Człowiek w sieci

1 [52] 2016

18 | 07 | 2016

Współczesny proces życiowy o wysokiej wydajności (II)

Etyka Zaha Hadid Architects

 

Bardziej kontrowersyjne jest to, że Schumacher utrzymuje jakoby parametryzm nie jest tylko i wyłącznie stylem elitarnym. „Nie da się go zlekceważyć, sprowadzając do ekscentrycznych projektów wizerunkowych, które pasują jedynie do snobistycznych kulturowych ikon. Parametryzm jest w stanie dostarczyć wszystkich składników potrzebnych do realizowania współczesnego procesu życiowego o wysokiej wydajności. Każda chwila współczesnego życia została niepowtarzalnie zindywidualizowana w ramach ciągłej, uporządkowanej struktury”. Począwszy od Tatlina czy trójwymiarowych kompozycji Malewicza, poprzez Międzynarodówkę Komunistyczną, aż po kuszącą perspektywę „współczesnego procesu życiowego o wysokiej wydajności” – dokładnie widać, czym nowa awangarda różni się od starej. W dziś już bardzo obszernych deklaracjach Schumachera na temat nowego stylu na próżno by szukać jakichkolwiek odniesień do polityki, ale czasem można znaleźć drobne wzmianki dotyczące świata istniejącego na zewnątrz biura architektonicznego ZHA. „Parametryzm dąży do zorganizowania i wyartykułowania coraz większej różnorodności i złożoności instytucji społecznych i procesów życiowych wewnątrz najwyżej rozwiniętego ośrodka w postfordystycznym społeczeństwie sieciowym”. Autor przyznaje zatem, że istnieje społeczeństwo sieciowe i że jest ono „postfordystyczne” (choć, jak zaświadczyć może każdy pracownik call centre, sieci i rygorystyczna, fordystyczna dyscyplina produkcji wcale nie wykluczają się nawzajem). Schumachera interesuje tylko wyeksponowanie tego społeczeństwa, ucieleśnienie go, nic ponadto. Na swój sposób przyznaje się do tego. „Unikanie parametrycznych tabu i przestrzeganie dogmatów sprawia, że możemy nadać złożony porządek złożonym instytucjom społecznym”. Odzwierciedla to wewnętrzne procesy parametryzmu. Jest on niemą awangardą, awangardą bezkrytyczną. Do pewnego stopnia jest to ulga – nie musimy obserwować żenujących spektakli, jakie fundują nam na przykład Rem Koolhaas i jego Office for Metropolitan Architecture, usiłując nam przetłumaczyć, że projektowanie przez nich biur dla Rothschildów czy dla państwowej telewizji chińskiej jest w jakiś sposób „krytyczne”.

Schumachera łatwo jest zlekceważyć, wzgardzić potokiem jego pokręconej wielomówności, odrzucić jako nieprzystępnego i nazbyt teutońskiego – takie postawy przyjmują czytelnicy AJ („O co chodzi tym Niemcom, czemu wciąż próbują wywołać jakąś wojnę?” albo „Weź, gościu, wyluzuj”). Ale żeby zrozumieć, co czyni parametryzm symptomatycznym dla naszych nieciekawych okoliczności politycznych i kulturowych, musimy go potraktować poważnie; musimy powstrzymać – estetyczny i syntaktyczny – odruch obrzydzenia. Jeśli na chwilę zawiesimy niewiarę, to być może zauważymy, że po wszystkich chorobliwych objawach, jakie pojawiły się w latach 80., 90. i 00. – tchórzostwo postmodernizmu, gloryfikacja bezsilności i fragmentacja przez dekonstruktywizm – wreszcie nadchodzi coś nowego. Kto właściwie praktykuje parametryzm? Schumacher wymienia jednego tylko prekursora tego trendu, nieżyjącego już inżyniera Freia Otto, i zaledwie garstkę współczesnych – przedstawiciela architektury cyfrowej Grega Lynna oraz dwie szkoły architektoniczne – SCI‑Arc w południowej Kalifornii oraz London Architectural Association pod kierunkiem Bretta Steele’a.

