Fragment kopuły muzeum La Biosphère - dawnego pawilonu Stanów Zjednoczonych na EXPO 1967, Montreal, proj. Buckminster Fuller, 1967. Fot. Wikimedia Commons CC by 3.0.

Mity modernizmu

3 [50] 2015

12 | 07 | 2016

Kopuła

 

Od zawsze esencją architektury było tworzenie enklaw zapewniających ochronę przed warunkami atmosferycznymi, dających możliwość wykreowania i utrzymania odpowiedniej dla ludzi temperatury. To oczywistość, która charakteryzuje zarówno szałasy sprzed tysięcy lat, jak i budynki najnowsze, realizowane pod hasłami różnych teorii i trendów. Inną oczywistością jest fakt, że z biegiem czasu architektura stawała się coraz bardziej złożona. Zmieniały się i pojawiały kolejne funkcje, rosły możliwości konstrukcyjne, zwiększały się powierzchnie, wysokości i objętości budowanych struktur, swoje znaczenie zmieniał – stosowany co najmniej od czasów jaskiń w Lascaux – detal i ornament. Ten proces zdecydowanie przyspieszył wraz z nadejściem rewolucji przemysłowej: świat zaskakiwany był kolejnymi wynalazkami cywilizacyjnymi, zmieniały się struktury społeczne, w ślad za nimi pojawiło się zapotrzebowanie na budynki zaspakajające zupełnie nowe potrzeby: fabryki, stacje kolejowe, hotele, szkoły…

Już w XVII wieku pojawiły się pierwsze niewielkie obiekty, których zadania wykraczały poza neutralizowanie wpływu środowiska naturalnego. Miały one umożliwić wytworzenie odmiennego klimatu – przede wszystkim dla roślin z cieplejszych regionów. Innymi słowy, była to już architektura luksusu, zaspokajająca bardziej wyrafinowane ludzkie potrzeby niż te wynikające z fizjologii, dostępna oczywiście tylko dla nielicznych. Wraz z wprowadzeniem do architektury żeliwa i stali oraz masowym zastosowaniem szkła, we Francji, Anglii i Holandii zaczęły powstawać pierwsze większe i dostępne dla szerszej publiczności oranżerie. Ich najbardziej znanym przykładem był nieistniejący już londyński Pałac Kryształowy z roku 1851, zaprojektowany przez Josepha Paxtona. Skala obiektu (549 metrów długości, 43 wysokości i 72 tys. metrów kwadratowych powierzchni) musiała robić wrażenie, tym bardziej, że głównym jego materiałem było szkło, a także z uwagi na całkowitą – gdyby pominąć problem cieknących dachów – separację od kapryśnej londyńskiej pogody. Ta imponująca, wzniesiona w krótkim czasie z prefebrykowanych elementów kubatura, w której zorganizowano odwiedzaną przez rzesze ludzi, wielotematyczną wystawę, była zwiastunem nieuchronnie nadciągającego modernizmu.

Wraz z nim nadeszła architektura funkcjonalistyczna: rozsądna i logiczna, dobrze uargumentowana, odarta ze zbędnych elementów, z ambicjami gruntownego polepszenia życia człowieka i z ochotą na zaprojektowanie świata od nowa. Projektowanie miało się wydarzyć na wszystkich możliwych frontach: od wypolerowanej nocnej lampki i siedzisk z chromowanych rur stalowych, poprzez dom jako maszynę do mieszkania, aż po urbanistykę. Architektura miała być funkcjonalna dzięki nowym technikom wznoszenia i nowym składowym budynków – takim jak winda, wentylacja mechaniczna i klimatyzacja. Umieszczona w starannie zaprojektowanych urbanistycznych strefach funkcjonalnych, wydzielających od siebie mieszkanie, pracę i wypoczynek, miała zaoferować lepszą i bardziej higieniczną przestrzeń nie tylko w skali budynku, ale również – a nawet przede wszystkim – w skali miejskiej. Świat, skonstruowany według demiurgicznych wyobrażeń modernistów, miał powstać na nowo.

