Wolfgang Tillmans, "Centralny układ nerwowy", 2013 – praca pokazywana na wystawie "What We Call Love: From Surrealism to Now" w Irish Museum of Modern Art w Dublinie, trwającej od 12 września 2015 do 7 lutego 2016. (Maureen Paley, London © Wolfgang Tillmans. All rights reserved.)

Człowiek w sieci

1 [52] 2016

18 | 07 | 2016

Destabilizacja romantycznej miłości

Autoprezentacja w sieci

Dla Evy Illouz internet stanowi kulminację merkantylizacji wyborów uczuciowych. W społeczeństwach przednowoczesnych – lub w takich, w których obowiązują silne podstawy przynależności moralnej – zadowalano się pierwszą propozycją małżeństwa, którą uznano za korzystną, z reguły bowiem nie spodziewano się większej liczby tego rodzaju ofert. Poza tym na wybór uczuciowy wpływały także inne czynniki, jak wiek, dochody, sytuacja ekonomiczna rodziny partnera itd. Nawet jeśli ktoś był na tyle zamożny, by utrzymywać liczne konkubiny, korzystał z mniejszego wyboru niż zwykły internauta. Powstałe wraz z siecią infrastruktury wirtualne – o których będzie tu mowa – zadziałały jak pudło rezonansowe i przyczyniły się do rozwoju zachowań wynikających z nowoczesnych sposobów produkcji. Innymi słowy, by trzymać się dalej wywodu Illouz, weszliśmy w erę „uczuciowego kapitalizmu”.

Internet stworzył nowy system wyboru partnera, w którym jednostka, przytłoczona niewyobrażalną jeszcze kilka lat temu liczbą interakcji, jest zmuszona wypracować nader różnorodne i złożone techniki zarządzania życiem uczuciowym. Ażeby lepiej zrozumieć zagadnienie, musimy się najpierw przyjrzeć relacjom uczuciowym w sieci. Sposoby funkcjonowania na portalach społecznościowych, forach, blogach oraz ogólnie w przestrzeniach, w których utrzymuje się kontakt z nieokreśloną grupą użytkowników, są z grubsza takie same: zakłada się profil, w którym wpisuje się podstawowe informacje dotyczące miejsca urodzenia, zamieszkania, wieku, wykształcenia. Niektóre kwestionariusze podsuwają bardziej specyficzne pytania o zainteresowania, opinie, ambicje i pragnienia, gusty (muzyczne, literackie, seksualne). Teoretycznie istnieje możliwość podania informacji nieodpowiadających rzeczywistości, ale mogłoby to skutkować utratą wiarygodności, co z kolei wiąże się z ryzykiem wykluczenia z sieci. Zagrożenie to jest jeszcze większe w przypadku portali towarzyskich. Tutaj podawanie fałszywych danych nie miałoby sensu z oczywistych powodów. Przecież skoro celem jest przyciągnięcie potencjalnego partnera, należy jak najobiektywniej opisać siebie i odpowiedzieć na pytania o pożądane cechy upragnionej sympatii. Wreszcie – co równie ważne – można filtrować wyniki wyszukiwania za pomocą bardziej specyficznych kryteriów, jak miasto pochodzenia, religia, ulubione filmy itd.

