13 | 11 | 2015

Świątynie karnawału

Architektura sakralna w PRL

 

Przeprowadźmy eksperyment. Wyjdź z domu i skieruj się ku głównej drodze, idź przed siebie. Z całą pewnością nie dalej niż po kilku kilometrach miniesz kościół albo przynajmniej zobaczysz jego wieże majaczące w oddali. Będzie to jeden z niezaprzeczalnych dowodów na to, że jesteś w Polsce. Kościół, który miniesz, z dużym prawdopodobieństwem przynależy do grupy kilku tysięcy świątyń wybudowanych tutaj w ciągu pięciu ostatnich dekad. To z kolei dowód na to, że polska nowoczesna architektura sakralna  – choćby z uwagi na samą liczbę przykładów – jest warta uwagi. Mamy bowiem do czynienia z pewnym fenomenem o światowej skali, wyrosłym jako rezultat złożonej sytuacji politycznej, społecznej  i artystycznej, odsłaniającym zupełnie inne oblicze polskiej architektury doby PRL-u: nakierowanej na symbol i wrażliwej na kontekst, szukającej odpowiedzi na pytanie o to, jak stać się nowoczesnym, jednocześnie wracając do źródeł[1], wspólnotowej, a zarazem indywidualistycznej.

Kościół Matki Boskiej Królowej Polski w Elblągu, 1981-88.

Kościół Matki Boskiej Królowej Polski w Elblągu, 1981-88.

 

 

W ciągu niemal półwiecza Polski Ludowej relacje między komunistyczną władzą a Kościołem katolickim przybierały różne formy: od  terroru po symbiozę. Budowanie świątyni zawsze jednak wiązało się z poważnymi utrudnieniami. Walka o uzyskanie zezwoleń – których niewydawanie stało się narzędziem politycznej represji – zwykle trwała kilka lat (w skrajnych przypadkach nawet kilkadziesiąt), a pod kościół często przeznaczano nienadające się do tego grunty: podmokłe, piaszczyste, o dużym spadku terenu. Ponieważ wiadomo, że nic nie jednoczy ludzi skuteczniej niż wspólny wróg, budowa świątyni była dla tysięcy Polaków okazją do zamanifestowania nie tylko religijności, ale i patriotyzmu. Kościołowi – sprawującemu faktyczny rząd dusz – udało się osiągnąć coś zupełnie wyjątkowego w naszych warunkach: zbudować niezwykle silną wspólnotę solidarnych wiernych, podejmujących oddolne inicjatywy. Świątynie powstawały w znacznym stopniu ze składek parafian i były przez nich samych budowane. Wystarczy wspomnieć mieszkańców Nowej Huty, którzy po dniu pracy w Kombinacie budowali słynną – a pod względem artystycznym po prostu wybitną – Arkę Pana, obłożoną kilkoma milionami otoczaków przywożonych w plecakach z górskich wycieczek. Budowie wielu kościołów towarzyszyła atmosfera głębokiej konspiracji, sprzyjająca praktycznej realizacji porzekadła, że Polak potrafi. A gdy kościół już wybudowano, stawał się on – zwłaszcza w czasie stanu wojennego – miejscem narodowych ceremonii, w którym równie często jak pieśni maryjne wybrzmiewały słowa Roty.

Kościół św. Józefa Robotnika w Kielcach, proj. W. Pieńkowski, 1981-86

Kościół św. Józefa Robotnika w Kielcach, proj. W. Pieńkowski, 1981-86

 

 

W tym zwięzłym zarysie sytuacji polityczno-społecznej odnajdujemy odpowiedź na podstawowe pytania: dlaczego, jak i po co w powojennej Polsce powstały prawie cztery tysiące kościołów? Nie dostarcza on natomiast odpowiedzi na pytanie o to, skąd wzięły się ich różnorodne, niekiedy wręcz szalone formy architektoniczne. Także w tym wypadku znalezienie jednoznacznego wyjaśnienia nie jest łatwe.

