13 | 11 | 2015

Nietrafiona nowoczesność?

W pierwszej połowie lat 80. XX wieku w mojej rodzinnej wielkopolskiej wiosce należącej do PGR Manieczki postawiono blok. Stanął na dużym placu oddzielającym były ziemiański dworek (nazywany przez lokalną wspólnotę „pałacem”) i park od zamieszkałych przez chłoporobotników czworaków.

Podobnie działo się w okolicznych wioskach. W krajobraz, którego ludzki element wciąż na ogół odsyłał do starego, przedwojennego świata ziemiaństwa, folwarków i Kościoła, wplótł się element architektonicznej, społecznej, cywilizacyjnej modernizacji. Młode małżeństwa chłoporobotników – z ich dziećmi chodziłem do podstawówki – zyskały wreszcie swój bardziej cywilizowany kawałek podłogi, a czasem nawet pierwszą toaletę w mieszkaniu i łazienkę z prawdziwego zdarzenia, z ciepłą wodą w kranie. To może brzmieć niezwykle, ale drewniana wygódka położona kilkanaście metrów od postfolwarcznych domów nie była tam wówczas niczym zaskakującym. Podobnie nie zaskakiwał eternit prześwitujący na dachach budynków mieszkalnych, ich zmurszały brud – na odnowę zasobu mieszkaniowego pozostającego własnością Państwowego Gospodarstwa Rolnego raczej nie było pieniędzy. Mieszkanie w bloku – to był awans cywilizacyjny, szansa na zerwanie z życiem kątem u rodziców czy nawet na wyrwanie się z co bardziej zatęchłych i ciemnych czworaków, które stanowiły wstydliwe zakamarki świata oficjalnie (u)rządzonego w imieniu „chłopów i robotników”.

Ważne dopowiedzenie: PRL-owska wieś znała już bloki – stawiano je choćby o dekadę lub dwie wcześniej. W moich okolicach jednak były one rozlokowane tylko w miejscowościach o większym znaczeniu, czyli tam, gdzie mieściła się wpływowa lokalna władza, choćby dyrekcja gospodarstwa rolnego. Paradoksem sytuacji było to, że decyzyjne instytucje lokowano właśnie na terenach dużych wsi, których zasobność i infrastrukturę gospodarczą przejmowaną przez PGR-y zbudowano jeszcze w czasach przed-PRL-owskich. W ten sposób de facto na dekady utrwalono i pogłębiono cywilizacyjny podział w obrębie PGR-owskich mikroregionów.

W tle bloki mieszkalne dla pracowników PGR Wojnowo - z lewej pod adresem Wojnowo 12.

W tle bloki mieszkalne dla pracowników PGR Wojnowo – z lewej pod adresem Wojnowo 12.

 

 

Warto bliżej się przyjrzeć cywilizacyjnemu krajobrazowi wsi PGR-owskiej z połowy lat 80. XX wieku. Jej podstawowe elementy to byłe zabudowania folwarczne (wzbogacone o nowocześniejszą infrastrukturę typu silosy) i budynki mieszkalne. Dawne dworki także pełniły funkcje mieszkalne, niekiedy znajdowały się w nich stołówki dla chłoporobotników, świetlice połączone z małymi bibliotekami, przedszkola. W mojej miejscowości aż do początku lat 90. XX wieku dworek pełnił wszystkie te funkcje naraz – była w nim jeszcze kaplica. Nowymi elementami na wsi, oprócz asfaltu i linii energetycznej, były zwykle sklep spożywczo-przemysłowy, szkoła w typie tysiąclatki i niekiedy dołączony do niej dom nauczyciela. W takim „nauczycielskim bliźniaku” sam się wychowałem. W Wielkopolsce częstym elementem cywilizacyjnego krajobrazu była jeszcze popruska sieć kolejowa, czyli solidne dworce z czerwonej cegły, zamykane dopiero w połowie lat 90. wraz z falą transformacyjnej „głębokiej korekty rzeczywistości”.