Illouz pisze o wynikających z tego konsekwencjach: 1) obraz siebie jest budowany na podstawie autorefleksji i zestawiany z innym wirtualnym „ja”, które wykazuje podobne lub pasujące do niego cechy; 2) internet przenosi sferę prywatną w sferę publiczną, ponieważ przekazuje nasz obraz siebie abstrakcyjnej publiczności (jak talkshow lub grupy wsparcia); 3) ciągła racjonalna introspekcja polegająca na wartościującej analizie możliwych alternatyw uczuciowych, ich porównywaniu oraz ocenie w kontekście ewentualnego dopasowania do nas doprowadza do „tekstualizacji” emocji1. Te ostatnie zakładają stałą atomizację percepcji i otrzymywanych bodźców, zakłócając naszą zdolność opierania się na sądach uogólniających. Jako produkty „nieracjonalnego układu poznawczego” ostatecznie pozwalają na zaangażowanie emocjonalne wynikające z intuicji i skłaniają do wzięcia na siebie emocjonalnych zobowiązań. Wszystkie dwuznaczności, wszystkie treści niejasne i enigmatyczne są niwelowane w imię wyłącznie denotacyjnego języka, w którym nie ma już miejsca dla elementów niecelowych i niedających się sprowadzić do porządku rozumowego. Z tego wynika, że relacja uczuciowa podlega zaskakującemu odwróceniu: podczas gdy miłość romantyczna zakłada najpierw uwiedzenie, a dopiero potem poznanie partnera, system ten odwraca kolejność. Najpierw druga osoba jest przyjmowana jako zespół atrybutów i dopiero w drugiej kolejności przedstawia się we własnej cielesności. Do tego dochodzi logika kapitalistyczna: ponieważ na portalach towarzyskich serfują miliony użytkowników2, interakcji jest tak wiele, że jedynym sposobem, żeby nimi zarządzać, jest zastosowanie systemu maksymalizacji o charakterze ekonomicznym i utylitarystycznym, by w ogóle móc rozpocząć i dalej utrzymać relację z osobą – lub osobami – będącymi przedmiotem zainteresowania. Należy brać pod uwagę, że z potencjalną zdobyczą kontaktowały się już dziesiątki lub setki użytkowników, zatem wchodzimy na rynek, na którym, żeby odnieść sukces i wyróżnić się na tle pozostałych, trzeba skorzystać z pewnych technik autoprezentacji. Co więcej, ze względu na możliwość mierzenia naszego dopasowania do potencjalnego partnera na podstawie atrybutów, które go z nami łączą, uprzywilejowuje się mentalność porównawczą i wybiórczą, kierowaną wyobrażeniem, że spotkanie miłosne powinno być wynikiem możliwie najlepszego wyboru, mianowicie wyboru osoby „najbardziej odpowiedniej”3. Pascal Bruckner w odniesieniu do stron towarzyskich w internecie prowokatorsko pisze:

Czasem ogarnia nas pewien sceptycyzm wobec tych encyklopedii samotnych, wołających o pomoc serc […]. Są to ogromne sortownie, stacje rozrządowe skupiające całe tłumy […]. Tym bardziej, że cybernauci prostym kliknięciem mogą wykasować swój profil: druga osoba znajduje się na mojej łasce, dysponuję nią do woli4.

I chodzi nie tylko o to, że internet przypomina strukturą rynek, ale raczej, że wydaje się jego wirtualnym odpowiednikiem. Jednostka jest zatem wydana na pastwę pewnej sprzeczności: z jednej strony zamyka się ją w sobie, by z niej wydobyć unikalność, by przekazać to, co ma w środku, z drugiej zaś wystawia się tę wyjątkowość na pokaz jak pospolity towar.

KAPITALIZM EMOCJI

Internet zatem znacząco przyczynia się do dekontekstualizacji podmiotu: wyrywa go z kontekstu jego własnego ciała i przedstawia jego profil w oderwaniu od rozmówców, ich miejsce zajmuje anonimowa publiczność składająca się z milionów użytkowników.

Nie znaczy to, że jesteśmy świadkami powrotu „wielkich narracji” lub hegemonicznej roli podmiotu sprzed upadku metafizyki: podmiot bowiem w tej samej chwili, kiedy jest przywoływany, podlega uprzedmiotowieniu, które prowadzi do jego uniformizacji ze wszystkimi pozostałymi osobami. Innymi słowy, zważywszy na wielość i częstotliwość wymian, najskuteczniejszy sposób, by doprowadzić do spotkania i utrzymać kontakt, polega na dostosowaniu się do skodyfikowanych i ustandaryzowanych modeli interakcji i ich powielaniu. Modele te z kolei sprawiają, że sama wirtualna wymiana staje się maksymalnie jednostajna. W internecie obowiązuje system oparty raczej na ekonomii nadmiaru niż na ekonomii niedostatku: użytkownik jest zmuszany do maksymalizacji własnych wyborów oraz do taksowania innych uważnym okiem egzaminatora. W przeciwnym razie zabłądzi w nieprzebranym morzu nieciekawych lub wręcz odstręczających „towarów”. Panuje dążenie do złapania najbardziej korzystnej „ekonomicznie” (czyli sentymentalnie) okazji oraz najbardziej adekwatnej do wypracowanego przez siebie modelu osoby pożądanej: „podczas spotkania [osoby] powinny się «jak najlepiej sprzedać» i zachowywać tak, jakby były na rozmowie kwalifikacyjnej, na której odgrywają równocześnie role pytających i przepytywanych”5. Tworzy się w ten sposób system oceny drugiego człowieka, w którym wartość jest ustalana na drodze procesu zależącego od mechanizmu podaży i popytu. To wprowadza w tę strukturę druzgocącą niepewność w przynajmniej podwójnym znaczeniu: po pierwsze, stały wysiłek związany z utrzymaniem własnej pozycji na rynku rodzi napięcia; po drugie, pojawia się bezustanny niepokój wywoływany prośbami o zaakceptowanie i uznanie. Niebezpieczeństwo jest paradoksalne: apogeum autentyczności pokrywa się z perigeum wartości osobistej. To dlatego kategoria uznania staje się kluczowa. Ona leży u podłoża niepewności i poszukiwania akceptacji, głęboko zakorzenionych we współczesnych związkach uczuciowych. Jeśli wartość osobista zależy od dynamiki zindywidualizowanego gustu, kryteria doboru partnera stają się nieprzewidywalne, konieczny jest zatem „nieprzerwany przepływ znaków i sygnałów mających potwierdzić wartość osoby”6. Nieustanna potrzeba uczuciowego potwierdzenia wynika, według Illouz, z tego, że uznanie społeczne nie wiąże się już bezpośrednio z pozycją ekonomiczną lub przynależnością do pewnej klasy, lecz musi być budowane na osobowości. Z braku obiektywnych kryteriów oceny uczuciowych zachowań konkurentów, „ontologiczna niepewność” staje się coraz dotkliwszą rzeczywistością. Jednostka, by posłużyć się słowami Luhmanna7, ilekroć odważa się nawiązać relację, wnosi całą siebie jako posag.

