Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Lepiej sprawdzić, czy ten system jest wydolny

Z Marleną Happach, główną architektką Warszawy, założycielką stowarzyszenia Odblokuj i byłą prezeską Oddziału Warszawskiego SARP rozmawia Dorota Leśniak-Rychlak


Dorota Leśniak: Co to jest planowanie – co to jest za sytuacja? I czym jest planowanie miasta dzisiaj? Jakie są dominujące teorie urbanistyczne, a jakie praktyki?

Marlena Happach: Jako architekt miasta właściwie ciągle poruszam się pomiędzy planowaniem a zarządzaniem. Rozpoczynając pracę, liczyłam, że będę mogła się skupić właśnie na projektowaniu przyszłości, ale prawda jest taka, że większość czasu zjadają bieżące problemy. Idealnie byłoby spokojnie przemyśleć scenariusze rozwoju miasta i zapisać kierunki rozwoju najpierw w strategii, potem w studium i wreszcie w planach miejscowych. Ale taki proces jest dzisiaj niemożliwy. Żyjemy w dynamicznie zmieniającym się świecie, musimy na bieżąco reagować na nowe zjawiska i procesy. Myślenie, że jesteśmy w stanie przewidzieć, co się może wydarzyć w perspektywie dziesięciu czy kilkudziesięciu lat jest nieodpowiedzialne. Planowanie dzisiaj to raczej wymyślanie systemu, który jest elastyczny i daje się adaptować. To bardzo trudne, ale też niezwykle inspirujące pracować nad miastem – żywym organizmem, którego nie wymyślamy od początku do końca, ale możemy wpływać na jego funkcjonowanie poprzez różnego rodzaju bodźce. Mam nadzieję, że widać to choćby na przykładzie warszawskiej Pragi, w której rewitalizację udało się włączyć politykę lokalową i społeczną, a także działania stymulujące przedsiębiorczość. To proces kompleksowy, jednocześnie staramy się dołączać do systemu miejskiego ogrzewania kolejne kamienice, zbudowaliśmy Muzeum Pragi, pracujemy nad rewitalizacją Bazaru Różyckiego, prężnie działa nowe centrum przedsiębiorczości.

DLR: Wywodzisz się właściwie z ruchow miejskich, bo stowarzyszenie Odblokuj chyba można podciągnąć pod tę agendę, a znalazłaś się w urzędzie – czyli w establishmencie, i to na dodatek w największej w Polsce skali – Warszawy. Jak przemodelowałaś swoje myślenie wraz ze zmianą stanowiska – z aktywistki w czynnik decyzyjny (wiem, że po drodze była jeszcze prezesura SARP)?

MH: Dla mnie ta droga okazała się bardzo naturalna, chociaż sama jestem zaskoczona tempem tych zmian. Zaczynałam od działań z grupą przyjaciół, z którymi dzieliłam marzenie o lepszym mieście. Kolejne realizowane projekty doprowadziły nas do współpracy z miastem. Stanowisko w warszawskim oddziale SARP dało mi możliwość działania na większą skalę. Wreszcie nasz głos stał się słyszalny. A kiedy okazało się, że te pomysły stają się mainstreamem, a konstruktywna krytyka pociąga za sobą racjonalne zmiany w sposobach działania urzędu, przejście na drugą stronę było już tylko kwestią czasu. Na pewno wpływ na moją decyzję miały zmiany w zarządzie miasta. Wiceprezydent odpowiedzialny obecnie za architekturę, czyli Michał Olszewski, to osoba, do której mam ogromne zaufanie. Myśląc o mieście, patrzymy w jednym kierunku, co jest dla mnie wielkim wsparciem – szczególnie, że praca w urzędowych realiach to dla mnie nowe i nie zawsze pozytywne doświadczenie. Zupełnie inna jest też specyfika pracy w tak ogromnej skali. Dotąd mogłam zajmować się każdym szczegółem, pracować w skali podwórka, nawiązywać bardzo osobiste relacje z odbiorcami naszych działań. Działanie w skali miasta daje nową perspektywę, ale nie chciałabym stracić przy tym indywidualnego podejścia. Każde miejsce ma swoją specyfikę i swoją historię. Dlatego w bezpośrednich działaniach bardzo liczę na zespół, a moim zadaniem jest tworzenie warunków dla pracy moich współpracowników i koordynowanie działań w skali miasta.

DLR: Poruszamy się Polsce w obrębie agresywnej doktryny wolnorynkowej, gdzie planowanie w zasadzie sprowadza się do gwarantowania stopy zwrotu z inwestycji – zgodzisz się z taką diagnozą?

MH: Niestety z rozmów z wieloma deweloperami czy inwestorami wynoszę właśnie takie odczucie. Patrząc wstecz, mam też wrażenie, że jest trochę lepiej i mamy już za sobą okres, w którym zwrot z inwestycji zdecydowanie przesłaniał wszystko inne. Miasto to nie firma i chociaż aspekty ekonomiczne mają tutaj wielkie znaczenie, to nie większe niż jakość życia mieszkańców. Dobrobyt nie zastąpi przecież dobrostanu. Taka świadomość na pewno jest obecna w budowanej strategii rozwoju Warszawy. Ale nie chce udawać, że dla wszystkich jest tak samo ważna. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu w wewnętrznej dyskusji między miejskimi biurami usłyszałam, że my, w architekturze, projektujemy za dużo dróg publicznych, a to kosztuje. Myślenie takimi kategoriami mnie przeraża. Ale to się zmienia. Coraz częściej spotykam też świadomych inwestorów, których co prawda nie podejrzewam o charytatywne myślenie o jakości życia, ale którzy rozkładając ryzyka i zyski na dekady, są w stanie dostrzec także ekonomicznie pozytywne strony planowania z myślą o jakości. Zysk wtedy może nie jest tak szybki, ale pewny i gwarantowany także w przyszłości.