Kościół katolicki po II wojnie światowej – kataklizmie obracającym w gruz zarówno europejskie miasta, jak i europejski system wartości – znalazł się na zakręcie i stanął przed wyzwaniem odnalezienia swojego miejsca we współczesności. W tym celu w 1962 roku zwołano Sobór Watykański II, podczas którego zapadły decyzje kluczowe dla sztuki i architektury sakralnej. Uznano, że najważniejszym jej celem jest sprzyjanie rozwojowi wspólnotowości oraz duszpasterstwa, a księża mają dbać o to, aby dla Kościoła powstawały dzieła najwyższej jakości artystycznej. Wraz ze słowami o tym, że Kościół żadnego stylu nie uważa za własny[2] i że piętnować należy naśladownictwo, do języka form architektury sakralnej formalnie dopuszczono nowoczesność. Było oficjalne pozwolenie na rozlanie się fermentu buzującego w architekturze sakralnej już od pewnego czasu: w maszynistycznych halach Auguste’a Perreta i Karla Mosera, kryształowych strukturach Dominikusa Böhma i Otto Bartninga, czy wreszcie betonowych łupinach Le Corbusiera i Oscara Niemeyera.

Kościół św. Ducha w Tychach, proj. Stanisław Niemczyk, 1979-82

Kościół św. Ducha w Tychach, proj. Stanisław Niemczyk, 1979-82

 

 

Do zrozumienia polskiej powojennej architektury sakralnej niezbędny jest jeszcze jeden element układanki – jej rola w twórczości architektów. Tworzenie kościoła było dla wielu z nich rodzajem światopoglądowej ucieczki, możliwością zrobienia czegoś ważnego dla własnej wspólnoty w momencie zagrożenia. Zdecydowana większość polskich powojennych kościołów powstała już po objęciu tronu papieskiego przez Karola Wojtyłę – w 1985 roku na różnych etapach budowy było trzy i pół tysiące świątyń. Pierwsza połowa lat 80. to moment pewnego przesilenia, kryzysu i karnawału, mających wyraźne odzwierciedlenie w architekturze. Spektakularne inwestycje państwowe dawno już ustały, a działalność architektów zatrudnianych w wielkich biurach projektowych w dużej mierze sprowadzała się do rozrysowywania tanich bloków z prefabrykatów, od samego początku wadliwych, będących, jak powiedział Jakub Wujek, ostatecznym dowodem schamienia polskiego budownictwa[3], w żadnej mierze nieodpowiadających zindywidualizowanym potrzebom użytkowników. Projektowanie kościoła miało  zatem zabarwienie nie tylko antykomunistyczne, ale również antymodernistyczne, co oczywiście wiąże się ze stopniowym przecedzaniem się do architektury polskiej postmodernizmu – pluralistycznego i egalitarnego, postrzeganego jako architektura wolnościowej emancypacji, w swojej istocie demokratyczna oraz humanitarna.

Polska architektura sakralna stała się więc poligonem wybujałych doświadczeń z formą. Architekci zaspokajali swój głód wyrażenia indywidualizmu i dawali upust inspiracjom zaczerpniętym z zagranicznych czasopism. Często upychali w jednym projekcie pomysły gromadzone przez lata. Warto także zwrócić uwagę na fakt, że w komunistycznym państwie projektowanie budowli sakralnej nie mieściło się w ramach nauczania architektonicznego, zatem projektanci w pewnym stopniu tworzyli swoje kościoły po omacku. Dodatkowym wyzwaniem była konieczność mierzenia się z potrzebami  konkretnych użytkowników: księży i parafian,  posiadających własną wizją tego, czym ma być kościół, motywowanych różnymi lękami i preferencjami estetycznymi.

Kościół Matki Bożej Królowej Polski (Arka Pana) w Nowej Hucie, proj. W. Pietrzyk, 1965-77

Kościół Matki Bożej Królowej Polski (Arka Pana) w Nowej Hucie, proj. W. Pietrzyk, 1965-77

 

 

To właśnie gust nasz pospolity ze swoją silną skłonnością do dekoracyjności, przemnożony przez potrzebę zamanifestowania triumfu nad władzą oraz chęć wybudowania sobie pomnika przez architekta, odpowiada za pewną artystyczną niezborność wielu polskich kościołów. Bo oczywiście tak wielki zespół budowli nie może składać się tylko z dzieł wybitnych. Niemniej jako całość zaskakuje spójnością tkwiącą w różnorodności, a jego siła w dużej mierze zasadza się na pewnym paradoksie. Mamy tutaj do czynienia z tysiącami budowli sakralnych, w przeważającej większości na wielu poziomach ponowoczesnych: o patchworkowej kompozycji, narracyjnych (lub wręcz literackich!), symbolicznych, odwołujących się do historii, polemizujących z tożsamością miejsca, służących społeczności, ale powstałych w  oficjalnie ateistycznym, komunistycznym kraju.

