ilustracje: Daniel Gutowski. Copyright © Małopolski Instytut Kultury.

Mity modernizmu

3 [50] 2015

17 | 05 | 2016

BUM, BUM, BUM! Śmierć modernizmu

 

Architektura modernistyczna umarła w St. Louis w stanie Missouri 15 lipca 1972 roku, o godzinie 15.32 (mniej więcej), kiedy to niesławne osiedle Pruitt­‑Igoe, a raczej kilka jego wielkopłytowych bloków, otrzymało końcowy coup de grâce za pomocą dynamitu. Czarni mieszkańcy tych bloków rozwalali, niszczyli i psuli, co się tylko dało. Nic nie pomogło pakowanie milionów dolarów w utrzymywanie (malowanie, wstawianie nowych szyb i naprawianie wind) i w końcu położono kres nieszczęsnym budynkom: BUM, BUM, BUM…1.

Większość ludzi lubi oglądać kontrolowane wybuchy, a wyobraźnia chętnie zapładnia się obrazem klęski i katastrofy. Opisane przez Charlesa Jencksa w klasycznej (a może postklasycznej?) książce Architektura postmodernizmu pożegnanie z modernizmem pozostało w naszej pamięci jako ekscytująca ceremonia. Plac budowy jest fajny, jak nowe pudełko klocków z ludzikami w kaskach, ale eksplozja jest znacznie fajniejsza. Logiczny, tektoniczny rysunek muru, artykulacja ścian, venustas i firmitas rozmywają się na ułamek sekundy, jakby zawisały w powietrzu i… TRACH!!! – opadają za moment na ziemię w postaci bezkształtnej masy gruzu. Chwilę jeszcze unosi się nad tym wszystkim mgiełka kurzu. Wraz z owym błyskawicznym podskokiem dokonuje się niepokojące drgnięcie historii, której linearny przebieg zostaje nagle zakłócony. Trwały stan przestrzeni ulega gwałtownej destrukcji: czyjeś wspomnienia, przedmioty, pamięć osadzająca się na ścianach i rzeczach dzięki wolnemu przemijaniu w sekundzie tracą swoją strukturę i treść. WOW!

Oczywiście najlepiej to wszystko wygląda w telewizji (na żywo huk i kurz mogą odrobinę przeszkadzać), no i rzecz jasna w słynnym tekście Jencksa, w którym decyzja władz miasta Saint Louis zamienia się w opis magicznego obrzędu uśmiercania wroga. Rola samego Jencksa w tym rytuale wydaje się niejednoznaczna, nawet jeśli za Porębskim przyjmiemy, że ostatecznym celem krytyka jest tworzenie mitu. Czy jest mistrzem ceremonii? To on nadaje lokalnemu wydarzeniu rangę uniwersalnego rytuału, on diagnozuje symptomy choroby (w następnym rozdziale). Kto jednak zabił modernizm? Czy śmierć miała charakter naturalny, spowodowany szeregiem wad wrodzonych? Ale czy na pewno były to wady śmiertelne? Cytowany coup de grâce sugerowałby jednak, że modernizm poległ honorowo i finezyjnie w staroświeckim pojedynku. Z kim jednak? I o co?

W tej kryminalnej zagadce, której już raczej nie rozwiążemy, najważniejszy jest fakt, że w późnych latach 70. i w latach 80. ubiegłego stulecia zaczęto zajadle życzyć modernizmowi śmierci. Włożono sporo retorycznego wysiłku, aby udowodnić unicestwienie znienawidzonego kierunku, tak jakby zmiana jego paradygmatów mogła się dokonać wyłącznie na gruzach tego, co wytworzył. W znanej książce Jakuba Wujka Mity i utopie architektury XX wieku z 1986 roku figura śmierci modernizmu pojawia się wielokrotnie (warto zauważyć przy okazji, że pojęcia „mit” i „utopia” są cytowane w tekście zamiennie, niczym synonimy2. Dowiadujemy się zatem, że CIAM w Dubrowniku w 1956 roku był „kongresem­‑pogrzebem”, w trakcie którego grupa dysydentów próbowała „sztucznymi zabiegami reanimować utopie dezurbanizacyjne”, za to udane realizacje osiedli mieszkaniowych w Skandynawii „nie zahamowały agonii” modernistycznej wizji miasta­‑ogrodu. Podobnie tajemnicza jest śmierć modernizmu zdiagnozowana przez Jencksa. Krytyk pozostawia sobie pewną dowolność, pisząc, że śmierć epoki, w przeciwieństwie do śmierci osoby, nie jest obostrzona medycznymi i prawnymi wątpliwościami. Daje mu to prawo do stanowczego stwierdzenia, że:

