Fot. T. Wiech. Copyright © T. Wiech. All rights reserved.

Krajobraz

2 [49] 2015

20 | 11 | 2015

My tu robimy awanturę, ale robimy piękny protest, a nie awanturę tak naprawdę (I)

 

z Cecylią Malik rozmawiają Dorota Leśniak-Rychlak i Kacper Kępiński


Dorota Leśniak-Rychlak: Podczas prezentacji przestrzennego programu Kraków Przeciw Igrzyskom wspomniałaś [przed wyborami samorządowymi – przyp. red.], że niedawno uświadomiłaś sobie, czym faktycznie się zajmujesz, a mianowicie krajobrazem miejskim. Czy mogłabyś powiedzieć, kiedy sobie to uświadomiłaś i dlaczego zajmujesz się właśnie krajobrazem?

Cecylia Malik: W akcjach, w których brałam udział, które organizowałam lub inicjowałam, największą wartością zawsze był dla mnie pejzaż. Dla Zielonego Zakrzówka, który prowadził walkę o ochronę tego miejsca od dawna, wartością było przede wszystkim to, że jest to wielka przestrzeń zielona, miejsce na park w Krakowie. Przyrodnicy, na przykład Mariusz Waszkiewicz, bronią węży, żeby miały gdzie żyć, spokojnie się rozmnażać. Jedyną taką bronią był motyl modraszek, teraz jest nią gniewosz. Czyli wartość przyrodnicza. A dla mnie w gruncie rzeczy Zakrzówek jest po prostu bardzo piękny, ma wartość krajobrazową. Sam Kraków jest położony w malowniczym terenie – mamy kopce, wokół są wzgórza, przez środek przepływa rzeka, otaczają nas małe pasmo Srebrnej Góry, Lasek Wolski i wapienne wzgórza, takie jak Skałki Twardowskiego, a po drugiej stronie Krzemionki. I w tych miejscach jest po prostu przepięknie. To jest wielka wartość, którą Kraków posiada.

DLR: I która jest wypchnięta poza analizy urbanistyczne i architektoniczne?

CM: Sto lat temu zdawano sobie z tego sprawę. Miasta budowano w konkretnych miejscach, ukształtowanie terenu było ważne z powodów strategicznych. Skaliste wzgórze miało wartość dla budowy zamku obronnego, istotny był fakt, że rzeka znajdowała się w pobliżu. Teraz nie jesteśmy już tak uzależnieni od natury. To, że mamy las czy góry, ma wartość krajobrazową, a nie strategiczną. Teraz możemy sobie tak żyć, już dość długo po wojnie, tak obok, możemy wszędzie budować. W każdym miejscu możemy mieć prąd, drogę, możemy wszędzie dojechać. Jednak największą wartością Krakowa jest usytuowanie, to, gdzie się znajdujemy. A skąd się to wzięło? Dlaczego to dla mnie takie ważne? Ja po prostu byłam tak wychowywana. Wychodziliśmy pod kopiec Kościuszki prawie codziennie, zieloną aleją, z której rozpościerał się widok na północ, na dolinki podkrakowskie w kierunku Warszawy, a ja wyobrażałam sobie, że tam gdzieś daleko jest morze. A z drugiej strony alejki był widok na Wisłę, na Babią Górę i – jak była dobra pogoda – na Tatry. To był zawsze dla mnie cały świat. Moja mama uważała, że ładna pogoda to taka, kiedy widać Tatry. I rodzice nas w tym kulcie pejzażu wychowywali. Tata, jak pokazywał jeden z grobów na cmentarzu na Salwatorze, to mówił: tu jest orzeł i ten orzeł patrzy dokładnie na Babią Górę. Tata jest przewodnikiem beskidzkim, do tego jest rzeźbiarzem i skrzypkiem z zawodu. Moja mama jest rzeźbiarką, ale poznali się w górach.

DLR: W Tatrach?

