13 | 11 | 2015

Metro w Warszawie

W trakcie pochodów, które odbywały się w Warszawie na początku lat 50. ubiegłego stulecia, uczestnicy nieśli transparenty przedstawiające metro, które najwyraźniej miało powstać w stolicy Polski. W planie sześcioletnim odbudowy Warszawy widać krewniaka monumentalnego moskiewskiego metra, projekt podobny do tych, które w tym samym czasie budowano w Moskwie i Kijowie. Były to podziemne „pałace ludu” wyłożone rzadkimi gatunkami marmuru, ze specjalnie zaprojektowanymi bogato zdobionymi żyrandolami i propagandowymi mozaikami, rzeźbami i muralami opowiadającymi historię bohaterskich dokonań działaczy ruchu robotniczego. Przedsięwzięcie zostało odwołane po roku 1956 jako typowy stalinowski projekt wyrastający z próżności, a jeśli wziąć pod uwagę fakt, że metro otwarto do użytku niemal czterdzieści lat później i powstało ono na podstawie zupełnie innego projektu kilka lat po roku 1989, ktoś mógłby nawet pomyśleć, że nie miało ono nic wspólnego z komunizmem i stanowiło wytwór Warszawy lat 90. – pewnego siebie, nowego, błyszczącego i kapitalistycznego miasta. Jest to dosyć powolne tempo realizacji, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że druga linia metra, zaplanowana już w latach 50., została otwarta dopiero w tym roku i według projektów powszechnie krytykowanych jako tandetne i zbytnio przypominające centra handlowe – ale rzeczy przecież rzadko kiedy odbywają się zgodnie z planem.


Metro w Dniepropietrowsku

fot.: Owen Hatherley

W rzeczywistości warszawskie metro jest jednym z dwóch podziemnych systemów komunikacji zaplanowanych i zaprojektowanych przy znaczącym udziale radzieckich inżynierów na początku lat 80. i oddanych do użytku w roku 1995. Drugi taki projekt znajduje się w Dniepropietrowsku, trzecim co do wielkości mieście Ukrainy. Wznowienie prac nad warszawskim metrem ogłoszono w styczniu 1982 roku, dosłownie kilka tygodni po dokonanym przez generała Wojciecha Jaruzelskiego przewrocie wymierzonym w ruch „Solidarności”. Nie był to przypadek – plan budowy metra był elementem radzieckiego pakietu pomocowego, którego celem było zachowanie Polski w ramach strefy wpływów ZSRR. Coś podobnego wydarzyło się po stłumieniu praskiej wiosny w roku 1968, kiedy to stolica ówczesnej Czechosłowacji otrzymała w zamian ekstrawaganckie, futurystyczne metro. Chociaż znaczna część użytych w Warszawie technologii pochodziła ze Związku Radzieckiego, podobnie zresztą jak wielu inżynierów (a jedna trzecia używanych dziś składów została wyprodukowana w Petersburgu), projektanci metra, kierowani przez Jasną Strzałkowską-Ryszkę, zaczerpnęli pomysły z rozwiązań zastosowanych w Sztokholmie (ciężki tłuczony kamień przy wejściach), Wiedniu (proste, jasne znaki i meble) i Charkowie (duże, szerokie hole stworzone dla kolejki podziemnej drugiego miasta Ukrainy w latach 70.). Widać to wyraźnie na stacjach otwartych w roku 1995. Imponujące proporcje stacji Wilanowska, Pole Mokotowskie i Wierzbno czy też abstrakcyjne mozaiki z Ursynowa i Służewa zostały zaczerpnięte wprost z radzieckiego wzorca, w wypadku którego metro zostało potraktowane jako totalne dzieło sztuki i inżynierii, a nie jako zwyczajny element miejskiej infrastruktury transportowej.

