ilustracja © Jakub Woynarowski

Organiczność

4 [55] 2016

15 | 04 | 2017

Dlaczego linia wężykowata uchodzi za najpiękniejszą?

z listu do Christiana Gottfrieda Körnera z 23 lutego 1793 roku*


Celowość, porządek, proporcja, doskonałość, właściwości, w których – jak długo uważano – spoczywa piękno, w rzeczywistości nie mają z nim nic wspólnego. Gdzie jednak porządek, proporcja itd. należą do natury danej rzeczy, jak w wypadku wszystkiego, co organiczne, tam są tym samym także niemożliwe do naruszenia, ale nie ze względu na nie same, lecz dlatego, że nie dają się oddzielić od natury tejże rzeczy. Wyraźne naruszenie proporcji jest brzydkie, ale nie dlatego, że piękno polega na trzymaniu się proporcji. Wcale nie, tylko dlatego, że jest ono zniekształceniem natury, wskazuje zatem na heteronomię1. Podkreślam, że cały błąd tych, co szukają piękna w proporcji albo w doskonałości, pochodzi z odkrycia, że naruszenie proporcji czyni przedmiot brzydkim, stąd wbrew wszelkiej logice wyciągają oni wniosek, że piękno polega na dokładnym uwzględnianiu tych oto właściwości. Ale wszystkie te właściwości tworzą jedynie materię piękna, która może się zmieniać przy każdym przedmiocie. Forma piękna jest tylko wolną interpretacją prawdy, celowości, doskonałości.

Ilustracja © Jakub Woynarowski

Nazywamy budynek doskonałym, jeśli wszystkie jego części są podporządkowane idei i celowi całości, a jego forma jest uwarunkowana wyłącznie przez jego ideę. Nazywamy go jednak pięknym, jeśli nie musimy przywołać tejże idei, żeby zrozumieć jego formę, kiedy forma ta zdaje się wynikać w sposób wolny i niezamierzony z siebie samej, a wszystkie części zdają się same przez siebie ograniczane. Z tego powodu budynek (mówię to na marginesie) nie może być nigdy całkowicie wolnym dziełem sztuki i nie może nigdy osiągnąć ideału piękna, albowiem w budynku, który musi mieć schody, drzwi, kominy, okna i piece, nie sposób poradzić sobie bez pomocy idei, a także ukryć heteronomii. Zupełnie czyste może być zatem jedynie owo piękno sztuki, której oryginał znajduje się w samej naturze.

Piękne jest naczynie, jeśli przypomina swobodną grę przyrody, a jednocześnie nie przeczy swojej idei. Uchwyt w naczyniu służy wyłącznie użytkowi, zatem idei. Jeśli jednak naczynie ma być piękne, uchwyt ten powinien wyrastać zeń w sposób tak wolny i nieprzymuszony, by człowiek zapomniał o jego przeznaczeniu. Gdyby jednak kończył się on kątem prostym, gdyby się obszerny brzuch nagle zwęził w wąskiej szyi itp., ta gwałtowna zmiana kierunku burzyłaby jakikolwiek pozór wolności i autonomiczność zjawiska by zanikła2.

Kiedy mówimy, że ktoś jest ładnie ubrany? Kiedy nic na własnej wolności nie tracą ani ubranie z powodu ciała, ani ciało z powodu ubrania; kiedy ubranie wygląda tak, jakby nie miało nic wspólnego z ciałem, a jednak doskonale pełni swoją funkcję. Piękno, albo raczej gust, postrzega wszystkie rzeczy jako cele same w sobie i na ogół nie lubi, kiedy jedno służy drugiemu za środek albo nosi jego jarzmo. W świecie estetyki każdy byt przyrody jest wolnym obywatelem, który ma te same prawa co najszlachetniejszy i nie śmie być do niczego zmuszony, nawet ze względu na całość, lecz powinien generalnie na wszystko wyrażać zgodę. W tym świecie estetyki, który jest zupełnie inny niż najdoskonalsze państwo Platona, nawet surdut, który na sobie noszę, domaga się ode mnie szacunku ze względu na swoją wolność i niczym zawstydzony sługa wymaga ode mnie, żebym nie dał nikomu poznać, że on mi służy. W zamian za to obiecuje mi ze swojej strony tak skromnie używać własnej wolności, żeby moja nic na tym nie ucierpiała, i jeśli oboje dotrzymamy słowa, wówczas cały świat powie, że jestem ładnie ubrany. Jeśli natomiast coś jest za ciasne, tracimy oboje, surdut i ja, nieco ze swojej wolności. Z tego powodu zarówno ubrania za ciasne, jak i za szerokie są tak samo nieładne, oprócz tego, że i jedne, i drugie utrudniają ruchy, w ciasnym ubraniu ciało pokazuje swoją figurę kosztem ubrania, w szerokim ubraniu odzież zaś zasłania sylwetkę. Nadymając figurę, nadyma bowiem siebie i sprowadza swojego pana do roli zwyczajnego noszącego.

Brzoza, świerk, topola są ładne, kiedy wybijają się strzeliście w górę – dąb, kiedy się krzywi. Wynika to z tego, że ten ostatni, pozostawiony sobie, lubi linie krzywe, tamte zaś proste. Jeśli natomiast dąb wygląda na wyprostowany, a brzoza się garbi, oboje nie są ładni, gdyż ich kierunki rozwoju wykazują jakiś wpływ zewnętrzny, czyli heteronomię. Jeśli zaś topola ugina się pod wpływem wiatru, to znowu uważamy to za piękne, gdyż jej kołysanie odzwierciedla jej wolność.

Jakie drzewo wybierze sobie najchętniej malarz, by wykorzystać je w krajobrazach? Z pewnością to, które korzysta z wolności, na którą pozwala mu jego struktura – które nie naśladuje niewolniczo swojego sąsiada, lecz siebie samo wyciąga z bezwładu, nawet z pewną śmiałością, wyskakuje ze swojego porządku, kapryśnie kieruje się tu i tam, nawet gdyby przez to miało zostawić tu pewną lukę, a tam swoim niespodziewanym wtargnięciem wprowadzić nieco zamieszania. Będzie on natomiast przechodził obojętnie obok tego, które cały czas trwa w tym samym kierunku, nawet jeśli jego własny gatunek użyczył mu dużo większej swobody, którego gałęzie trwożliwie pozostają w równym szeregu, jak gdyby zostały narysowane od linijki.

W każdej wielkiej kompozycji konieczne jest, by jednostka ograniczyła się, aby uwydatnić efekt całości. Jeśli to ograniczenie jednostki jest zarazem skutkiem jej wolności, a więc jeśli ona sama wyznacza sobie te granice, kompozycja jest piękna. Piękno jest siłą, która sama siebie powściąga. Ograniczenie z siły.


[*] List pochodzi ze zbioru: Briefwechsel zwischen Schiller und Körner, Berlin 1847,  tłumaczenie według: http://www.zeno.org/Literatur/M/Schiller,+Friedrich/ Theoretische+Schriften, [Kallias oder über die Schönheit], domena publiczna
[1.] Z greckiego heteros (inny) i nomos (prawo): to, co rządzi się prawem narzuconym z zewnątrz.
[2.] We wcześniejszej części tego listu Schiller, odwołując się do fundamentów filozofii Kanta, definiuje piękno jako wrażenie wolności w fenomenie.