Amerykański konstruktor i architekt Buckminster Fuller był klinicznym przykładem modernisty. Ten obdarzony wieloma talentami autor licznych opatentowanych rozwiązań z dziedziny budownictwa, był w ogromnym stopniu zafascynowany nauką i techniką. Zgodnie z duchem modernizmu jego projekty były pozbawione ambicji estetycznych: ich forma i działanie wywodziły się wyłącznie z racjonalnego zastosowania zdobyczy techniki. Jeden z jego najbardziej znanych projektów – dom Dymaxion z 1929 roku – był prefabrykowaną, stalową strukturą umieszczoną na maszcie i obracającą się w zależności od potrzeb nasłonecznienia wnętrza budynku. Stanowił prawdziwą maszynę do mieszkania z wodą cyrkulującą w układzie zamkniętym, wentylacją mechaniczną, urządzeniami uruchamianymi fotokomórką i systemem radiotelewizyjnym. Ciężko sobie wyobrazić masową akceptację tego rodzaju architektury w naszych czasach, nie mówiąc już o latach 20. i 30. XX wieku. Fuller tak naprawdę zaczął budować po zakończeniu II wojny światowej. Popularność przyniosły mu prefabrykowane kopuły o różnych funkcjach i skali… Hale fabryczne, banki, sale sportowe, pawilony wystawowe, sale widowiskowe, domy jednorodzinne, cieplarnie w ogrodach botanicznych – to tylko niektóre ze zrealizowanych kopułowych obiektów architektonicznych Fullera, zawsze pięknych w swojej prostocie, bezkompromisowej logice i niezachwianej wierze w rozwiązania techniczne. W 1960 roku Buckminster Fuller w swoich wizjach przekroczył barierę między architekturą a urbanistyką. Jego propozycja wzniesienia modułowej aluminiowo -szklanej kopuły nad środkową częścią Manhattanu była właściwie projektem urbanistycznym, którego esencję stanowiło kontrolowanie warunków pogodowych w sporym fragmencie miasta, poprzez obniżanie temperatury w miesiącach letnich i podnoszenie jej w miesiącach zimowych. Skala obiektu miała być imponująca – jego średnica miała wynosić 3200 metrów, a wysokość – 1600. Szesnaście dużych helikopterów miało zmontować całość w około trzy miesiące. Fuller obliczał, że kopuła będzie kosztować tyle, ile by kosztowałoby usuwanie śniegu w zakrytych przez planowaną konstrukcję kwartałach Manhattanu przez dziesięć lat. Co ważne, struktura miasta pod wielką czaszą miała być zachowana i płynnie przechodzić w pozostałe części Manhattanu. Propozycja Fullera była właściwie szczytowym punktem modernizmu, bardzo ważną decyzją, której podwaliną był postęp cywilizacyjny, a celem dobro człowieka, pozbawionym ambicji estetycznych wielkim aktem technologicznym, który rozszerzał zakres projektowej kontroli o warunki pogodowe. Można się zastanawiać, na ile kopuła wpłynęłaby na strukturę zamieszkiwania Manhattanu, nawet pomimo niczym niezakłóconego połączenia obydwu części wyspy. Na ile – jeżeli unormowane życie pod kopułą rzeczywiście byłoby lepsze i kopuła nie zabrałaby oczom mieszkańców kojącego widoku nieba – mieszkania pod kopułą stałyby się przedmiotem spekulacji finansowych, doprowadzając do wyraźnego podziału na lepszą (przyjemniejszą i droższą) i gorszą (mniej przyjemną i tańszą) część miasta. Na ile w końcu, kontrolowana klimatycznie część Nowego Jorku wyssałaby życie z ulic części niekontrolowanej, szczególnie w miesiącach bardzo zimnych i bardzo ciepłych. Wstawiając okrągły rzut kopuły na centralny fragment bardzo wydłużonego kształtu Manhattanu, Fuller prawdopodobnie w ogóle o tym nie myślał.

Oczywiście kopuła Fullera w czasach swojego powstania nie była jednorazowym ekscesem projektowym o tak dużej skali. Lata 60. były łabędzim śpiewem modernizmu – wiary, że technika może wszystko i że już niedługo uszczęśliwi wszystkich ludzi. To właśnie wtedy nastąpił wysyp radykalnych propozycji nowych struktur miejskich: nieskończonych, zmiennych, poruszających się, oferujących swoim mieszkańcom nieustające szczęście. Wizje Constanta, Archizoomu, metabolistów, Archigramu, Superstudia i wielu innych architektów proponowały całkowicie zmechanizowaną rzeczywistość architektoniczno-urbanistyczną, w której człowiek miał przebywać całe swoje życie, pozbawiony konieczności pracy i nieustająco rozwijający swoje wyrafinowane zainteresowania. Kopuła Fullera wydaje się tkwić na styku dwóch sfer: na granicy pomiędzy projektowaniem standardowym i fantasmagorią zupełnie nowej architektury. Nie była rodzajem narracji, żeby nie powiedzieć bajką – wprost przeciwnie, pomimo swojego rozmachu była propozycją konkretną i inżynierską, popartą obliczeniami statycznymi i określonym budżetem.