Gmach opery w Kantonie, 2003–2010, proj. Zaha Hadid Architects fot. Wikimedia Commons CC A 3.0 Unported

Człowiek w sieci

1 [52] 2016

18 | 07 | 2016

Współczesny proces życiowy o wysokiej wydajności (I)

Etyka Zaha Hadid Architects

 

W tym kontekście debata na temat budynków Hadid wpisuje się w dość popularny argument dotyczący złego gustu parweniuszy i specyficznego gatunku – „domu dyktatora” – czyż nie podśmiewamy się wszyscy z brzydoty dywanów Saddama? (Przyjmujemy, rzecz jasna, że wnętrza domów Merkel, Camerona bądź Obamy zostały zaprojektowane przez Hansa Kollhoffa, Caruso St Johna i Petera Zumthora). Władca‑parweniusz „importuje” sobie znanych architektów i ich budynki – ponieważ prawdopodobnie sam nie dysponuje żadnymi tej klasy – do tych swoich dziwnych miast, o których ledwo słyszeliśmy (tymczasem Baku, jak zauważyła sama Hadid, to miasto bogate w architekturę islamską, secesyjną, konstruktywistyczną i socrealistyczną). Próżni władcy Abu Zabi kupują sobie oddział Luwru i zatrudniają Jeana Nouvela, żeby im go zaprojektował. Widmo orientalizmu zawsze krąży gdzieś w pobliżu, a „egzotyczna” postać Zahy Hadid naturalnie się mu poddaje – znakomita większość wywiadów przeprowadzonych z nią przez dziennikarzy prasy głównego nurtu zawiera aluzje do jej akcentu, ubrania czy wystroju mieszkania. Skupiając się na tych zewnętrznych, malowniczych aspektach tworzenia dzisiejszej architektury władzy, łatwo zapominamy o własnej uprzywilejowanej pozycji.

ETYCZNOŚĆ STYLU

Jeżeli zgodzimy się, że ewidentnie niesprawiedliwe jest czepianie się akurat Hadid – bo robi ona dokładnie to samo co każdy inny architekt, dopóki mu to uchodzi – pozostaje pytanie, czy jest coś szczególnego, odrębnego w polityce działania Zaha Hadid Architects? Sama Hadid zawsze starała się wypowiadać jak najmniej w kwestiach polityki czy teorii. Zważywszy na jej entuzjastyczny odbiór projektów z lat 60. XX wieku po obu stronach żelaznej kurtyny i wyrażane przez nią pragnienie tworzenia budynków użyteczności publicznej, można zakładać, że jej sympatie polityczne, jeśli jakieś w ogóle posiada, są raczej lewicowe. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat, współpracownik Hadid, Patrik Schumacher, skwapliwie wypełnia tę próżnię i przyjmuje rolę jakby brzuchomówcy, nadbudowując każdy gmach muzeum czy opery swoimi naszpikowanymi teorią tekstami.

Centrum sportów wodnych (Aquatics Centre) w Londynie, 2005-2011, proj. Zaha Hadid Architects, fot. MATTBUCK/WIkimedia Commons CC A-SA 2.0 Generic

 

 

 

Schumacher jest dużo bardziej ambitny niż przeciętny architekt, którego zaangażowanie w „teorię” zwykle ogranicza się do wyrwanych z kontekstu fragmentów Gilles’a Deleuze’a. Partnerowi Zahy Hadid obca jest postmodernistyczna obawa przed wielkimi gestami, kategoryzacją i periodyzacją czy historyzmem Hegla. Przede wszystkim jednak nie ma żadnego problemu z odpowiedzią na pytanie, czy awangarda jest wciąż możliwa w architekturze XXI wieku. W serii artykułów i książce opublikowanych w ciągu ostatnich dwóch lat agituje na rzecz nowej awangardy, którą nazywa parametryzmem – terminem zapożyczonym z dziedziny oprogramowania komputerowego, z którego korzysta dziś podczas projektowania większość dużych biur architektonicznych. Architekci, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, są bardzo niekonsekwentni w teoretyzowaniu na temat swoich działań. Większość z nich wybiera jedno z wielu konkurujących z sobą podejść pragmatycznych – utylitaryzm architektury high‑tech, surowe „społecznictwo” wernakularyzmu; a najczęściej w ogóle odczuwają mniej lub bardziej uświadomioną niechęć do refleksji nad własną działalnością. Mniejszość, wykształcona w co bardziej elitarnych szkołach architektury, przesiąka teoriami kontynentalnymi – w dużym uproszczeniu: jeśli lubisz naturalne materiały i „przyrodę”, stajesz się wyznawcą Heideggera, jeśli preferujesz agresywną nowoczesność – to Deleuze’a. Schumacher zbliża się do tego drugiego trendu, lecz wyróżnia go niczym niezmącona pewność siebie i przywiązanie do własnych opinii.

