ilustracje: Daniel Gutowski. Copyright © Małopolski Instytut Kultury. All rights reserved.

Człowiek w sieci

1 [52] 2016

18 | 07 | 2016

Czy nowe media mogą zmienić świat? (I)

Rzeczy o cyberoptymistach i cybernaiwniakach

 

Afera z NSA [National Security Agency] to koniec cybernaiwności. Kwestie związane z funkcjonowaniem internetu stały się częścią światowej polityki” – pisze Geert Lovink, podsumowując ujawnienie tajnych informacji na temat skali inwigilacji przez amerykańskie służby bezpieczeństwa. Choć teza ta tworzy pesymistyczny obraz współczesnego świata, wszak bez internetu ani rusz, to jeszcze bardziej pesymistyczna, a co więcej prawdziwa, wydaje mi się teza przeciwna: niestety, nie utraciliśmy naszej cybernaiwności.

Dwa lata po przeciekach Edwarda Snowdena zostały przeprowadzone badania przez Pew Research Center (PRC) dotyczące tego, jaki wpływ na zachowania użytkowników internetu miały ujawnione przez niego informacje1. Większość badanych dorosłych Amerykanów przyznała, że ich nawyki związane z ustawieniami prywatności w mediach społecznościowych, używaniem serwisów szyfrujących e‑maile (np. Preety Good Privacy, czyli PGP) lub programów zapewniających anonimowość, takich jak Tor, się nie zmieniły. Można to wytłumaczyć brakiem umiejętności technicznych, nie łudźmy się jednak: niemal połowa ankietowanych uznała, że kwestia inwigilacji w internecie osobiście ich nie dotyczy lub dotyczy ich jedynie w niewielkim stopniu.

ŚMIESZNE KOTKI

W popularnym amerykańskim programie na kanale HBO The Last Week Tonight, komik John Olivier w jednym z odcinków pojechał do Moskwy, aby porozmawiać z samym Snowdenem na temat wpływu ujawnionych przez niego informacji na temat działalności NSA2. Program został wyemitowany w kwietniu ubiegłego roku, tuż przed przedłużeniem PATRIOT Act, czyli prawa wprowadzonego po atakach 11 września, sankcjonującego istnienie nadzoru elektronicznego. Zanim jednak udał się w podróż, postanowił przeprowadzić sondę na temat tego, co ludzie wiedzą o elektronicznym nadzorze i przeciekach Snowdena.

Okazało się, że większość zapytanych przez komika osób nie wiedziała, czego dotyczą przecieki, części osób Snowden mylił się z Julianem Assangem, twórcą Wikileaks. Zatem wyniki badań przeprowadzonych przez PRC znajdują potwierdzenie na ulicach. Sam Snowden wydawał się tym faktem zaskoczony, tak jakby nie wiedział, że ludzie potrzebują internetu przede wszystkim po to, aby móc oglądać śmieszne kotki. Nastroje społeczne dotyczące sieci są uwarunkowane głównie jakością debaty publicznej na jej temat, a żeby stwierdzić, że nie jest ona najwyższych lotów, nie trzeba skomplikowanych badań. Czasami przybiera ona wręcz kuriozalny obrót, jak w przypadku programu MSNBC, gdzie wypowiedź członkini kongresu na temat NSA została przerwana informacją o aresztowaniu Justina Biebera.

Ostatnie dwa lata – nazywane przez niektórych szumnie „erą po Snowdenie” – to nie koniec, ale kulminacja przeszło dwóch dekad cybernaiwności, której jednym z symptomów był i jest optymizm dotyczący rzekomo demokratyzujących właściwości sieci.

Cofnijmy się na chwilę w czasie. Jest styczeń 2010 roku, sekretarz stanu Hilary Clinton wygłasza przemówienie zatytułowane Wolność w internecie3. Odnosi się w nim do trzęsienia ziemi na Haiti, które miało miejsce kilka dni wcześniej oraz do wizyty Baracka Obamy w Chinach, podczas którego dyskutował z internautami na temat wolności słowa w internecie oraz dostępu do informacji. Opowiada o tym, że dzięki globalnej sieci komunikacji udało się stworzyć system, za pomocą którego można było wpłacać datki na ofiary kataklizmu, a dodatkowo dwie kobiety uniknęły śmierci pod gruzami, bo wysłały esemesy. Technologie informatyczne są nowym systemem nerwowym naszej planety, dzięki nim możemy reagować w czasie rzeczywistym na nieszczęścia, które stają się udziałem ludzi na całej ziemi. Cenzura internetu w Chinach jest od lat ulubionym tematem przedstawicieli administracji Obamy, zatem również i tym razem Clinton nie omieszka wspomnieć, że zdaniem prezydenta należy bronić prawa ludzi do wolnego dostępu do informacji, swobodna cyrkulacja informacji umacnia bowiem społeczeństwo demokratyczne. W jej przemówieniu nie może też zabraknąć Arabskiej Wiosny, wszak zaraz po tym jak protesty ogarnęły ulice miast w Iranie, Tweeter został nominowany przez niektórych cyberoptymistów do Pokojowej Nagrody Nobla.