Porównanie z Dniepropietrowskiem ujawnia to, co Warszawa utraciła ze względu na „dekomunizację” architektury jej metra. Sześć otwartych tam w roku 1995 stacji miało być, podobnie jak w Warszawie, częścią większego systemu, ale tempo realizacji było jeszcze bardziej ospałe niż w stolicy Polski. Dopiero w tym roku rozpoczęły się poważne prace nad dalszą rozbudową. Obie sieci były projektowane inaczej niż paryskie czy londyńskie metro, w wypadku których priorytet przyznano dojeżdżającym do pracy przedstawicielom klasy średniej oraz turystom. Warszawskie i dniepropietrowskie kolejki zostały zaplanowane tak, aby w pierwszej kolejności przewozić robotników między ich osiedlami a fabrykami, a później do miejsc rekreacji. W wyniku tego żaden z systemów nie dotarł początkowo do centrum miasta, a w wypadku Dniepropietrowska nadal jeszcze do tego nie doszło. Różne trajektorie rozwoju Polski i Ukrainy po roku 1991 mogą być podsumowane przez tę właśnie różnicę. Zasadza się ona zarówno na fakcie, że metro w ukraińskim mieście – będącym odpowiednikiem, powiedzmy, Katowic – w ogóle zostało zbudowane, ale również w tym, że zaraz po jego ukończeniu całkowicie przestano je rozwijać. Wydawałoby się, że nie ma czego zazdrościć, ale odkrywanie architektury dniepropietrowskiego metra udowadnia, że jest inaczej.


Metro w Warszawie

fot.: Owen Hatherley

Nie sprawi ona, by tak rzec, że opadnie komuś szczęka. Do stacji zjeżdża się głęboko po ruchomych schodach ozdobionych funeralnymi kloszami w stylu moskiewskiego metra. Hole są wyłożone marmurami różnego rodzaju, stropy wykonano z betonowych kasetonów, zaś oznaczenia, które wskazują na Pałac Kultury im. Lenina czy ulicę Dzierżyńskiego, są szykowne i proste. Podziemne sale przypominają raczej poczekalnie w międzygalaktycznym kosmodromie aniżeli miejsca, w których codziennie oczekuje się na mozolną podróż do miejsca pracy. Dwie stacje, Komunariwska i Wokzalna, z ozdobnymi lampami i głębokim, czerwonym marmurem użytym w pierwszej z nich oraz ukrytym, dającym jaskiniowy efekt oświetleniem w drugiej, stanowią warianty typu radzieckiego. Pozostałe stacje są standardowymi realizacjami, a ich hole są największymi spośród wszystkich widzianych przeze mnie systemów metra na całym świecie. Lampy z kloszami w kształcie metalowych bąbli oświetlają sufity wyłożone zakrzywionymi plastikowymi panelami w kolorach bardzo nietypowych dla lat 90. – ostrych, metalicznych czerwieniach, błękitach i żółciach. Przywodzi to na myśl raczej epokę Sputnika aniżeli klęski stacji kosmicznej Mir, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że to w Dniepropietrowsku powstawały rakiety kosmiczne. W wyniku zastosowania takich rozwiązań powstały konstrukcje plasujące się gdzieś pomiędzy katedrami a psychodelicznymi laboratoriami. Jeśli jednak przyjrzymy się im z bliska, okaże się, że należą do tej samej rodziny co bardziej prozaiczne stacje warszawskiego metra – hole mają ten sam kształt co stacje Wierzbno czy Racławicka, a po torach jeżdżą dokładnie te same pociągi. Wrażenie wywoływane przez ukraińskie metro dzieli jednak od warszawskiego miliony lat. Sygnały towarzyszące komunikatom wydają się zagrane na analogowym syntezatorze, zupełnie jakby muzycy z zespołu Kraftwerk postanowili dorobić na boku, komponując melodyjki dla transportu publicznego. Pociągi odjeżdżają zaś co piętnaście minut.


Tłumaczenie z angielskiego: Michał Choptiany


Owen Hatherley – jest brytyjskim pisarzem i dziennikarzem, mieszkającym w Londynie. Publikuje teksty głównie na temat architektury, polityki i kultury. Autor książek: Militant Modernism  (Zero Books, 2009),  A Guide to the New Ruins of Great Britain (Verso, 2010), Landscapes of Communism: A History Through Buildings (Allen Lane,2015). Współpracuje z  Dezeen, Building DesignThe GuardianIcon, the London Review of BooksNew Humanist, the New StatesmanSocialist Review and Socialist Worker. Prowadzi trzy blogi Sit down man, you’re a bloody tragedyThe Measures Taken oraz Kino Fist.



