13 | 11 | 2015

Nakierowani na przyszłość

Z Davidem Crowleyem rozmawiają Dorota Leśniak-Rychlak i Michał Wiśniewski.

 


 

Michał Wiśniewski: Czy mógłbyś spróbować naszkicować schemat zależności pomiędzy władzami politycznymi i architektami w krajach bloku wschodniego?

David Crowley: Ta kwestia mnie bardzo interesuje. Przez wiele lat wschodnioeuropejscy architekci nie chcieli postrzegać siebie jako rodzaju władzy. Woleli myśleć, że państwo znajdowało się gdzieś indziej, że jego miejsce było w resortach rządowych, w Komitecie Centralnym. Jednak w rzeczywistości władza była i jest dystrybuowana na wszystkich poziomach społeczeństwa, choć w różnym stopniu i z różną skutecznością. To właśnie, zdaniem marksisty Louisa Althussera, uczyniło rodzinę „ideologicznym aparatem państwa”. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy tę sprawę przeceniać – jednostki się również liczą. I oczywiście Polska miała takie postaci jak architektka Halina Skibniewska, która była również posłanką i wicemarszałkiem Sejmu. Bez wątpienia sprawowała władzę. Co jednak z lokalnymi oddziałami SARPu, które były zaangażowane w zarządzanie lokalnymi konkursami architektonicznymi? Co ze szkołami architektonicznymi? Uważam, że architekci byli zaangażowani w samym centrum władzy – być może nawet wówczas w większym stopniu niż dzisiaj, ponieważ w skuteczny sposób dostarczali wielu spośród najważniejszych wizji tego, jak przyszłe – lepsze – społeczeństwo ma wyglądać. I w tym znaczeniu architekci działali jako państwo, ponieważ dostarczali architektonicznych planów i wizji tego, co według nich miało być najlepszym sposobem organizacji życia, działali na usługach władzy. Tak było szczególnie w odniesieniu do okresu gwałtownego wzrostu i rozwoju, który miał miejsce w latach 60. Architekci podejmowali również decyzje – wraz z planistami i innymi profesjonalistami – na temat użycia zasobów takich jak przestrzeń. Innymi słowy: całą architektoniczną infrastrukturę przenikała władza.

Dorota Leśniak-Rychlak: To znalazło również wyraz w konkursach, na przykład na zaprojektowanie osiedla przyszłości.

DC: Oczywiście. A to dlatego, że w okresie socjalizmu architekci z bloku wschodniego trzymali się swego rodzaju struktury przekonań, a mianowicie modernizmu. Na długo przed powstaniem PRL byli oni przygotowani do bycia nakierowanymi na przyszłość, do wyobrażania sobie, jak mógłby wyglądać świat za dwadzieścia czy trzydzieści lat. Profesja ta u swoich korzeni postrzega siebie w kategoriach dobroczynnych, przypisuje sobie posiadanie celu polegającego na ulepszaniu świata, urzeczywistnianiu przyszłości. Wizja ta, wyrażana w mocny sposób w połowie stulecia przez postaci takie jak Szymon i Helena Syrkusowie czy Barbara i Stanisław Brukalscy trwała przez cały okres PRL.

Uroczyste obchody 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem pod pomnikiem autorstwa Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza, Grunwald 17 lipca 1960,

Uroczyste obchody 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem pod pomnikiem autorstwa Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza, Grunwald 17 lipca 1960,

 

 

 

MW: Czym było zaangażowanie w projekty takie jak Pomnik Zwycięstwa Grunwaldzkiego – wysoce symboliczny projekt zlecony w celu uprawomocnienia władzy komunistycznej – dla architektów o statusie zbliżonym do Cęckiewicza w innych krajach bloku wschodniego?

DC: Budynki są strukturami, które służą określonym celom. Pozwalają na działania konkretnego rodzaju, a inne jednocześnie ograniczają. Warto jednak pomyśleć o tym, które budynki zachęcają do tworzenia swych reprezentacji. Niektóre budynki cechują się monumentalizmem w takim sensie, że tworzą spektakularne obrazy, które mogą funkcjonować w społeczeństwie jako nośniki znaczeń. Kiedy popatrzycie na zaprojektowaną przez Cęckiewicza ambasadę w Indiach, jasne jest, ze bardzo niewielu Polaków mogło ten gmach zobaczyć, ale sam w sobie jest on uderzającym wizualnym obiektem i poddaje się reprezentacji fotograficznej. Imponujące pudło unoszące się na smukłych podporach, które tworzy rodzaj zadaszenia nad otwartym dziedzińcem, podczas gdy wyeksponowana betonowa rama, głębokie łamacze światła i przedziurawione ściany tworzą żywe, dynamiczne wzory światła i cienia – wszystko to stanowi zaproszenie dla oka i, rzecz jasna, również dla obiektywu. W tej spektakularnej formie budynek na swój sposób legitymizuje Polską Rzeczypospolitą Ludową.