Zdaje się, że internet urzeczywistnił życzenie Georga Simmla. Ten bowiem, już na początku XX wieku, zachwalał ogłoszenie towarzyskie jako „jeden z największych wehikułów cywilizacji”8, miało bowiem pozwolić na racjonalizację ogromnej liczby wymian uczuciowych mających miejsce w zindywidualizowanych metropoliach, a zarazem ułatwić zarządzanie nimi. Lecz na tym nie koniec. Według Simmla ogłoszenie towarzyskie może z jednej strony poszerzyć krąg potencjalnych partnerów, z drugiej ułatwić spotkanie między dwiema osobami bardziej do siebie pasującymi i z sobą kompatybilnymi. Problem polega na tym, że pary często godzą się na nieszczęśliwe życie małżeńskie, ponieważ nie dysponowały narzędziami koniecznymi do tego, by poznać spokrewnioną duszę, i poprzestały na pierwszej lepszej relacji. Otóż, pomimo tego, że Simmel odnosi się do powstałej na początku XX wieku praktyki ogłoszenia towarzyskiego, zdaje się zapowiadać właśnie to, co się wydarzyło w ostatnich latach w związku z rozwojem internetu – im bardziej potrzeby stają się zindywidualizowane, tym bardziej niezbędne stają się anonse towarzyskie.


[1.] E. Illouz, Uczucia w dobie kapitalizmu, przeł. Z. Simbierowicz, Warszawa: Oficyna Naukowa, 2010.
[2.] Zjawisko to nie jest niszowe. Wśród portali społecznościowych Facebook liczy około miliarda wejść dziennie, na Twitterze codziennie pojawia się 500 milionów tweetów; Instagram ma 300 milionów czynnych użytkowników w miesiącu. Statystyki stron przeznaczonych bezpośrednio na spotkania towarzyskie są niższe, ale wystarczy wspomnieć, że tylko we Włoszech najsłynniejsza strona randkowa Meetic skupia 7 milionów użytkowników i codziennie dołącza do niej 2,5 tysiąca nowych członków, by nie wspomnieć o dziesiątkach stron afiliowanych i równoległych.
[3.] E. Illouz, Against Desire. A Manifesto for Charles Bovary?, [w:] What We Call Love: From Surrealizm to Now, Irish Museum of Modern Art, Dublin, 12 września 2015–7 lutego 2016. Katalog wystawy.
[4.] P. Bruckner, Il paradosso amoroso, Parma: Guanda, 2012, s. 47–48 (o ile nie zaznaczono inaczej, cyt. w tłum. E.R.).
[5.] E. Illouz, Against Desire..., dz. cyt., s. 131.
[6.] Tamże, s. 187.
[7.] N. Luhmann, Semantyka miłości: o kodowaniu intymności, przeł. J. Łoziński, Warszawa: Scholar, 2003.
[8.] G. Simmel, Die Rolle des Geldes in den Beziehungen der Geschlechter. Fragment aus einer Philosophie des Geldes, „Die Zeit” 1898, J. 18, No. 172–174, s. 38–40, 53–54, 69–71.