CM: Nie w Tatrach, w Beskidach się poznali. Mój tata tak z pasji był przewodnikiem w Beskidach, i do tego bardzo dobrym, bo malował szlaki i też malował panoramy. To, co na przykład pod schroniskami jest namalowane na tablicach, takie wzgórza i szczyty. Mój tata ma w domu przepiękne panoramy, piórkiem rysowane, każda polanka, każda górka nad nią. Bo wiesz, jak szliśmy gdzieś, on nas ciągał zawsze w góry, do podstawówki w zasadzie codziennie byliśmy w górach. Jeździliśmy na długie wakacje, mama wynajmowała jakąś chatę, jakiś dom i tak siedzieliśmy. W sumie nudno być ciągle w jednym miejscu, więc wędrowaliśmy. I polegało to na tym, że wychodziliśmy na jakąś górę i atrakcją, nagrodą był widok. Kiedyś szliśmy na Mogielicę, padał deszcz i nagle chmury rozeszły się i taki cud – widać morze gór. I to jest też takie bajkowe, zawsze sobie wyobrażam, że jak pójdę na tę górę, to zobaczę następne góry i następne i to jest takie bardzo pierwotne. Za górami, za lasami, za rzekami – tak się zaczynają wszystkie bajki, więc jak się widziało rozległy pejzaż, to był taki zachwyt. I wtedy dyskutowałyśmy z moją siostrą Justyną i przyjęłyśmy definicję, że pejzaż to jak są same góry, a krajobraz to jak są też domki, góry i domki. I to było bardzo ważne i ja robiłam furorę na plastyce w podstawówce, rysując Babią Górę i pasma Policy o zachodzie słońca. Byliśmy kiedyś na wakacjach koło Rabki i zawsze zachód słońca był na tle Babiej Góry; ona się robiła taka czarna, granatowa i miałam tak wbity w pamięć ten pejzaż, że go zawsze tak rysowałam. Zresztą mój tato rzeźbi świątki i dookoła ma zawsze rośliny związane z jakąś górą, a pod stopami figurek często pojawia się pejzaż – i to są konkretne pejzaże. To nam towarzyszyło w życiu. Jak nas zaprowadził w góry, to godzinami opowiadał o górach, o ich nazwach i tak dalej. Te drzewa miały swoje historie, mówił nam, co się robi z jakiego drewna, i dla mnie to po prostu było bardzo ważne. W miejscu, gdzie się pojawiłam, w jakiejś wiosce, jakie są drzewa, jak się nazywa rzeka, jakie tam są góry, miałam wtedy poczucie przynależności do jakiegoś miejsca.
Tak było i teraz, popatrzcie. Wchodzisz, ja wchodzę na Zakrzówek, jesteś na tej górce nad Zakrzówkiem i masz tam wszystko, masz kopiec, Wawel z tak bliska. Jaki to jest widok! To jest po prostu piękne miejsce, a skały jak wąwóz Homole w Pieninach. A nad samym jeziorem Chorwacja. No kurczę blade, sprawa całkiem bezcenna, i to się wydaje całkiem oczywiste. Zakrzówek jest krajobrazowo fantastyczny, a widok to coś, co nie może być na sprzedaż, dobry widok musi być dobrem wspólnym. Nie może być tak, że bogaci mają lepszy widok, a biedniejsi gorszy, to jest okropne.

DLR: Ale tak jest! To jest absolutnie okropne, ale tak jest.

CM: Dawniej ludzie cenili widok bardziej niż teraz. Tego zupełnie się teraz nie robi – były na przykład takie drewniane wieże, na które można było wejść i zobaczyć panoramę. To była wartość. Teraz zazwyczaj stoki są już zarośnięte lasem i nie ma widoku. Łąki i lasy zaczęły być postrzegane utylitarnie i takie też jest podejście w naszym mieście. Mało o tym mówimy i myślimy. I w przypadku Zakrzówka ten przepiękny krajobrazowo teren ktoś chce zawłaszczyć i zabudować. Więc dziś, żeby obronić przepiękny krajobraz w Polsce, musimy wyciągnąć działa przyrodnicze, co jest trudne. Może się na przykład okazać, że dużo modraszków czy jakichś płazów żyje w zupełnie nieciekawych miejscach, które nie mają w sobie nic pięknego. W RDOŚ (Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska), która ma jako jedyna narzędzia prawne do ochrony takich miejsc, urzędnicy liczą się ze statystyką, liczy się po prostu ilość. Dlatego trudno jest bronić krajobrazu za pomocą przyrodniczych narzędzi. W 2014 roku byłam na konferencji dotyczącej ochrony alei drzewnych. Są zabytkowe aleje na Mazurach, na północy Polski.

DLR: To są te wszystkie straszliwe drzewa, które zabijają kierowców.

CM: Są jedynym urozmaiceniem krajobrazu północnej Polski. Równiny są monotonne, a te aleje drzew powodują, że krajobraz jest piękny, widać te koronki na brzegach dróg… Jak się jedzie taką drogą, to ma się wrażenie, jakby to była majestatyczna, piękna architektura. I teraz ludzie ze społeczności lokalnych, którzy po prostu bronią zabytków – te drzewa były sadzone dwieście czy sto lat temu – muszą szukać owadów, które tam żyją. Oczywiście one już wytworzyły swoje specyficzne ekosystemy. Jednak trzeba sobie powiedzieć otwarcie i przekonać do tego ludzi, że wartością tych alei drzewnych nie są jakiekolwiek ekosystemy, tylko że mają one wartość krajobrazową. To są zabytki architektury krajobrazu, ale o architekturze krajobrazu niestety się w ogóle za mało się mówi.
Teraz trwa ciekawa dyskusja w Krakowie, celowo staram się nie brać w niej udziału, bo wiem, że temat jest kontrowersyjny i w zasadzie zgadzam się w pewnym stopniu z obiema stronami tego sporu. Chodzi o to, czy wyciąć samosiejki pod kopcem. To jest interesujące: ta debata jest dla współczesnych ekologów zupełnie niezrozumiała. Biorą w niej udział starsi panowie, tacy jak Mikołaj Kornecki, którzy są z ciut innych czasów, gdy istniała architektura krajobrazu, oddzielano dziką naturę od tej natury, którą kształtował człowiek. To czasy parków, które były projektowane.