Przekonanie o magicznej mocy demokratyzowania i transformowania społeczeństw totalitarnych, jaką rzekomo ma technologia, jest stanem umysłu, ale jest również dość wygodnym w użyciu zabiegiem retorycznym, który maskuje rzeczywiste problemy i fakt, że ich rozwiązanie będzie sporo kosztować. W książce Net Delusion Evgeny Morozov pisze, że „Internet jest niczym Radio Wolna Europa na sterydach”4, obala mury, ale jednocześnie nie wymaga dodatkowych nakładów na nadawanie i tworzenie programów.

Słowa ulatują, ale na szczęście istnieje YouTube, gdzie każdy może odtwarzać przemówienie Hilary Clinton do woli, a co za tym idzie zobaczyć jak czas zweryfikował stawiane przez nią tezy. I tak, Haiti do tej pory nie podniosło się z ruin, zresztą z powodu zniszczonej infrastruktury w 2013 roku miała tam miejsce epidemia cholery, jedna z największych, która zabiła przeszło osiem tysięcy ludzi. Chiny pozostają Chinami: w kraju kwitnie rynek aplikacji mobilnych oraz usług internetowych, a w państwach zachodnich o Projekcie Złota Tarcza5 nie mówi się już tak często jak kiedyś, ponieważ przyćmiły ją doniesienia o istnieniu PRISM6 oraz podobnych programów w Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, Kanadzie i wielu innych krajach. Skutki Arabskiej Wiosny, w wyniku której obaleni zostali Kaddafi i Mubarak, możemy obserwować do dzisiaj – Europa zmaga się z największą falą emigracji od zakończenia II wojny światowej, a w miejscu politycznej próżni, jaka wytworzyła się na obszarze Iraku, Syrii oraz Libii, pojawiło się Państwo Islamskie. ISIS, które, jak się okazało, polubiło grę w gry (szczególnie w te wojenne), wydaje czasopismo on‑line, a w mediach społecznościowych i serwisach pozwalających na dzielenie się treścią, takich jak YouTube, odnajduje się na tyle dobrze dobrze, że kręcone przez Al Kaidę retro filmy wideo są jak z zupełnie innej epoki. Nikt raczej nie miał złudzeń, że dyktatorzy również potrafią korzystać z Internetu, jednak nikt nie przypuszczał, że na miejsce starych wrogów pojawiają się nowi i tak bezwstydnie korzystać będą z narzędzia, które miało służyć walce o wolność słowa i demokrację.


[1.] Zob. Americans’ Privacy Strategies Post‑Snowden, http:// www.pewinternet.org/2015/03/16/americans‑privacy‑strategies‑post‑snowden/ (dostęp: 2 marca 2016).
[2.] https://www.youtube.com/watch?v=XEVly- P4_11M&t=772s (dostęp: 2 marca 2016).
[3.] https://www.youtube.com/watch?v=ccGzOJHE1rw (dostęp: 2 marca 2016).
[4.] E. Morozov, The Net Delusion. The Dark Side of Internet Freedom, New York: Public Affairs, 2011, s. IX–XVII.
[5.] W 2003 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego na terenie Chińskiej Republiki Ludowej rozpoczęto Projekt Złota Tarcza, który polega na cenzurze oraz monitorowaniu ruchu internetowego. O projekcie stało się głośno między innymi w kontekście współpracy rządu chińskiego z Google, które blokowało dostęp do treści z „czarnej listy” takich jak informacje na temat Dalai Lamy, Falung Gong, czy protestów na placu Tiananmen.
[6.] PRISM to nadzorowany od 2007 roku przez NSA tajny, amerykański program szpiegowski, którego istnienie wyszło na jaw, dzięki przeciekom Edwarda Snowdena.