Wizualnie to wszystko mocno się z sobą kłóciło: nie był to świat, który harmonijnie narastał, w zgodzie ze smakiem, estetyką i potrzebami swoich mieszkańców. Bloki stanowiły typowe dla tamtych czasów przysadziste klocki, ale i tak dominowały nad niską wiejską zabudową, kontrastowały z jej anachronicznym stylem. Ich podstawową zaletą była funkcjonalność i wyższe standardy mieszkaniowe – o ile tylko były dobrze zabezpieczone przed wilgocią, która powodowała rozwój grzyba na ścianach. Był w nich też jakiś rys miejskości (miejskość to przecież nowoczesność), jakby przywędrowały z lepszego świata…

Bardzo szybko obrastały jednak wiejskością. Pewnie dlatego, że w ich okolicy często mieściły się przydomowe kurniki, klatki z królikami, stare chlewiki pamiętające pana i ekonoma, niewielkie ogródki pozostające do dyspozycji chłoporobotników. Ziemia i woda, kompost i zwierzęcy nawóz bardzo łatwo przenikały poza wąską linię blokowej nowoczesności. I na początku lat 90. XX wieku bloki były już brudne – tym bardziej że nie było przecież pieniędzy na ich renowację. A przestrzeń publiczna nie stanowiła wtedy wspólnej, ale bardzo często niczyją.

W tle budynek stołówki zakładowej PGR Wojnowo ze świetlicą na piętrze.

W tle budynek stołówki zakładowej PGR Wojnowo ze świetlicą na piętrze.

 

 

Wraz z blokami na wsi pojawiła się nowa ludność. Na ogół były to spokojne rodziny z małymi dziećmi, chłoporobotnicy i chłoporobotnice, którzy nierzadko pochodzili z tego samego PGR-u, ale z innych miejscowości. Czasem takie mieszkanie w bloku otrzymywał zasłużony i wysłużony chłoporobotnik, który większość życia spędził na ciemnym poddaszu dawnego pańskiego dworku. Nie były to wielkie migracje, nie był to też żywioł „klasowo obcy”, zatem zasiedlenie bloku nie stanowiło wielkiego wyzwania, nie przynosiło dezintegracji społeczności czy narastania obcości i rozwarstwienia, jakie znacznie później pojawiło się z falą minisuburbanizacji także w tamtych okolicach.

Czasem zdarzało się tak, że przyznanie mieszkania w bloku na wsi stanowiło karę i oznaczało degradację społeczną. Pamiętam rodzinę kryminalisty, który jako eksrobotnik, lumpenproletariusz z wyrokami, z dużego miasta został przeniesiony w końcu na wieś. W ramach nakazu pracy z fabryki mężczyzna trafił do PGR-u: najpierw do bloku w mojej miejscowości, a później do tak zwanej wioski zesłańców, gdzie dyrekcja kombinatu rolnego „trzymała” najgorszy element i młodych chłoporobotników, którzy dopiero zaczynali robotę.

Z początkiem lat 90. PGR-owską wieś dotknęła kolejna wielka modernizacja, tym razem związana z terapią szokową. Jej specyfikę dobrze oddaje fragment książki Lata tłuste, lata chude. Spojrzenia na biedę w społecznościach lokalnych pod redakcją Katarzyny Korzeniewskiej i Elżbiety Tarkowskiej. Znajdziemy tam opis wsi Owczary, należącej do rozwiązanego w 1992 roku miejscowego PGR-u. Po przemianach własnościowych tylko 20 spośród 70 chłoporobotników z Owczar znalazło pracę u nowego prywatnego właściciela. Co przyniosła nowa sytuacja? Osoby zatrudnione wcześniej na stałe otrzymały odprawy, które w większości zostały wykorzystane „na wykup własnych mieszkań”: „byli pracownicy mieszkający w blokach PGR-u, w związku z likwidacją kotłowni centralnego ogrzewania, stanęli przed koniecznością zainstalowania w swoich mieszkaniach pieców na węgiel czy drewno, aby zapewnić sobie ogrzewanie i ciepłą wodę. Część mieszkańców przeszła na emeryturę lub rentę. Dla innych podstawowym źródłem utrzymania stały się zasiłki dla bezrobotnych i dodatki «rodzinne»”.

 Fragment jednej z ulic miasta z tablicą reklamowo-propagandową PGR i Spółdzielni Produkcyjnych.

Fragment jednej z ulic miasta z tablicą reklamowo-propagandową PGR i Spółdzielni Produkcyjnych.