Choć może się to wydawać paradoksem, było wiele tego rodzaju wyjątkowych budynków. Myślę, że ten rodzaj budowli, nazywany przez Andrzeja Basistę „budynkami prestiżowymi”, w latach 60. można znaleźć w całym bloku wschodnim, u szczytu tak zwanej rewolucji naukowotechnicznej. Dynamiczne struktury, takie jak most SNP w śródmieściu Bratysławy, wieże telekomunikacyjne w Czechosłowacji i na Litwie, stanowią dowód tego, że Wschód panował nad nowoczesnością, i w tym sensie były one obiektami ideologicznymi.

MW: Wydaje się, że niemożliwe było, aby architekci znajdowali się na zewnątrz reżimu komunistycznego – znaczną większość projektów stanowiły zlecenia państwa lub instytucji publicznych, nawet wybudowanie kościoła zależało od urzędniczych kaprysów. Nawet jeśli się nie należało do partii, by cokolwiek osiągnąć w zawodzie, trzeba było borykać się z różnymi aparatczykami. Przy okazji: Pomnik Zwycięstwa i szkoły zbudowane dla uczczenia millennium państwa polskiego stanowiły elementy strategii politycznej Gomułki, która miała na celu uzyskanie nacjonalistycznej legitymacji dla rządów komunistycznych. Architektura jest zawsze polityczna – czy to jest aż takie proste?

DC: Innym sposobem postawienia tego pytania może być próba zastanowienia się, czy możliwe jest myślenie o architekturze w kategoriach sprzeciwu? Oczywiście w Europie Wschodniej mamy bardzo wyraźny model ujmowania opozycji, choćby dlatego, że istnieje wspaniała literatura na jej temat, napisana przez takich dysydentów jak Václav Havel, Adam Michnik czy Miklós Haraszti. To prawda, dosyć trudno znaleźć architekturę dysydencką, chociaż przychodzi mi do głowy jeden czy dwa przykłady. Czesław Bielecki ma bardzo mocną opinię opozycjonisty, był w więzieniu, napisał książkę Mały konspirator, która stanowiła poradnik działania w wypadku aresztowania za działalność antypaństwową. Spójrzmy na niektóre z jego działań w sferze architektury – funkcjonujące pod koniec lat 70. nieoficjalne, ale z trudem dające się uznać za opozycyjne, seminarium poświęcone przemyśleniu na nowo urbanistyki i architektury, jego normatywną i dosyć odważną krytykę architektoniczną. Bielecki niewątpliwie był krytyczny, jednak nie mógł opisać tych działań w kategoriach dysydenckich. Kiedy szukamy pomniejszych wyrazów architektonicznej opozycji, możemy je znaleźć wyłącznie w sferze polepszania i kompromisu.

Uroczyste obchody 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem pod pomnikiem autorstwa Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza, Grunwald 17 lipca 1960

Uroczyste obchody 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem pod pomnikiem autorstwa Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza, Grunwald 17 lipca 1960

 

 

 

Myślę, że jedynym momentem, w którym możemy odnaleźć wyrażoną wprost architektoniczną niezgodę, jest okres, który Polacy lubią nazywać karnawałem – miesiące, które nastąpiły po powstaniu Solidarności w latach 1980–1981. Architekci poczuli się ośmieleni do pisania odważnej krytyki w prasie architektonicznej, w drugoobiegowych publikacjach poświęconych oddziaływaniu władzy komunistycznej na krajobraz miejski, o ludziach żyjących w warunkach egzystencjalnego minimum. Na przykład w listopadzie 1980 roku Ogólnopolska Rada Architektów wydała oświadczenie, w którym znajdujemy stwierdzenie, że „katastrofalny stan mieszkalnictwa w Polsce jest wynikiem kryzysu całego społeczeństwa i gospodarki”. Sądzę, że ważne jest, aby zauważyć, że te teksty tyleż obciążają PRLowskich architektów, co komunistyczne władze i stanowią potwierdzenie tego, o czym mówiłem wcześniej, a mianowicie, że władza jest dystrybuowana poprzez profesje. Oświadczenie z 1980 roku jest dosyć niezwykłym momentem w historii środkowoeuropejskiej architektury.