A jednak (co zresztą może nie jest takie dziwne, biorąc pod uwagę deklarowaną przez Schumachera intencję hegemonii totalnej), styl parametryczny najbardziej rozwinęli jego pozorni wrogowie8. Dla niewprawnego oka – a takie właśnie oko próbuje przyciągnąć Schumacher, mówiąc o przyjęciu do głównego nurtu – trudno odróżnić napęczniałe, organiczne, płynne, napierające formy na przykład Sage Gateshead autorstwa przywódcy nurtu high‑tech Normana Fostera czy centrum handlowe Złote Tarasy w Warszawie zaprojektowane przez amerykańskiego postmodernistę Jona Jerde’a od typowych projektów Zaha Hadid Architects, takich jak opera w Kantonie – ta ostatnia zresztą prawie natychmiast została splagiatowana. Koncepcja, że istnienie awangardy potwierdza dopiero pojawienie się naśladowców, którzy kradną jej pomysły, jest czymś nowym w historiografii architektury. A jednak jest co najmniej kilka powodów, by nazwać ów trend awangardą, zwłaszcza fakt, że wielu przedstawicieli projektowania cyfrowego nie chce mieć z parametryzmem nic do czynienia, uważając Schumachera za uzurpatora, który wykorzystał pracę cyfrowych partyzantów. Architekt Daniel Davis napisał na blogu Digital Morphogenesis, że zamiast głęboko zaangażować się w projektowanie przy użyciu maszyn i oprogramowania komputerowego, Hadid i Schumacher stworzyli system projektowania odgórnego, artystycznego, od ogółu do szczegółu – podobnie jak każdy inny architekt.

 

Nie ma znaczenia, czy ZHA stosuje model parametryczny dla stworzenia projektów budowlanych do swoich autorskich prac, gdyż sam projekt powstał w innym medium. Stąd parametryzm, z całym jego pustosłowiem, to usiłowania Schumachera, aby powiązać ZHA z prądem architektonicznym – więcej, utrzymywać, że to ZHA stworzyli ów prąd architektoniczny, z którym tak naprawdę nie mają nic wspólnego. Panie Schumacher, może lepiej by się pan zajął tym, co wychodzi panu najlepiej, czyli zarabianiem pieniędzy, i pozwolił trzeciemu pokoleniu, aby panu pokazało, na czym rzeczywiście polega owa „rewolucja”9.

Tego rodzaju wypowiedź, w której znajdujemy: przypisywanie autorstwa pojęcia niedocenianym partyzantom, polityczne dogryzanie i sekciarstwo, to chyba najlepszy dowód na to, że awangardowy prąd pod nazwą parametryzmu istnieje naprawdę, nawet jeśli Patrik Schumacher ma z nim niewiele wspólnego.

ETYCZNOŚĆ PROGRAMU

Swoją drogą ciekawe, co o tym wszystkim myśli sama Zaha Hadid? Kiedy jej pierwsze projekty wreszcie zaczęły być realizowane, ich zleceniodawcy pochodzili z dwóch grup: krajów Unii Europejskiej i bliskowschodnich oligarchii. Bardzo niewiele zaprojektowała w Stanach Zjednoczonych czy w Chinach (po dwa budynki w każdym z tych krajów) i co charakterystyczne, prawie nic w kraju, w którym mieszka od ponad trzydziestu lat. Jej jedyne zrealizowane projekty w Wielkiej Brytanii – wszystkie wybudowane w przeciągu ostatniego pięciolecia – to: niewielka przychodnia onkologiczna (Cancer Centre) w Kirkcaldy; miniaturowy ośrodek Investcorp Centre for Arabic Studies na terenie oksfordzkiego college’u; aneks Serpentine Gallery; boleśnie przeciętne, niewarte zapamiętania Riverside Museum w Glasgow; i dwie budowle w Londynie – Aquatics Centre (Centrum Sportów Wodnych) wybudowane na potrzeby Igrzysk Olimpijskich oraz szkoła Evelyn Grace Academy w Brixton.


[8.] Ten argument i inne w niniejszym wywodzie zawdzięczam przenikliwym analizom prac Zaha Hadis Architects autorstwa Douglasa Murphy’ego. Zob. np.: http://youyouidiot.blogspot.com/2009/08/zaha‑hadid‑architects‑purveyors‑of.html na temat Glasgow Transport Museum; http://youyouidiot.blogspot.com/2009/01/cackitecture.html traktujący o wspomnianym już „kutasie z jajami” w Antwerpii oraz http://youyouidiot.blogspot.com/2008/01/accidental‑brutalist.html na temat rozkładu budynków zaprojektowanych dla Vitry w Weil‑Am‑Rhein (dostęp: 16 marca 2016).
[9.] http://www.nzarchitecture.com/blog/index.php/2010/09/25/patrik‑schumacher‑parametricism/ (dostęp: 16 marca 2016).