Człowiek w sieci

1 [52] 2016

18 | 07 | 2016

Współczesny proces życiowy o wysokiej wydajności (II)

Etyka Zaha Hadid Architects

 

Dotychczasowe prace ZHA były wykonywane niemal wyłącznie na zamówienie najbardziej ekskluzywnych klientów i prestiżowych programów. W najbogatszych krajach europejskich były to projekty muzeów, skoczni narciarskich i reprezentacyjnych siedzib korporacji, takich jak siedziba BMW w Lipsku, różne budynki dla firmy Vitra i kilka innych biurowców, drapacz chmur w Marsylii czy niska zabudowa biurowa w Moskwie. W każdym z tych przypadków Hadid występowała jako architekt na usługach promocji – projektant, którego należy wynająć, jeśli chce się nadać znaczenie miastu, „umieścić je na mapie”. Niezależnie od realizacji europejskich, projekty Hadid zyskały popularność również w krajach, które chcą być postrzegane jako nowoczesne i światowe, kształtując swój wizerunek za pomocą spektakularnej architektury, chociaż daleko im do doskonałości, jeśli chodzi o przestrzeganie praw człowieka (pamiętajmy jednak, że, jak już wcześniej wspomniano, dotyczy to nie tylko Zahy Hadid). Azerbejdżan, Abu Zabi, Dubaj, Singapur – wszystkie te kraje mogą się pochwalić ważnymi, dużymi realizacjami autorstwa ZHA, poprzez które kreują własne krajobrazy – jak to mówi Schumacher – na podobieństwo spiętrzonych fal i formacji geologicznych – choć funkcję mają już zazwyczaj mniej imponującą – to biura, luksusowe apartamenty czy hale wystawowe. Hadid wyraziła kiedyś swoje niezadowolenie z tego powodu, dyskomfort płynący stąd, że inwestorzy wynajmują ją do projektowania „flagowych” budynków, rozmyślnie spektakularnych, projektowanych samych dla siebie, w izolacji. Kiedyś powiedziała Jonathanowi Glanceyowi: „Tak naprawdę chciałabym budować szkoły, szpitale, budownictwo socjalne. Oczywiście uważam, że pełna polotu architektura także może służyć ludziom, zmieniać ich życie, ale bardzo chciałabym mieć możliwość przekierowania części tych wysiłków, które wkładamy w ambitne projekty muzeów czy galerii, na bardziej podstawowe elementy architektoniczne, które budują nasze społeczeństwo”10. (Warto też zwrócić uwagę na klarowność tej wypowiedzi w porównaniu z typowymi enuncjacjami Schumachera). Hadid często chwaliła wielkie powojenne projekty budowlane, od berlińskiego Alexanderplatz po londyński South Bank oraz ich architektów, od Jamesa Stirlinga do Rodneya Gordona – i co godne podziwu, bez jakiegokolwiek uwsteczniającego biadolenia. Czytając przytoczoną wypowiedź, można by wręcz odnieść wrażenie, że odczuwa pewną nostalgię wobec tej epoki, w której architekci cieszyli się, choć krótko, wysoką pozycją w Wielkiej Brytanii, zanim nadeszła fala antymodernizmu w latach 70. i 80.

A jednak niedawno Hadid stworzyła pewne „podstawowe elementy architektoniczne”, niewielkie w skali projekty – jeden całkiem nieszkodliwy w Fife, a drugi nieco bardziej kontrowersyjny, w Brixton. Pamiętajmy jednak, że takich „ambitnych projektów muzeów czy galerii” – jak laureat Stirling Prize, MAXXI w Rzymie – dziś, w obecnym klimacie oczekuje się od architektów, zwłaszcza tych niepokornie widowiskowych, wnoszących dysonans; nazwijmy ich nawet awangardowymi. Architektoniczne ikony, gigantyczne trójwymiarowe reklamy, zwykle są zaprojektowane po to, by „zakotwiczyć” poprzemysłowe tereny i przyciągnąć do nich turystów – zaś już dalsze, funkcjonalne budynki zaprojektują korporacyjni czeladnicy. Trudno powiedzieć, jak to wszystko wpasowuje się w konceptualny paradygmat wzniesiony przez partnera w biurze Hadid. W wywiadzie z 2008 roku Jonathan Meades starał się przycisnąć Hadid, aby wytłumaczyła się z języka używanego przez jej firmę, który nazwał „pseudonaukowymi frazesami – tekstem odnoszącym się tylko do siebie, nieeleganckim, zaciemniającym sens i przez to wykluczającym: zarazem starającym się wynieść architekturę na piedestał, i robiącym sobie z niej kpiny”. Ciekawy jest sposób, w jaki Hadid się broni przed tymi zarzutami: „twierdzi, że sama mało co czyta, nie licząc czasopism, dlatego chropawość tej prozy jej nie przeszkadza. Zauważa, że tak właśnie brzmi dziś lingua franca interkontynentalnej architektury. Coś w rodzaju kaleczonego esperanto, upowszechnianego w uczelniach architektonicznych na całym świecie – tak się składa, że większość z tych szkół posługuje się terminologią anglojęzyczną, choć uczniowie i nauczyciele pochodzą z przeróżnych krajów – a także w największych firmach architektonicznych świata, które są międzynarodowe i wielojęzyczne […]. Przepaść pomiędzy niezręcznym, nieprecyzyjnym żargonem [którym posługuje się Hadid] a precyzją i wirtuozerią jej projektów jest niezmierzona”. I tak, zasadniczo, tego rodzaju składnia stanowi prawdziwe ucieleśnienie tej samej postfordystycznej globalizacji, której dekoratorem ma ambicję zostać Schumacher. Meades dalej argumentuje, że zaciemnianie znaczenia może być rozmyślne. „Podejrzewam Zahę o ten pradawny strach: że jeśli inni odkryją jej procesy, jej sposoby pracy, to tym samym narażą je na szwank [ale] kiedy Zaha mówi o rzeczach innych niż architektura, to posługuje się wytwornym językiem, jej gramatyka jest nienaganna, nawet używa przedimków określonych i nieokreślonych”11.