MW: Chciałbym zapytać o Kongres Kultury, który odbył się w grudniu 1981 roku i został przerwany przez wprowadzenie stanu wojennego. Andrzej Wajda był jednym z uczestników i powiedział tam, że to nie robotnik zbudował Pałac Kultury i Nauki. Był to rodzaj zwrotu do intelektualistów i środowiska architektów, próba powiedzenia, że są odpowiedzialni za to, co się stało. Jaka była świadomość środkowoeuropejskich architektów i artystów ich własnego politycznego zaangażowania i politycznej presji, jakiej podlegali?

DC: To mogłoby się zgadzać z moją intuicją odnośnie do tego, że karnawał był momentem zmiany warunków umowy między architektami i państwem. Kilka miesięcy przed Kongresem Kultury, w kwietniu 1981 roku, odbył się w Warszawie kongres Międzynarodowej Unii Architektów. Polscy architekci ogłosili deklarację, w której poddali krytyce swoją profesję. A rozdali ją uczestnikom, rozkładając ją na krzesłach.

Uroczyste obchody 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem pod pomnikiem autorstwa Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza, Grunwald 17 lipca 1960

Uroczyste obchody 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem pod pomnikiem autorstwa Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza, Grunwald 17 lipca 1960

 

 

 

MW: Jakie były strategie wycofania się z systemu? Czy stanowiska akademickie służyły takim celom?

DC: Węgierski dysydent Miklós Haraszti pewnie nazwałby uniwersytet kolejnym przykładem aksamitnego więzienia – przestrzeni, w której można w bezpieczny sposób formułować ograniczoną krytykę, jednak nie ma zbyt dużego oddziaływania. Intelektualiści i zawodowcy skutecznie doszli do porozumienia, że nie będą sprawiać kłopotów władzy, jeśli tylko ta da im środki potrzebne do tego, aby mogli cieszyć się swoim życiem. Nieliczni architekci odmówili – i to właśnie czyni okres 1980–1981 tak interesującym.

Kilka lat temu pojechałem do Bukaresztu, aby porozmawiać z rumuńskimi architektami i urbanistami na temat ich doświadczeń z pracy w schyłkowym okresie rządów Nicolae Ceaușescu. Uświadomiłem sobie, że planiści zajmowali szczególną pozycję względem władzy. Pracując na styku architektury i socjologii, byli wystarczająco dobrze przygotowani do tego, żeby dostrzegać społeczne skutki tego, co się działo. Oczywiście w wypadku Rumunii potężny program modernizacji, który Ceaușescu wprowadził w Bukareszcie, pociągnął za sobą zniszczenie całej dzielnicy i doprowadził do powstania bardzo nieadekwatnych domów zastępczych, a w konsekwencji do wytworzenia naprawdę strasznych warunków do życia. Mariana Celac, urbanistka, mówiła publicznie francuskim dziennikarzom o konsekwencjach tego, co się dzieje w Bukareszcie, i kiedy doniesiono o jej słowach w kraju, zmuszono ją do emigracji wewnętrznej aż do upadku reżimu w 1989 roku.

DLR: Chciałabym powrócić na chwilę do Pomnika Zwycięstwa Grunwaldzkiego. Stanowi on prezentację ideologii panslawistycznej. Witold Cęckiewicz nie podjął w naszych rozmowach wątku znaczenia tej tematyki. Powiedział, że wraz z Jerzym Bandurą wypracowali pomysł użycia Światowida jako formy pomnika. Kiedy jednak oglądamy na kronikach filmowych ceremonię otwarcia pomnika, widać dość wyraźnie, że był to rodzaj nowej religii. Sześćdziesiąt cztery samoloty tworzące w powietrzu narodowe symbole, myśliwce nad polem bitwy grunwaldzkiej i inne elementy nowoczesności połączone z motywami z przeszłości, jak choćby rycerz z pomnika. Jaki był cel ideologii panslawistycznej, jakie są korzenie tego ruchu?

DC: Znakomity historyk Marcin Zaremba pisał dosyć dużo na temat sposobu, w jaki patriotyzm zaczęto traktować jako rodzaj modernizacji Polski. Wydaje mi się, że jest to bardzo trafna analiza. Władza w Polsce starała się stworzyć równowagę pomiędzy afektywnymi jakościami patriotyzmu – bardzo dobrze rozumiała motywującą siłę patriotyzmu w polskiej historii i jednocześnie potrzebowała pokazać się jako prawdziwa siła modernizująca. Pomnik Grunwaldzki, podobnie jak warszawskie Nowe Miasto ze współczesnymi stylowymi dekoracjami czy zaprojektowany przez Gustawa Zemłę Pomnik Powstańców Śląskich w Katowicach – wszystko to było próbą wytworzenia równowagi pomiędzy tymi dwoma elementami. Wznoszące się maszty flag są niczym piorunochrony przewodzące potężną emocjonalną energię polskiego patriotyzmu.

