Fot. Sigurd Lewerentz, kościół św. Marka w Björkhagen, Sztokholm, 1956. Copyright © M. Miłobędzki. All rights reserved.

Materiał / materialność

1 [48] 2015

14 | 06 | 2016

W świecie nowoczesnych prymitywów (II)

 

PEZO VON ELLRICHSHAUSEN: POWRÓT DO KORZENI

Sensing Spaces, zeszłoroczna wystawa w londyńskiej Royal Academy of Arts, dotyczyła autonomicznej treści architektury, sposobów jej odczuwania i doświadczania. Instalacje na wystawę zaprojektowali twórcy tej klasy co Kengo Kuma, Álvaro Siza czy Li Xiaodong. Niematerialne siatki, utkane ze światła, ażurowe membrany, organiczne faktury, spontanicznie tworzone formy, studia przenikania naturalnego oświetlenia były przeglądem rozmaitych tendencji i sposobów rozumienia architektury. Co ciekawe, tylko jedna propozycja – chilijskich architektów: Mauricia Peza i Sofii von Ellrichshausen – zwracała uwagę na kwestię masy, substancji, grawitacji jako architektonicznego faktu, traktując budowlę jako konstrukcję zarówno intelektualną, jak i fizyczną.

Obiekt został wbudowany we wnętrze o ściśle zdefiniowanych proporcjach, charakterze i architektonicznym decorum. Cztery masywne słupy pokryte warstwami grubo szlifowanych, pionowo ustawionych desek ułożono na zamknięciu wydłużonej sali, na osi trzech portali drzwiowych, łączących ją amfiladowo z sąsiednimi pomieszczeniami wystawowymi. Słupy stanowiły podstawę dla platformy – małego pokoju, z którego przez wąskie szczeliny można było dostrzec złocone detale gzymsu, niemal nieobecne w całościowym oglądzie wnętrza. Pokój zaprojektowano na planie kwadratu, podczas gdy kolumny zostały wykonane jako walce, o znacznej średnicy w stosunku do wymiarów przestrzeni ekspozycyjnej. W ich wydrążonych wnętrzach umieszczono spiralne schody. Trzy zróżnicowane formy doświadczania-obecności miały być opowieścią o tym, co działa na nasze zmysły, ale także o tym, co o tym odczuwaniu myślimy: kolektywne doświadczenie przebywania pod platformą, pomiędzy masywnymi kolumnami; indywidualne, sensoryczne doświadczenie pokonywania wysokości w ciasnym wnętrzu spiralnych klatek i wreszcie zaskakujące wejście do zalanego światłem pokoju pod muzealnym sklepieniem, dające doświadczenie wnętrza we wnętrzu. Architekci stworzyli intymne napięcie pomiędzy budowlą a ciałem, eksponując jej fizyczną bliskość, zapach, faktury, zróżnicowane oświetlenie, dźwięki stóp i trzeszczącej drewnianej struktury7.

Dla architektów z biura Pezo Von Ellrichshausen budowla to statement in it’s own right (wypowiedź rządząca się swoimi własnymi prawami), sytuująca się często bliżej sztuki niż nauki i techniki. Nie skupiają się oni na bogactwie i złożoności formy, koncentrując się na geometrii, proporcjach i strukturze wydzielanych miejsc. Nie poszukują innowacji w doborze i stosowaniu materiałów, raczej przy ich użyciu ustalają  proporcję, rytmy, sekwencje podziału wnętrz, sposoby, w jaki łączą się między sobą i otwierają na otoczenie. Zamiast zmagać się ze złożonością i sprzecznościami w architekturze – kładą nacisk na złożoność i integralność, jednorodny, spójny artefakt8.

Poszukiwanie „fundamentalnego rozumienia architektury”, „tworzenie struktur opartych na ponadczasowym pięknie”, stosowanie modeli izometrycznych, pozwalających na syntetyczne ujęcie struktury zbudowanej z masywnych przegród i pustek, to nie jedyne podobieństwa do van der Laanowskich zmagań z materią architektury. Mauricio Pezo podkreśla swój dystans wobec architektury jako narzędzia do rozwiązywania problemów, dominacji specyficznej funkcji. Uniwersalność architektury Pezo Von Ellrichshausen: rozbrajająco prosta, precyzyjna, elegancka geometria, ponadczasowość architektonicznej ekspresji sprawia, że specyficzne przeznaczenie może się zmieniać, ewoluować bez wpływu na wartość budowli. W domach chilijskich architektów funkcja ma się dobrze.

