cesarzowa Wu Zetian (武則天) z dynastii Tang. Spełniając jej życzenie, mistrz Fazang zaprosił cesarzową do pokoju zwierciadeł. Wedle Garmy C.C. Changa, rzecz miała się tak:

Na suficie i podłodze, na wszystkich czterech ścianach, a nawet w czterech rogach pokoju umieszczone były ogromne lustra – wszystkie zwrócone licami do siebie. Następnie na środku pokoju ustawił [Fazang] posążek buddy, a obok niego płonącą pochodnię. […] – Wasza Wysokość, oto demonstracja pełni w dharmadhatu. W każdym lustrze w tym pokoju znajdziesz odbicia wszystkich pozostałych luster, razem z odbitym w nich wizerunkiem buddy. W każdym odbiciu każdego lustra znajdziesz odbicia wszystkich pozostałych luster, razem z wizerunkiem buddy odbitym w każdym z nich. Nigdzie niczego nie brakuje, ani nic nie znajduje się na niewłaściwym miejscu. Ta demonstracja jasno ukazuje zasadę wzajemnego przenikania i zawierania. Widzimy tutaj przykład jednego we wszystkim i wszystkiego w jednym – w ten sposób ujawniona została tajemnica obszaru obejmującego obszar ad infinitum. Zasada jednoczesnego powstawania różnych obszarów ukazuje się tutaj w sposób tak oczywisty, że niepotrzebne jest żadne wyjaśnienie. Nieskończone odbicia różnych obszarów powstają teraz jednocześnie bez najmniejszego wysiłku; robią to naturalnie w doskonale harmonijny sposób. […] – Jeśli chodzi o zasadę wolności od przeszkód przestrzeni, można ją zademonstrować w następujący sposób – mówiąc to, wyjął z rękawa kryształową kulę i położył na swej dłoni. – Wasza Wysokość, teraz widzimy wszystkie lustra i ich odbicia w tej małej kryształowej kuli. Mamy tutaj przykład pokazujący, jak małe zawiera duże oraz jak duże zawiera małe. Oto demonstracja wolności od przeszkód „rozmiarów” albo przestrzeni. Natomiast wolność od przeszkód czasów – przeszłość wchodząca w przyszłość i przyszłość wchodząca w przeszłość – nie może być ukazana w tej demonstracji, gdyż jest to przecież demonstracja statyczna, pozbawiona dynamiki elementów czasowych5.


[1.] Gāthā, po chińsku jie (偈), zwana niekiedy „wierszem wzajemnego zrozumienia”, jest formą czterowersową, często wykorzystywaną przez adeptów czanu i zenu do unaoczniania autentyczności osiągniętego oświecenia. Tu chodzi o dwa takie czterowiersze: pierwszy, autorstwa Yuquana Shenxiu (玉泉神秀), przedstawiciela szkoły „stopniowego oświecenia” (północnej), stwierdzał – 身是菩提樹 / 心如明鏡臺 / 時時勤拂拭 / 勿使惹塵埃 – Ciało to drzewo bodhi / Umysł – lustrzana bez skazy podstawa / Oczyszczaj ją pilnie i bez ustanku / Nie pozwalaj, by przylgnął doń kurz. Drugi, dzieło Daijana Huinenga (大鑒惠能), założyciela szkoły „nagłego oświecenia” (południowej), wyjaśniał – 菩提本無樹 / 明鏡亦非臺 / 本來無一物 / 何處惹塵埃 – W rzeczywistości nie ma drzewa bodhi / Ani lustrzanej bez skazy podstawy / Jeśli wszystko od początku jest pustką / Gdzież miałby gromadzić się kurz? Godność Szóstego Patriarchy otrzymał, rzecz prosta, Huineng. Skądinąd – analfabeta. Czymże w istocie jest ograniczenie? (tłum. K.K.).
[2.] Zob. Z. Bauman, Płynna nowoczesność, przeł. T. Kunz, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2006.
[3.] J.L. Borges, Alef, tłum. Z. Chądzyńska, [w:] tegoż, Alef, przeł. Z. Chądzyńska, M. Potok-Nycz, Warszawa: Prószyński i S-ka, 2003, s. 177–180.
[4.] G.C.C. Chang, Buddyjska nauka o wszechcałości. Filozofia buddyzmu huayan, przeł. H. Smagacz, Kraków: Wydawnictwo A,
2010, s. 55.
[5.] Tamże, s. 56–57.