MW: Czy uważasz, że polski powojenny modernizm można postrzegać w kategoriach reakcji – a przynajmniej takie projekty jak Grunwald?

DC: To możliwe, choć sam zachowuję ostrożność względem takich określeń jak reakcyjny modernizm. Został on ukuty przez Jeffreya Herfa na potrzeby opisu sposobów, na jakie przeprowadzano modernizację Niemiec w okresie III Rzeszy, w cieniu nazistowskiej retoryki „Blut und Boden”. Czy warszawskie Nowe Miasto jest tak złe? I co zasłaniają wesołe sgraffita pokrywające fasady tamtejszych domów i sklepów? Zatem być może warto być precyzyjnym w kwestii gry określonych interesów.


Publikujemy przedpremierowo fragment wywiadu z Davidem Crowleyem, który zostanie zamieszczony w książce Witold Cęckiewicz, t. 2. Publikacja ukaże się w 2015 roku nakładem fundacji Instytut Architektury. Obszerniejsze fragmenty rozmowy drukujemy także w kwartalniku „Autoportret” Mity modernizmu, 3/2015.


David Crowley – kierownik Department of Critical Writing in Art and Design w Royal College of Art w Londynie. Jest krytykiem designu oraz kuratorem wystaw (między innymi Cold War Modern w Victoria and Albert Museum, 2008–2009 oraz Dźwięki elektrycznego ciała. Eksperymenty w sztuce i muzyce w Europie Środkowej 1957–1984 w Muzeum Sztuki w Łodzi, 2012, oraz galerii Calvert 22 w Londynie, 2013). Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół krytycznych i spekulatywnych praktyk projektowych, historii projektowania graficznego i komunikacji wizualnej. Specjalizuje się w sztuce i architekturze państw Europy Wschodniej
w okresie komunizmu.

Michał Wiśniewski – historyk sztuki i architekt, interesuje się związkami architektury modernistycznej i polityki w kontekście Europy Środkowej. Wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i pracownik Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie. Stypendysta Fulbrighta. Autor wielu opracowań i artykułów, a także dwóch monografii czołowych polskich architektów okresu międzywojennego: Ludwika Wojtyczki (2003) oraz Adolfa Szyszko‑Bohusza (2013). Główny kurator wystawy Reakcja na modernizm. Architektura Adolfa Szyszko‑Bohusza (Muzeum Narodowe w Krakowie, 2013/2014) i współautor wystaw: Za‑mieszkanie 2012. Miasto ogrodów, miasto ogrodzeń (Muzeum Narodowe w Krakowie, 2012/2013), Impossible Objects (Pawilon Polski na 14. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji, 2014), Monument Architektura Adolfa Szyszko‑Bohusza (Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, 2014). Członek zarządu fundacji Instytut Architektury.

Dorota Leśniak-Rychlak – redaktorka naczelna kwartalnika „Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni”, kuratorka wystaw architektonicznych m.in.: Za‑mieszkanie 2012. Miasto ogrodów, miasto ogrodzeń, Impossible Objects (Pawilon Polski na 14. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji), Monument. Architektura Adolfa Szyszko‑Bohusza. Współzałożycielka fundacji Instytut Architektury. Inicjatorka polskich wydań książek architektonicznych: Petera Zumthora Myślenie architekturą, Kraków: Karakter, 2009 oraz Juhaniego Pallasmy Oczy skóry, Kraków: Instytut Architektury, 2012.



SPIS TREŚCI


CZYTAJ TAKŻE

Dom pogrzebowy w Brnie-Židenicach

Dom pogrzebowy w Brnie został zaprojektowany i wzniesiony w późnych latach 70-tych i wczesnych 80-tych.…


Moderna – modernizm – socmodernizm: burzyć czy chronić?

Od początku XX wieku rodzący się i rozpychający na lewo i prawo modernizm oraz awangarda…


Nietrafiona nowoczesność?

W pierwszej połowie lat 80. XX wieku w mojej rodzinnej wielkopolskiej wiosce należącej do PGR…



O ile nie zastrzeżono inaczej, materiały ze strony dostępne na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Małopolskiego Instytutu Kultury

polityka prywatności

do góry