Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Demokracja, natura, utopia

We współczesnej środowiskowej teorii politycznej można zauważyć zwrot w kierunku bardziej demokratycznej relacji pomiędzy ludzkością a naturą. Zaangażowani ideolodzy głębokiej ekologii podążali w tym kierunku już od dawna, lecz trend, który obserwujemy obecnie, wywodzi się ze źródeł należących do głównego nurtu. Istotną postacią jest John Dryzek, który pragnie stworzyć bardziej ekologicznie nastawioną demokrację responsywną i deliberatywną, a także Andrew Dobson, który w swej ostatniej pracy twierdzi, że musimy rozpocząć proces demokratycznego słuchania natury. Do grupy tej należą także myśliciele tacy jak Bruno Latour czy Jane Bennett, rozwijający nową ekologię polityczną. Wszyscy oni stawiają pytania o polityczne sprawstwo i polityczną partycypację: kto (lub co) należy do demos? I wszyscy oni na różne sposoby (z różnych perspektyw epistemologicznych i ontologicznych) doszli do wniosku, że „my” (to znaczy ludzie) musimy uwzględnić w demos także „naturę”. Przemyślenie polityki środowiskowej w ten bardziej inkluzywny sposób wymaga przemyślenia relacji pomiędzy istotami ludzkimi a nie-ludzkimi, pomiędzy istotami, rzeczami i materią. Utopie stanowią dobry punkt wyjścia dla tego procesu.

W STRONĘ „DEMOKRACJI CAŁEJ NATURY”

W swej najnowszej pracy Andrew Dobson stawia proste, lecz radykalne wyzwanie zielonej teorii politycznej. Z historycznego punktu widzenia, jak relacjonuje Dobson, próby poszerzania demokracji skupiały się na dawaniu głosu „innym” (tak, aby mogli uczestniczyć w demokratycznej polityce). Twierdzi on jednak, że jeśli naprawdę chcemy rozszerzyć demos tak, by uwzględnić także nie-ludzi, musimy skupić swoją uwagę na słuchaniu. Według Dobsona „użyteczność zdolności mowy jest niewykorzystana bez odwzajemnionej zdolności do słuchania – jeśli nie wiemy, jak słuchać, skąd będziemy wiedzieć, o czym mówić? Zastanawia więc fakt, jak wiele czasu teoretycy polityczni marnują na wysiłki zmierzające do tego, by skłonić ludzi do mówienia, zamiast zastanawiać się nad tym, jak skłonić siebie samych, by ich słuchać”1.

Z historycznego punktu widzenia wykluczeni „inni” mieli potrzebę zdobycia kompetencji politycznych. Sugestia Dobsona, jakoby ci wewnątrz demos, czy też ciała obywatelskie wszystkich tych znajdujących się poza ciałem obywatelskim) nakreśla zupełnie inny rodzaj demokracji. Kładzie ona odpowiedzialność na tych, którzy już mają władzę. Wynika z tego, że rozszerzenie demos tak, by uwzględnić nie-ludzi, wymagałoby nauki słuchania natury. Jednak nie jest jasne, jak miałoby to właściwie wyglądać.

Pomocna może okazać się w tym miejscu praca Johna Dryzka dotycząca środowiska i demokracji deliberatywnej. Dryzek przekonuje, że „demokracja może istnieć nie tylko pomiędzy ludźmi, ale także w tym, jak ludzie traktują świat natury”, i sugeruje, że natura charakteryzuje się „różnorodnością poziomów i rodzajów komunikacji, do których możemy starać się przystosować”. Twierdzi on, że „kluczem jest porzucenie «centryzmu» wszelkiego rodzaju i zamiast tego skupienie się na takich interakcjach, które mogą się pojawić na granicy pomiędzy ludzkością i naturą”. Poszukuje on wymiany z naturą, która wymaga coraz mniej tego, co określa on jako ludzki autyzm2.


[1.] A. Dobson, Democracy and Nature: Speaking and Listening, „Political Studies” 2010, 58(4), s. 752–768 (wszystkie cyt. w tłum. K. Kolendy).
[2.] J. Dryzek, Political and Ecological Communication, 2007, przedruk za: Ecology and Democracy, ed. F. Matthews, London: Frank Cass, 1996, s. 3–29. Kolejne wydanie: J. Dryzek, Political and Ecological Communication, [w:] J. Dryzek, D. Schlosberg, Debating the Earth: the environmental politics reader, Oxford: Oxford University Press, 2007, s. 637.