Przemysłowe poprzemysłowe

1 [40] 2013

03 | 08 | 2015

Dylematy hybrydy

Hybryda to mieszaniec, twór powstały z połączenia pozornie nieprzystających do siebie elementów. W drugiej połowie XX wieku, wraz z postępem nauki i techniki, słowo to zrobiło zawrotną karierę. Termin znalazł zastosowanie w dziedzinach nauk przyrodniczych, by następnie zakorzenić się w genetyce i futurystycznych wyobrażeniach; „napęd hybrydowy” zdobył nawet popularność jako hasło reklamowe w przemyśle samochodowym. Hybryda niewątpliwie należy do grupy pojęć, którą charakteryzuje szczególna pojemność i elastyczność.

Zjawisko przeobrażeń struktur i przestrzeni miejskich polegające na trwającym od stuleci, nieustannym procesie wiązania tego, co istniejące, z tym, co nowe – nieznane czy inne – jest procesem noszącym silne znamiona hybrydyzacji. Hybrydyczną można również nazwać naturę budynków poprzemysłowych, którym współczesność proponuje nowe i niecodzienne adaptacje. W scenariusz procesów hybrydyzacji we współczesnej przestrzeni miejskiej wpisują się liczne na całym świecie przykłady adaptacji i ożywiania wewnątrzmiejskich obiektów oraz terenów poprzemysłowych, nierzadko określane terminem „rewitalizacja”. Mniej więcej od końca lat 60. XX wieku, kiedy to podjęto pierwsze udane przedsięwzięcia tego rodzaju, popularność idei „wtórnego wszczepiania” porzuconych poprzemysłowych budynków i obszarów stale rosła. Pomieszczenia dawnych fabryk oraz manufaktur zaczęli wówczas zasiedlać mieszkańcy poszukujący taniego lokum, w szczególności artyści; z czasem zorientowano się, że trend niesie w sobie potencjał rozwojowy. Jednocześnie coraz większym zainteresowaniem cieszyły się koncepcje „odnowy” miejskich waterfrontów, obszarów pokolejowych czy choćby dawnych kamieniołomów. Powodzenie wyjątkowego i wewnętrznie zróżnicowanego eksperymentu dla wielu okazało się zaskakujące. Stało się jasne, że tkanka miejska może wchłonąć obszary, które dotychczas nie były z nią zintegrowane, i uczynić je nieodłączną częścią swojej struktury. Hipokryzją byłoby twierdzenie, że przedsięwzięcia tego rodzaju zawsze są wieńczone sukcesem. To, czy potencjał miejsca zostaje wykorzystany, zwielokrotniony czy też zmarnowany, zależy od wielu czynników. Od strony formalnej obiekty i zespoły zabudowy poprzemysłowej nierzadko stanowią struktury niemal autystyczne, posiadające niewiele powiązań z otaczającą je tkanką miejską. Dopiero dogłębna analiza kontekstu architektonicznego i urbanistycznego pozwala na wtórne związanie tych miejsc ze strukturą istniejącej przestrzeni. Wydaje się, że losy miejskich hybryd decydują się właśnie na etapie poszukiwań owych relacji. „Fuck the context!” – pisał Rem Koolhaas, odrzucając absolutystyczny sposób pojmowania kontekstu, który pełni często funkcję „fartucha bezpieczeństwa” hamującego wybujałe wizje i aspiracje architektów1. Koolhaas kieruje jednak uwagę na inny, niebywale istotny aspekt poszukiwania kontekstualnych powiązań, a mianowicie na kontent, czyli zawartość: na badania nie tylko materialnej tkanki otoczenia, lecz także jego pozaarchitektonicznych znaczeń i funkcji oraz procesów z nim związanych.


[1.] A. Eisinger, J. Seifert, M. Schaefer, Robustness, Resilience, RESET, [w:] Urban RESET. How to Activate Immanent Potential of Urban Spaces, ed. A. Eisinger, J. Seifert, Basilea: Birkhäuser, 2012, s. 75.