Casa Poli, zbudowana na odosobnionym skalistym cyplu nad oceanem, to masywna trójwymiarowa struktura, którą wypełniają ciągi pomieszczeń o różnej wysokości, zróżnicowanym stopniu otwartości, intymności i wzajemnych powiązań, zbliżona do Loosowskiej formuły Raumplanu. „Nie zdecydowaliśmy się opisać pokoi, pozostawiając je bez nazwy i określonej funkcji”9 – jak w tradycyjnych domach. Zewnętrzne ściany tworzą masywną, przeprutą kwadratowymi otworami powłokę. Proporcje ich grubości do przestrzeni nimi ograniczonych są zbliżone do idealnej proporcji 1 do 7 van der Laana. W masywie ścian znajdują się schody, łazienki, tarasy, pomieszczenia pomocnicze. Ten motyw z Casa Poli, zastosowany w wielu innych domach projektu chilijskich architektów, nawiązuje do Kahnowskiej koncepcji ściany jako trójwymiarowej przestrzeni granicznej, będącej odpowiedzią na modernistyczną tendencję do zamieniania jej w bezwymiarową membranę przy jednoczesnym dążeniu do uzyskania maksymalnej rozpiętości stropów. Bazując na  klasycznych architektonicznych zasadach, fascynacji przestrzeniami drążonymi w murach szkockich zamków, grze pomiędzy masą a pustką i modernistycznej praktyce, Kahn stworzył pomiędzy wewnętrzną i zewnętrzną powierzchnią ścian przestrzeń użytkową. Opakowywał swoje budowle „w ruiny”, plany budynków zestawiał jako skupiska niezależnych wnętrz o zbliżonych, monumentalnych proporcjach i wymiarach.

„Zapoznałem się z pierwszym rozdziałem pierwszego tomu…”, pisał o swojej lekturze opracowania o historii Anglii, jednak „naprawdę jestem zainteresowany tylko studiowaniem tomu 0, który nie został napisany, a następnie tomu -1”10. Piękno architektury leży w tym, że dotyczy cofnięcia się myśli, interesujące jest to, co nie zostało jeszcze powiedziane, wykonane, prowadzi do tego, „co zawsze było i zawsze będzie”11. Marzeniem Kahna było, żeby jego budowle za tysiąc lat oddziaływały na równi z pozostałościami antycznych świątyń.

„Casa Poli był wymyślony jako ruina od samego początku, […] może stać się rodzajem ucieleśnionego dramatu, napięcia pomiędzy siłami człowieka i natury”12, „to niesamowite doznanie, że możemy pójść wstecz tak daleko, jak tylko możliwe, do powstawania korzeni architektury”13. Mauricio Pezo widzi dom jako „przednowoczesny prototyp wzniesiony z aktualnej potrzeby”14. Po latach zmagania się z dziką naturą i scenerią betonowe powierzchnie odlane w szalunkach z pionowo ustawionych, nieprecyzyjnie obrobionych desek, wykonanych przez lokalnych rybaków i cieślę, poddane erozji zbliżą się do tworów naturalnych. Deski szalunkowe zostały wtórnie użyte do wykończenia wnętrz, wykonania okiennic; ich szorstka faktura pokryta farbą przywodzi skojarzenia ze ścianami działowymi i stropami klasztorów van der Laana, ale jest pozbawiona precyzji i regularności ich podziałów. Casa Poli to niezwykle zmysłowy obiekt, świetnie utrwalony, sportretowany w znanym fotograficznym albumie Jeroen Lok15. Emanuje zarówno surowym pięknem murszejącej, zaciekającej, zakorzenionej w gruncie archetypicznej struktury, jak i pogodną atmosferą jasnej, wypełnionej słońcem autonomicznej formy otwierającej się głębokimi, kwadratowymi oknami o szorstkich, ostrych krawędziach na dziki krajobraz i ocean. „Jest metafizycznym instrumentem, obiektem medytacyjnym, który aktywuje i organizuje moje relacje ze światem, […] duchowa medytacja dokonuje się przez przemyślną symbiozę, metaforyczne użycie geometrii i harmonii proporcji […], to połączenie ludzkiego życia z harmonią wszechświata” – tak wspominał pobyt w Casa Poli Juhani Pallasmaa16.


[7.] Sensing Spaces, katalog wystawy, Royal Academy of Arts: London, 2014, s. 129.
[8.] Tamże, s. 125.
[9.] Pezo von Ellrichshausen, „2G” 2012, no. 61, s. 32.
[10.] J. Lobell, Between Silence and Light. Spirit in the Architecture of Louis I. Kahn, Boston – London: Shambala, 2008, s. 54.
[11.] Tamże, s. 54.
[12.] J. Lok, Casa Poli, Amsterdam – Montreal: The Architectural Observer, 2013, s. 158.
[13.] Tamże, s. 148.
[14.] Tamże, s. 152.
[15.] J. Lok, dz. cyt.
[16.] J. Pallasmaa, In Search for Meaning, „2G” 2012, no. 61, s. 5.