 

 

Podobne procesy jako nastolatek obserwowałem w swoich rodzinnych stronach. po-PGR-owska bezrobotna wieś stała się dziwacznym miejscem. Z jednej strony co dnia widać było dzieci, młodzież i dorosłych, którzy pokonywali po kilkanaście kilometrów na rowerach w poszukiwaniu dorywczej pracy u lokalnych gospodarzy. Wszak miasto miało swoich bezrobotnych, lepiej predysponowanych do miejskich prac i nie potrzebowało pozbawionych zatrudnienia i dochodu chłoporobotników.

Z drugiej strony na blokach i budynkach „czworaków” pojawiły się anteny satelitarne. To była specyficzna modernizacja początków transformacji: coraz bardziej zdekapitalizowane bloki obwieszone były antenami satelitarnymi, czyli namiastką komfortu i awansu cywilizacyjnego. Do dziś na niektórych z tych bloków widać kikuty rdzewiejących satelitarnych odbiorników, które na chwilę dały zbędnym ludziom pocieszenie i poczucie pełnoprawnego uczestnictwa w przemianach rzeczywistości. Ta telewizyjna komunikacja z wielkim światem (MTV i kreskówki, kino akcji plus nocne programy erotyczne) była tym bardziej iluzoryczna, że równocześnie poważnie ograniczano kolejowe i autobusowe połączenia komunikacyjne z lokalnymi ośrodkami miejskimi: co także wzmagało procesy prowadzące do strukturalnego bezrobocia. Po-PGR-owski blok, przez nieledwie kilka lat symbol nowoczesności, szans i perspektyw, okazywał się pułapką, miejscem odosobnienia, w którym trzymano zakładników transformacji.

A równocześnie – ponieważ zasób mieszkaniowy dało się tanio wykupić, co stanowiło perwersyjną nieco antycypację AWS-owskiego hasła „rodzina na swoim” – bloki stawały się coraz bardziej pstrokate. Jeden balkon świecił pastelowymi barwami, drugi rdzą balustrady, trzeci wymalowano w smerfy, czwarty ktoś obłożył drewnianymi listwami, na piątym i szóstym blakły brąz i żółć. A reszta fasady wciąż niszczała, bo nie istniały jeszcze żadne wspólnoty mieszkaniowe, nikt nie odkładał na remonty klatek schodowych, drzwi wejściowych i poręczy. Porządek zwykle zaczynał się na wycieraczce, na drzwiach. I dopiero po wejściu do środka było widać, jak się komu naprawdę w tamtym czasie powodzi, czy przetrwał bez większego szwanku upadek kombinatu rolnego, czy na długie dekady dołączył do grona trwałych bezrobotnych, sezonowych pracowników najemnych, ludzi zbierających na akord czereśnie i kapustę i podejmujących dorywcze zajęcia przy pracach leśnych.

Jak jest dziś? Bloki wrosły w krajobraz – jeszcze jeden świadek doli i niedoli pokolenia zbędnych ludzi. Dziś nowoczesność na po-PGR-owskiej wsi to unijne inwestycje i procesy związane z minisuburbanizacją. Bloki stały się częścią historii folwarków i czworaków: jakby zbyt szybko opadła z nich nowoczesność, położona w złym czasie i złym miejscu.


Krzysztof Wołodźko – stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Publicysta „Nowego Obywatela”, członek zespołu „Pressji”, stały współpracownik pisma „KONTAKT”; regularnie pisze też dla miesięcznika „Znak”, „Gazety Polskiej Codziennie”, tygodnika „wSieci”, portali Lewicowo.pl, Plac Wolności, wGospodarce.pl, DEON.pl; publikuje również na łamach „Frondy”, „Christianitas”, rzadziej „Rzeczpospolitej”. Niegdyś współpracował z jezuickim „Życiem Duchowym”, a później postkomunistyczną „Trybuną”.



SPIS TREŚCI


CZYTAJ TAKŻE

Nakierowani na przyszłość

Z Davidem Crowleyem rozmawiają Dorota Leśniak-Rychlak i Michał Wiśniewski.     Michał Wiśniewski: Czy mógłbyś…


Koszmar partycypacji?

W filmie Matrix z 1999 roku jest scena rozmowy hakera Neo z Morfeuszem, uważanym za…


Dom pogrzebowy w Brnie-Židenicach

Dom pogrzebowy w Brnie został zaprojektowany i wzniesiony w późnych latach 70-tych i wczesnych 80-tych.…



O ile nie zastrzeżono inaczej, materiały ze strony dostępne na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Małopolskiego Instytutu Kultury

polityka prywatności

do góry