Strandbeest: Animaris Umerus, jedna z żyjących rzeźb Theo Jansena, plaża w Hadze, 2009, fot. Lena Herzog, dzięki uprzejmości Artystki

Organiczność

4 [55] 2016

15 | 04 | 2017

Architektura zwierzęcia-maszyny (I)

 

Dla A.M., introwertycznego twórcy niezliczonych gatunków zwierząt


W swojej książce The Architecture of Good Intentions [Architektura dobrych zamiarów] Colin Rowe zadaje sobie tyle naiwne, co istotne pytanie: „Jak daleki jest świat jako zwierzę od świata jako maszyny?”1. Pytanie to jest kluczowe, ponieważ wprowadza do klasycznej triady rodzajów bytu – rzecz, człowiek, zwierzę – czwarty element: maszynę. Jak wiadomo, według Heideggera trzem rodzajom bytów odpowiadają trzy tezy przewodnie, zgodnie z którymi: „kamień jest pozbawiony świata, zwierzę jest ubogie w świat, człowiek jest światotwórczy”2.

W tym eseju chciałbym wykazać, inaczej niż twierdzi Heidegger, że każdy z rodzajów bytu nieobjętych refleksją niemieckiego filozofa – rzecz, maszyna, zwierzę i roślina – w rzeczywistości nawiązuje ze światem relację, która potrafi czynnie i produktywnie wyartykułować znaczenie, czyli kształtować świat dokładnie tak, jak to „robi” bycie ­tu (Dasein). Specyficznego sposobu, w jaki to kształtowanie świata się realizuje, należy szukać w architekturze – architekturze kamieni, maszyn, zwierząt i roślin – której poświęcony jest niniejszy esej, choć w szczególności będę się skupiać na relacji między zwierzęciem a maszyną. Zakładam zatem, że z punktu widzenia architektury kamień i zwierzę, maszyna i roślina pełnoprawnie kształtują świat. Nie mniej, nie bardziej niż byt.

Architektura w istocie swej jest konstrukcją. Ponieważ nie ma w porządku przyrody ludzkiej interwencji, która nie zakładałaby konstruowania czegoś – czyli lokalnego ustanowienia innego porządku materii – wszystkie konstrukcyjne czynności skutkujące przetworzeniem świata (czyli ustanawiające sztuczną kompozycję materialną) mogą być definiowane jako architektoniczne. Z tego punktu widzenia nóż kuchenny nie jest mniej architektoniczny niż tama; to samo można powiedzieć o lampie stołowej, o klamrach buta narciarskiego, o krześle, o frisbee, o ściegu dywanu itd. Co zatem myśleć o strukturze naszego szkieletu? Pomimo że nie jest on sztuczny – choć wystarczy uważna refleksja nad ideą ewolucji, by znieść jakąkolwiek barierę między tym, co sztuczne, a tym, co takie nie jest – nie inaczej niż nóż kuchenny szkielet też ma funkcję wynikającą z jego formy. To samo dotyczy morfologii liścia, kory drzewa lub szczęki owada. Co to wszystko oznacza? Że świat jest ustawicznie kształtowany – czyli dosłownie konstruowany – przez strukturalne, czyli morfogenetyczne stawanie się składających się nań bytów. W architektonicznym pojęciu konstrukcji – podobnie jak w Arystotelesowskim synolonie – mamy do czynienia z modelem, w którym forma i materia są tożsame: nie ma różnicy między rzeczą a strukturą. Zjawisko nie tylko pokrywa się z materialnymi elementami, na które się składa, lecz także ze strukturą swojego wyglądu, przy założeniu, że nie ma wyglądu bez struktury. Wówczas ustanawiający akt kształtowania świata jest tożsamy z jego konstrukcją. Weltbildung jest tym, co się wydarza, ilekroć pewne zjawisko staje się konkretne, czyli wprowadza w życie swoją architekturę. Budując świat, kształtowane rzeczy go kształtują. Kształtowanie świata oznacza sposób, w jaki świat, bezustannie, pokrywa się z konstrukcjami, które go tworzą. Jednakże wszystko jest konstrukcją, ponieważ wszystko jest strukturalnie architekturą: fasetowany okaz pirytu, kalafior, pancerz zwierzęcia i podwójna spirala DNA.

Wróćmy zatem do pytania postawionego przez Rowe’a: „Jak daleki jest świat jako zwierzę od świata jako maszyny?”. Proszę zwrócić uwagę, że nie pyta on o to, jak dalekie jest zwierzę od maszyny, lecz jak daleki jest świat jako zwierzę od świata jako maszyny. Zgodnie z powyższym uznajemy za rzecz już niepodlegającą dyskusji, że zarówno zwierzę, jak i maszyna mogą być formą świata, czyli są zdolne go tworzyć. „Świat jako zwierzę” poza tym nie musi wcale być zwierzęciem – Rowe bowiem ma na myśli budynek­ zwierzę (podobnie jak będzie się odnosił do budynku­ maszyny). Musimy się pogodzić z porzuceniem idei, że to, czym dany byt jest, określa jego quidditas, jego co ‑to ‑jest; każdy byt powinno się raczej pojmować w kategoriach funkcji, jednak nie z punktu widzenia jego funkcji obiektywnej (jest to grzech empirystów), ale na podstawie całości procesów nie tylko rzeczywistych, lecz także symbolicznych i obrazowych uruchamianych przez jego realizację, i przede wszystkim: przez typologię praktyk mieszkalnych, które go tworzą (to także w tym sensie architektura jest weltbildend, światotwórcza). W tym wymiarze willa Stein Le Corbusiera jest bez wątpienia maszyną, bo po prostu działa jak maszyna i jej struktura pozwala na to, by codzienne czynności stały się funkcjonalne w taki sam sposób, jak może być funkcjonalne jakiegokolwiek mechaniczne urządzenie. Fasada kościoła Santa Maria Novella jest natomiast zwierzęciem, bo zachowuje się jak zwierzę: naśladuje przyrodę, chce wywołać w obserwatorze uczucie podobne do tego, jakiego doznaje ten, kto nawiązuje kontakt z naturalnym ruchem żywej istoty: choć nie żyje dosłownie, fasada chce funkcjonować tak, jak gdyby żyła. Oba przykłady pochodzą z książki Rowe’a:

(C. Rowe, The Architecture of Good Intentions, London: Academy Editions, 1994)

rysunki przedstawiające: fasadę kościoła Santa Maria Novella we Florencji, proj. Leone Battista Alberti, 1456–1470 oraz willę Stein w Garches, proj. Le Corbusier, 1926 (C. Rowe, The Architecture of Good Intentions, London: Academy Editions, 1994)

 


[1.] C. Rowe, The Architecture of Good Intentions, London: Academy Editions, 1994, tłumaczenie włoskie L.S. Casini, L’architettura delle buone intenzioni. Verso una visione retrospettiva possibile, Bologna: Pendragon, 2005, s. 101.
[2.] M. Heidegger, Die Grundbegriffe der Metaphysik. Welt – Endlichkeit – Einsamkeit, Gesamtausgabe 29/30, Hrsg. von F. ­W. von Herrmann, Frankfurt am Main: Klostermann, 1983, § 42, s. 261.