I choć nie sposób nie godzić się, że niektóre kościoły udają kury[4], albo nie uśmiechnąć na myśl, o tym jak Biały Batman z Kalisza[5] spotyka Dartha Vadera z Elbląga[6], w szerszej dyskusji o polskiej architekturze sakralnej nie powinniśmy poprzestawać na podszytym ironią zamiłowaniu do interpretowania metafor. Bez względu na to, czy w kościół jest dla nas miejscem emocjonalnie ważnym, czy trafiamy tam tylko po to, aby przez godzinę ponudzić się podczas rodzinnych uroczystości, a sformułowanie „Polak-katolik” wywołuje u nas palpitacje, to cały szereg polskich nowoczesnych obiektów sakralnych stanowi pewną niezaprzeczalną, obiektywną wartość, zarówno architektoniczną, jak i kulturową. Wybór kilku przykładów popierających tę tezę nie należy do łatwych. Poza Arką Pana Wojciecha Pietrzyka i kaliskim Batmanem zaprojektowanym przez Andrzeja Fajansa i Jerzego Kuźmienkę – majstersztykami konstrukcji, w puli znajdują się wyjątkowe, rzemieślnicze dzieła Stanisława Niemczyka oraz regionalistyczne świątynie Podhala, na czele z zakopiańskim kościołem projektu Tadeusza Gawłowskiego. Warto również wspomnieć o nieśmiało rozwijającym się pąku budowli w Radomiu architekta Wojciecha Gęsiaka, albo o surowej formie kościoła w Szydłówku w Kielcach, projektu Władysława Pieńkowskiego. Kraków z kolei – miasto z wybitnym  przykładem włoskiego renesansu – może się pochwalić również  najwybitniejszym na północy dziełem „włoskiego” postmodernizmu – Seminarium Duchownym Księży Zmartwychwstańców,  które zrodziło się na desce kreślarskiej Dariusza Kozłowskiego i Wacława Stefańskiego.

Dalsze przykłady można mnożyć, ale wracając do naszego eksperymentu… skoro już stoisz przy drodze i widzisz kościół, to może teraz spojrzysz na niego trochę inaczej?

Kościół Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik, proj. T. Gawłowski, 1980-88

Kościół Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik, proj. T. Gawłowski, 1980-88

 

 


[1] P. Ricoeur, History and Truth, Northwestern University Press, 1965, s. 277.
[2]  Sztuka kościelna i sprzęty liturgiczne (rozdział VII), pkt. 123–124, [w:]   Konstytucja o Liturgii Świętej (Sacrosanctum Concilium), http://www.zaufaj.com/sobor-vaticanum-ii-/344.html (dostęp: 9.11.2015).
[3] Rozmowa z Jakubem Wujkiem, [w:] P2. Postmodernizm polski. Architektura i urbanistyka. Z architektami rozmawiają Alicja Gzowska i Lidia Klein, red. A. Gzowska, L. Klein, Warszawa 2013, s. 116.
[4] www.facebook.pl/kokoscioly
[5] Mieszkańcy Kalisza nazywają Białym Batmanem kościół pw. Miłosierdzia Bożego.
[6] Lordem Vaderem nazywany jest kościół pw. Matki Bożej Królowej Polski w Elblągu.

Kamila Twardowska – historyczka sztuki i architektka wnętrz. Doktorantka w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie zajmuje się recepcją postmodernizmu w polskiej myśli architektonicznej. Pozostałe pola jej zainteresowań badawczych to kwestie związane z regionalistycznymi i tradycjonalistycznymi nurtami w architekturze polskiej XX wieku. Jest autorką monografii architekta Fryderyka Tadaniera oraz szeregu publikacji naukowych i popularnych. Projektuje przestrzenie wystawiennicze.



SPIS TREŚCI


CZYTAJ TAKŻE

Architektura dla społecznej zmiany

Od czterech lat co roku przyjeżdżam do Polski z moimi studentami. Zapraszają nas rozmaite instytucje…


Metro w Warszawie

W trakcie pochodów, które odbywały się w Warszawie na początku lat 50. ubiegłego stulecia, uczestnicy…


Koszmar partycypacji?

W filmie Matrix z 1999 roku jest scena rozmowy hakera Neo z Morfeuszem, uważanym za…



O ile nie zastrzeżono inaczej, materiały ze strony dostępne na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Małopolskiego Instytutu Kultury

polityka prywatności

do góry