Mity modernizmu

3 [50] 2015

27 | 06 | 2016

Wstępniak

Le Corbusier machający do nas zza kierownicy Partenonu, rzeźnia i taśma montażowa jako przejawy modernizującej Amerykę mechanizacji oraz komiksowy obraz wielkiego bum! przy wysadzeniu w powietrze modernistycznego osiedla Pruitt-Igoe. Pięćdziesiąty jubileuszowy numer „Autoportretu” zatytułowaliśmy Mity modernizmu. Chcemy w nim pokazać obrazy i teksty, które już od wieku nawiedzają naszą wyobraźnię, zagnieździły się i żyją w języku, i ciągle – niezależnie od diagnoz o śmierci czy agonii modernizmu – mają coś do powiedzenia na temat naszej po-, post-, hiper-, jakiejkolwiek – nowoczesności. Forma podąża za funkcją, ornament to zbrodnia, mniej znaczy więcej, maszyna do mieszkania, szczerość materiału, architektura albo rewolucja czy też wspaniała gra brył w świetle. Przy tym nasz obraz modernizmu bywa płytki, żeby nie powiedzieć: operacyjny; angażujemy to pojęcie w rożnego rodzaju ideologiczne walki. To ostatnie świadczy oczywiście o jego żywotności.

Modernizm w architekturze przeżywa wspołcześnie renesans, ale jest to zainteresowanie głownie uwodzącą estetyką. W kontekście wspołczesnych realizacji architektonicznych zastosowanie modernistycznego języka form staje się często cyniczną strategią marketingową oraz podyktowanym ekonomią pragmatycznym wyborem (jak zauważa w tym numerze Reinier de Graaf z OMA). W kontekście dyktowanego modą zachwytu nad modernistyczną formą stawiamy sobie tutaj za cel pogłębienie refleksji na temat idei i historyczności modernizmu, a także świadomości wymogow czasu, w jakim te ikoniczne budynki i teksty powstawały. Choć nie przemawia już do nas paradygmat wzrostu i postępu, nie prowadzą nas w świetlaną przyszłość idealistyczni pionierzy, a po historii XX wieku i wobec wspołczesnych groźnych pomrukow trudno wierzyć w nowego człowieka, to jednak relacja z nowoczesnością nie przestaje głęboko naznaczać wspołczesności.

Chcemy modernizm lepiej zrozumieć, osadzić w duchu i czasie epoki; pomimo deklarowanych zerwań, pokazać ciągłości, narysować kontekst i ideologiczne zaangażowanie wpływowych krytykow. Zaglądnąć za gładkie białe fasady i w pasmowe okna oraz przeniknąć uwodzącą grę proporcji architektonicznego stylu po to, by dojrzeć niekonsekwencje, manipulacje i błędy – strukturalne, logiczne, perswazyjne. To wszystko nie zmienia jednak fascynacji nowoczesnym – niedokończonym – projektem. A rozczytanie błędow, dekonstrukcja mitow, daje modernizmowi w naszej wspołczesności możliwość poddania go kolejnym interpretacjom.

Wszystkie te pytania zadajemy w konkretnym czasie, w chwili gdy architektura przeżywa kryzys, a wszelka wartość w przestrzeni podlega spieniężeniu. Mieszkanie stało się przedmiotem spekulacji, a nie prawem człowieka. Powrót do optymizmu projektów międzywojennych nie jest już z pewnością możliwy, ale zmiana współczesnego paradygmatu – konieczna.