Szczególnie jest to widoczne w przypadku przychodni onkologicznej Maggie’s Cancer Centre w Kirkcaldy. Stanowi ona niewielki aneks olbrzymiego nowego szpitala zaprojektowanego przez BDP i częściowo zastępującego pochodzący z lat 60. budynek na obrzeżach biednego, niegdyś przemysłowego miasta. Nowy szpital, choć publiczny, wybudowano przy zaangażowaniu funduszy prywatnych. Charakteryzuje go marna jakość architektury, zamaszystość, tanie materiały i wykonanie, falista geometria kryjąca ogrom masy budynku. W odizolowanym miejscu na tyłach tej struktury znajduje się budynek zaprojektowany przez Hadid, niewielki, jakby przyczajony i uderzająco złowieszczy, przypominający mały, czarny sztylet. Ma on przedziwny status – został sfinansowany nie przez publiczną służbę zdrowia, lecz przez organizację charytatywną; wzniesiony obok szpitala, ale organizacyjnie całkowicie odeń odrębny; w odróżnieniu od (i w reakcji na) „przymilną” architekturę szpitala totalnie agresywny. Można się też zastanawiać, na ile tego rodzaju budynek odpowiedni jest do przyjmowania najprawdopodobniej i tak już przerażonych pacjentów onkologicznych; wydaje się, że wojna stylistyczna z trzeciorzędnym korporacyjnym modernizmem nowego szpitala jest tu bardziej istotna niż rzeczywista funkcja stworzenia przyjaznego i uspokajającego otoczenia dla pacjentów chorych na raka. Jeden element pokazuje, że projektant choć trochę przejął się tą funkcją – główne okna budynku wychodzą na ogród – ale równie dobrze może to wynikać z chęci odcięcia się od szpitala, który z pozostałych stron go otacza.

W kategoriach społecznych, tego rodzaju budynki zasadniczo funkcjonują jako wyjątki od reguły – bynajmniej nie są „podstawowymi elementami architektonicznymi, które budują nasze społeczeństwo”; to raczej bombki choinkowe, błyskotki, dekoracyjne dodatki do w coraz większym stopniu sprywatyzowanych ruin państwa opiekuńczego. Ich rola polega raczej na zachęcaniu do „aspirowania wyżej” – przypominania, że niektórzy ludzie i niektóre budynki mogą dążyć do „czegoś więcej” – wcale nie agitują za podniesieniem ogólnych standardów. Jednak to wszystko jeszcze niedostatecznie wyjaśnia, dlaczego zarówno formy tworzone przez ZHA, jak i słowotok Schumachera są aż tak atrakcyjne dla biznesmenów, oligarchów i szejków, którzy ich zatrudniają. Architekt Patrick Lynch, w swoim odczycie w Architecture Foundation w Londynie – jednym z wielu miejsc, gdzie mógł się pojawić niezrealizowany jednak projekt Hadid – zaproponował jeszcze inne możliwe wyjaśnienie. Dyrektorzy firm lubią Zahę, ponieważ widzą w niej podobieństwo do siebie samych – zaś wygórowana ambicja jej budynków pasuje im idealnie. Jak również jej krnąbrna postawa pt. „pierdol się”, retoryka transformacji i aspiracji, wrażenie, że coś nieubłaganie i bezwzględnie zgniata wszystkich konkurentów na miazgę.

Budynek portowy w Antwerpii, realizowany od 2009 roku, proj. Zaha Hadid Architects Fot. Fréderic Louis www.fredericlouis.be

 

 

 

TŁUMACZENIE Z ANGIELSKIEGO: DOROTA WĄSIK

[10.] Cyt. za http://www.guardian.co.uk/artanddesign/2006/oct/09/architecture.communities (dostęp: 16 marca 2016).
[11.] J. Meades, Z ,„Intelligent Life” 2008, Vol. 1, Issue 4.

Tekst jest zmodyfikowaną i uzupełnioną dla „Autoportretu” wersją artykułu: Zaha Hadid Architects and the Neoliberal Avant-Garde opublikowanego na łamach magazynu „Mute” Vol. 3, No. 1 26 października 2010 roku.