W opublikowanym w 2008 roku artykule Parametricism as Style – a Parametric Manifesto5, Schumacher definiuje ów nowy byt za pomocą znajomych terminów, zapożyczonych z Kapitalizmu i schizofrenii6. Na liście „rzeczy zabronionych” – inaczej mówiąc, w jego „heurystyce negatywnej” – znajdziemy miszmasz idei od dwudziestowiecznego modernizmu do tradycjonalizmu schyłku XX wieku: „należy unikać znanych typologii, należy unikać platońskich/hermetycznych form, należy unikać jednoznacznie wytyczonych stref/obszarów, należy unikać powtórzeń, należy unikać linii prostych, należy unikać kątów prostych, należy unikać narożników”. Częściowo jest to lista grzechów wcześniejszej, „kubicznej” awangardy – tego wszystkiego, co zniechęca do niej studenta architektury, jak nieprzyjazna linearność czy rygoryzm formalny. Jeśli chodzi o „heurystykę pozytywną”, tkwimy nadal w Tysiącu plateau – mamy „inter‑artykułować, hyberdyzować (sic!), przeobrażać, odterytorializowywać, deformować, dokonywać iteracji, stosować krzywe sklejane, NURBS, oprogramowanie parametryczne, skrypty zamiast modeli”… Wygląda na to, że nieodłączną częścią argumentu są: ekstremalna niedbałość składni, akrobatyczny natłok pseudonaukowych terminów i monotonnie rytmiczna struktura zdań, które sprawiają, że proza ta brzmi bardziej jak instrukcja niż czysto opisowa narracja.

Pierwsze reakcje prasy architektonicznej ograniczyły się głównie do rozbawienia, lecz wkrótce Schumacher rzucił jej czytelnikom wyzwanie, publikując niezwykły artykuł w „Architects Journal” – bez wątpienia najbardziej agresywny, teoretyczny i niestrawny tekst, jaki kiedykolwiek opublikowano w tym czasopiśmie branżowym. Artykuł zatytułowany Let the Style Wars Begin7 także kondensował i intensyfikował wcześniejsze bardziej rozmyte retoryczne interwencje Schumachera na użytek powszechnej konsumpcji, choć nie dawał czytelnikom żadnej taryfy ulgowej. Rozpoczyna się w tonie podniosłej przemowy: „w moim Manifeście Parametryzmu w 2008 roku po raz pierwszy zakomunikowałem nowy, przemożny styl, który dojrzewał w awangardzie architektury na przestrzeni ostatniej dekady. Jak dotychczas, wiedza o tymże nowym stylu nie wykroczyła poza kręgi architektoniczne”, ale – jak dodaje pewnym tonem – „przypuszczam, że szybko się rozprzestrzeni po tym, jak temat podchwycą środki masowego przekazu. Poza środowiskiem architektów «styl» to praktycznie jedyna kategoria, w ramach której postrzega się i rozpoznaje architekturę. Trzeba przedstawić nazwany styl, aby mógł on rościć sobie prawo do działania w imię architektury”.

Zastanawiające jest to upieranie się Schumachera przy stylu. Moderniści w latach 20. XX wieku starali się w miarę możności unikać tego terminu, preferując bardziej neutralne i technokratyczne określenia „nowe budownictwo” (New Building) czy konstruktywizm. Kiedy krytyk Henry‑Russell Hitchcock i zwolennik faszyzmu Philip Johnson przemianowali to na styl międzynarodowy, była to świadoma gloryfikacja luksusu, obrony architektury willowej oraz architecture still przed „fanatycznymi funkcjonalistami”, chcącymi tworzyć dla „proletariackich supermenów przyszłości” i głoszącymi upadek architektury poprzez jej urealnienie. Architekci pokolenia high‑tech, dziś de facto architektoniczna starszyzna – Norman Foster, Richard Rogers i inni – zawsze pogardliwie odnosili się do koncepcji stylu, twierdząc, z czasem coraz mniej przekonująco, że wznoszą się ponad tego rodzaju błahostki, a ich projekty wynikają z czysto technologicznego imperatywu. Schumacher natomiast twierdzi, że styl będzie jego środkiem komunikacji z ludźmi – nie dziwota, bo za pomocą swojej prozy nigdy by tej komunikacji nie osiągnął. Górnolotnym deklaracjom towarzyszy nadzieja zyskania powszechnego uznania: „Parametryzm wreszcie przynosi wiarygodne i trwałe rozwiązanie przewlekłego kryzysu modernizmu, którego wynikiem były trwające ćwierć wieku poszukiwania stylistyczne”. Znów, osiągnięcie hegemonii nie jest celem, do jakiego przyznawaliby się technokraci, liberałowie czy neoklasycyści. Schumacher zaś otwarcie dąży do zniszczenia swoich miałkich wrogów – pod tym względem ma w sobie coś z awangardysty.