SPIS TREŚCI


CZYTAJ TAKŻE

Zakleszczona rewitalizacja

Pojęcie „rewitalizacja” zdążyło się zdewaluować, zanim jego sens został uzgodniony. Po niemal dwudziestu latach dyskusji…


Tam było robione coś, tylko nic się nie uchowało

O specyfice procesów rewitalizacyjnych na Pradze Północ. Jeszcze do niedawna, dyskutując o rewitalizacji i działaniach…


Działka przymierza

Ogródki działkowe w polskich miastach – dla niektórych zbędny relikt Polski Ludowej, struktura anachroniczna pod…


ZAPRASZAMY NA WYSTAWĘ „WRESZCIE WE WŁASNYM DOMU”. DOM POLSKI W TRANSFORMACJI

Nowy numer „Autoportretu” poświęcony transformacji powstawał równolegle z wystawą „Wreszcie we własnym domu”. Dom polski w…

socmodernizm dzisiaj [2]

Moda na modernizm to zjawisko równie ciekawe, jak sama architektura tego czasu. Z jednej strony…

Odwaga burzenia, odwaga budowania

Coraz powszechniejsza moda na architekturę modernistyczną skłania do zastanowienia się nie tylko nad materialnym dziedzictwem…

Z frontu walki o modernizm | ANKIETA REDAKCYJNA

Moda na modernizm, szczególnie ten powojenny, nie wzięła się w Polsce znikąd. Jej początków szukać…

Socmodernistyczna gentryfikacja?

Czy spotkam ludzi, którzy mimo powszechnych wyobrażeń i stereotypów krążących na temat Nowej Huty świadomie…

Działka przymierza

Ogródki działkowe w polskich miastach – dla niektórych zbędny relikt Polski Ludowej, struktura anachroniczna pod…

Ambasada Polski w New Delhi

Ambasada Polski w New Delhi jest jedną z najciekawszych modernistycznych realizacji, jakie przeprowadzili krakowscy architekci,…

Dom pogrzebowy w Brnie-Židenicach

Dom pogrzebowy w Brnie został zaprojektowany i wzniesiony w późnych latach 70-tych i wczesnych 80-tych.…

Socmodernizm nie istnieje | POLEMIKA

Publikujemy polemikę z tekstem wstępnym do numeru 2/2015 Magazynu Autoportret ("Socmodernizm"), nadesłaną przez Marcina Semeniuka,…

socmodernizm

Moda na powojenny modernizm trwa w Polsce już od kilku lat. Wydawane są popularne publikacje,…

Nakierowani na przyszłość

Z Davidem Crowleyem rozmawiają Dorota Leśniak-Rychlak i Michał Wiśniewski.     Michał Wiśniewski: Czy mógłbyś…

Moderna – modernizm – socmodernizm: burzyć czy chronić?

Od początku XX wieku rodzący się i rozpychający na lewo i prawo modernizm oraz awangarda…

Metro w Warszawie

W trakcie pochodów, które odbywały się w Warszawie na początku lat 50. ubiegłego stulecia, uczestnicy…

Nietrafiona nowoczesność?

W pierwszej połowie lat 80. XX wieku w mojej rodzinnej wielkopolskiej wiosce należącej do PGR…

Zapis socjologiczny – domy, krajobrazy i uroczystości

Budownictwo wiejskie w dyskusji o powojennym dziedzictwie architektonicznym zdaje się nie istnieć. Kojarzący się z…

Świątynie karnawału

Architektura sakralna w PRL   Przeprowadźmy eksperyment. Wyjdź z domu i skieruj się ku głównej…

rewitalizacja

W połowie listopada wejdzie w życie ustawa o rewitalizacji przygotowana przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju.…

Zakleszczona rewitalizacja

Pojęcie „rewitalizacja” zdążyło się zdewaluować, zanim jego sens został uzgodniony. Po niemal dwudziestu latach dyskusji…

Ustawa o rewitalizacji – komentarz

Rewitalizacja przedstawiana jest często, czasem na wyrost zresztą, jako jeden z podstawowych warunków zrównoważonego rozwoju…

Architektura dla społecznej zmiany

Od czterech lat co roku przyjeżdżam do Polski z moimi studentami. Zapraszają nas rozmaite instytucje…

Zostaliśmy w blokach

Małgorzata Spasiewicz-Bulas: Półtora roku temu zakończył się pierwszy w Krakowie, pilotażowy, partycypacyjny projekt dotyczący rehabilitacji…

Tam było robione coś, tylko nic się nie uchowało

O specyfice procesów rewitalizacyjnych na Pradze Północ. Jeszcze do niedawna, dyskutując o rewitalizacji i działaniach…

Architekt/architektka w procesach rewitalizacji

Architekt jest tym aktorem procesu rewitalizacji, który odpowiada za aspekt przestrzenny, począwszy od urbanistyki po…

Koszmar partycypacji?

W filmie Matrix z 1999 roku jest scena rozmowy hakera Neo z Morfeuszem, uważanym za…


O ile nie zastrzeżono inaczej, materiały ze strony dostępne na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Małopolskiego Instytutu Kultury

polityka prywatności

do góry