Architektura modernistyczna zeszła z tego świata jednoznacznie i z dużym hałasem. Śmierć ta jest faktem, mimo że niewiele osób ją zauważyło i nie było widać żałobników, a także pomimo powtarzających się prób reanimacji. Wciąż spora liczba tak zwanych architektów modernistów, którzy zdają się nie zauważać zgonu przedmiotu ich działań, jest tylko jeszcze jednym dziwactwem naszej epoki3.

Wobec pojawienia się późnego modernizmu sytuacja staje się jeszcze bardziej dwuznaczna. Komplikuje to zresztą sam Jencks, pisząc:

„Gdy kilka lat temu różni architektoniczni medycy, ze mną włącznie, głosili śmierć architektury modernistycznej, wiadomość została przez wielu przyjęta sceptycznie. Ogłoszenie uznano za fałsz, akt zgonu za oszustwo, a pacjent, który – jak przyznano – miał chwilowy atak wysokościowego zawrotu głowy – powrócił do zdrowia. Architektura modernistyczna znowu była pełna sił, wyleczona z drobniejszych dolegliwości, takich jak gigantitis, i używała życia w paryskim i nowojorskim high­‑tech. Architekci, którzy uparcie nazywali się modernistami, byli tam, aby to udowodnić. Czasopisma brytyjskie i amerykańskie publikowały dowody, że nekrolog był przedwczesny. No cóż, a jednak są to tylko pobożne życzenia. Pacjent umarł. Co prawda nie stało się to „15 czerwca 1972 roku o godzinie mniej więcej 3.32 po południu” – była to symboliczna data, która miała nieco udramatyzować wydarzenia. Architektura modernistyczna była w agonii długo przedtem”4.

Mamy zatem śmierć, pogrzeb, agonię, reanimację, mamy też ciało, które wciąż funkcjonuje, mamy też wciąż powstające dzieła, podtrzymujące martwą estetykę przy życiu. Paradoksalnie (a może perfidnie) ta medykalizacja słownictwa polemiki odnosi się do kierunku, w którym tak wiele mówiono o zdrowiu… W argumentacji krytyka modernizm trwa zatem nadal, mimo swojej śmierci. OOPS!

To właśnie ta zaskakująca figura, przedłużonego życia denata, wprowadza retoryczną strategię pogrzebu modernizmu w specyficzny rytualny wymiar. Jencks ustawicznie odwołuje się do tego paradoksu: mimo śmierci modernizmu architekci upierają się, że są modernistami. Wikipedia podaje obszerną definicję takich bytów nazwanych „nieumarłymi”. „To ogólna kategoria istot z różnego rodzaju mitologii (np. kultu voodoo). Stwory te są ciałami niegdyś zmarłych istot, u których proces śmierci został zakłócony lub które zostały ożywione za pomocą czarów, rytuałów lub magicznych mikstur”5. Pogrzebany kierunek nabiera biologicznych cech, ulega zaskakującej personifikacji, a jego rzekoma śmierć wydaje się specyficznym aktem zemsty, unicestwienia, którego krytyk dokonuje pomimo świadomości, że jego akt jest desperacki i skazany na porażkę. Na koniec przyznaje się nawet do sfabrykowania dowodów. CHLIP, CHLIP.


[1.] Ch. Jencks, Architektura postmodernistyczna, Warszawa: Arkady, 1987, s. 9.
[2.] J. Wujek, Mity i utopie architektury XX wieku, Warszawa: Arkady, 1986.
[3.] Ch. Jencks, Architektura postmodernistyczna, dz. cyt., s. 9.
[4.] Ch. Jencks, Architektura Późnego Modernizmu i inne eseje, Warszawa: Arkady, 1989, s. 6.
[5.] https://pl.wikipedia.org/wiki/Nieumarli [dostęp: 8.07.2015].