Tak więc Schumacher nie tylko sugeruje, że parametryzm jest następcą miniprądów: postmodernizmu czy dekonstruktywizmu, ale twierdzi, że jest czymś bardziej fundamentalnym – „wielkim nowym stylem po modernizmie”, ostatecznym i od dawna oczekiwanym tworem, który niczego nie zawdzięcza radzieckiej awangardzie. Wszystko, co było pomiędzy tymi dwoma, darzy całkowitą pogardą. „Postmodernizm i dekonstruktywizm były zaledwie przejściowymi epizodami, podobnie jak secesja czy ekspresjonizm stanowiły tylko przejście od historycyzmu do modernizmu”. Następnie ubiera to wszystko w niemal polityczne ramy, odrzucając teorię Fukuyamy i jego „końca historii” oraz upierając się, że można dziś jeszcze wykreować coś nowego. „Kryzys modernizmu i jego architektoniczne następstwa doprowadziły wielu krytyków do przekonania, że nie da się już dzisiaj stworzyć jednorodnego stylu. Czy głęboko prorozwojowa rola stylów w historii architektury, unaoczniona w sekwencji gotyk–renesans–barok–historycyzm– modernizm, dobiegła końca? Czy historia się skończyła? Czy raczej uległa fragmentacji, rozczłonkowaniu na przecinające się wzajemnie, sprzeczne trajektorie? Czy mamy świętować ową fragmentację naszych wysiłków pod sztandarem pluralizmu?” Schumacher odpowiada przecząco. „Parametryzm dąży do hegemonii i zwalcza wszystkie pozostałe style”. Ta „walka” nie wynika z jakichkolwiek pobudek moralnych, etycznych czy politycznych, lecz z formalnych, wewnętrznych dla samego parametryzmu; ze sposobu agresywnego zalewania przestrzeni przez projekty w tym stylu tworzone: „Kluczowa zdolność parametryzmu do tworzenia ciągłości i korespondencji pomiędzy różnorodnymi i odległymi elementami jest uzależniona od bezwarunkowego przestrzegania zasad”. Jednocześnie jednak twierdzi, że potęga projektowania parametrycznego wynika z możliwości łączenia bądź interesującego różnicowania wszystkich innych rzeczy po drodze. „Parametryzm jest w stanie wchłonąć wernakularne, klasyczne, modernistyczne, postmodernistyczne, dekonstruktywistyczne, minimalistyczne warunki miejskie i stworzyć nową sieć afiliacji i ciągłości pomiędzy i ponad dowolną liczbą urbanistycznych fragmentów czy stanów”. Jak to wygląda w praktyce, można zobaczyć na przykładzie projektu siedziby władz portowych w Antwerpii autorstwa Zaha Hadid Architects – olbrzymi, falliczny insekt wpycha się na neoklasycystyczny budynek portowy; wygląda to tak, jakby ów budynek gwałcił. Jest coś ekscytującego w bezbrzeżnej bezczelności takiego podejścia.

Muzeum Transportu (Glasgow Riverside Museum of Transport) w Glasgow, 2004-2011, proj. Zaha Hadid Architects, Wikimedia Commons CC BY-SA 3.0

 

 

 


[5.] Zob. http://www.patrikschumacher.com/Texts/Parametricism%20as%20Style.htm (dostęp: 16 marca 2016).
[6.] G. Deleuze, F. Guattari, Tysiąc plateau. Kapitalizm i schizofrenia, red. J. Bednarek, przeł. S. Królak, P. Laskowski, M. Janik, Warszawa: Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, 2015.
[7.] P. Schumacher, Let the Style Wars Begin, „Architects Journal”, 6 maja 2010, http://www.architectsjournal.co.uk/patrik‑schumacher‑on‑parametricism‑let‑the‑style‑wars‑begin/5217211.fullarticle (dostęp: 2 marca 2016).

Czytaj dalej – Współczesny proces życiowy o wysokiej wydajności (II)