Ilustracje: Joanna Sowula. Copyright © Małopolski Instytut Kultury.

Mity modernizmu

3 [50] 2015

12 | 07 | 2016

Unowocześnianie modernizmu

 

Jak pisze Fredric Jameson w swojej A Singular Modernity, na nowoczesność składają się dwa częściowo oddzielne aspekty – modernizacja i modernizm1. Ta pierwsza jest związana z przemianami społeczeństw i projektem społecznego postępu w sferze związanej z technologią. Modernizm zaś określa projekt ideologiczny o silnie estetycznym i estetyzującym charakterze, będący próbą stworzenia odpowiedniej reprezentacji dla społeczno -technologicznych procesów, właściwych dla nowoczesnego świata. Modernistyczna reprezentacja jest według niego autoreferencyjna i działa nie tylko na zasadzie tłumaczenia i przedstawiania zewnętrzności, ale raczej poprzez stwarzanie kontekstu i warunków własnego powodzenia. Do pewnego stopnia właśnie te cechy modernizmu przesądzają o jego sile i powszechności, trwających do dziś i przejawiających się choćby w niezliczonych dyskusjach o wartościach nowoczesnego projektu, zarówno jeśli chodzi o kontekst społeczno-polityczny, jak i samą estetyczną ocenę jego materialnych wytworów, które całkowicie zmieniły miejskie życie. Trzeba jednak – nawiązując do Jamesona – zauważyć, że współczesne odniesienie do modernizmu jest paradoksalne o tyle, że odbywa się z pozycji z konieczności postmodernistycznych, które jednak posługują się typowo modernistycznymi strategiami zerwania i poszukiwania nowości. Tylko na zasadzie czasowego oddzielenia i uzyskania przynajmniej częściowej autonomii możliwe jest tworzenie dyskursów i narracji, które starają się na różne sposoby radzić sobie z dziedzictwem modernizmu, już to poprzez całkowite jego odrzucenie, już to przez próby rehabilitacji i przeciwstawienia go wybrykom ponowoczesnego rozbicia i skutkom niestabilności. Pierwszy z tych sposobów jest niemożliwy do realizacji, choćby ze względu na całkowitą reorganizację ludzkiego życia, jaka dokonała się przez ostatnie półtora wieku. Drugi zaś – choć naznaczony niebezpieczeństwem popadnięcia w nostalgię i idealizację – cechuje się niepewnością zarówno co do znaczenia modernizmu, jak i możliwości nawiązania do niego w produktywny sposób, przywracający znaczenie i wiarę w możliwość pozytywnej zmiany i wyjście poza niesławny „koniec historii”, czyli faktyczny regres do technokratycznej modernizacji, tym razem w wersji neoliberalnego, globalnego kapitalizmu.

Mając to na uwadze, można przyjrzeć się obecnym nie tylko w polskich miastach próbom powracania do utraconego dziedzictwa, a nawet „modzie na modernizm”, tym bardziej że – jak argumentuje Magdalena Link-Lenczowska – wykracza ona poza wyłącznie estetyczny zachwyt oraz nostalgiczne wyobrażenie, skutkuje zaś politycznym zaangażowaniem i wzrostem obywatelskiej aktywności oraz troski o miasto2. Nie jest moją intencją opisywanie czy analizowanie poszczególnych inicjatyw mających na celu obronę materialnego i społecznego dziedzictwa architektury i urbanistyki modernistycznej w Polsce. Chodzi raczej o postawienie pytania o warunki możliwości powodzenia „walki o modernizm” w świetle tego, jak jest ona obecnie prowadzona, a także krytyczne odniesienie się do sposobów działania i narracji, jakie pojawiają się przy okazji dyskusji o modernizmie. Interesujące jest w tym kontekście określenie strategii pojawiających się przy tej okazji oraz ich społeczno -politycznych konsekwencji. W szczególności pozwala ono postawić pytanie o to, czy możliwe jest stworzenie pomiędzy poziomami estetycznego modernizmu i społecznej modernizacji relacji pozwalającej wypracować zarówno dialektyczne przekroczenie modernizmu, jak i pozycje politycznej krytyki ponowoczesnego miasta, które utraciło polityczny potencjał.

ZAWSZE BYLIŚMY NOWOCZEŚNI

W kontekście obrony modernizmu dodatkową komplikacją i paradoksem jest fakt, iż na poziomie miasta i przestrzeni trudno byłoby uznać, że jest on skończony. Nie chodzi tu tylko o to, iż projektowanie na sposób formalnie modernistyczny, wbrew manifestom o „kaczkach” i „udekorowanych szopach”, jest nadal rozpowszechnione, jeśli nie powszechne. Jak zauważa – w odniesieniu do Wielkiej Brytanii, choć zastosowanie ma to również do polskiej sytuacji – Owen Hatherley, można wręcz mówić o powrocie modernistycznego budownictwa w postaci „pseudomodernizmu”, który jest według niego „postmodernistyczną inkorporacją formalnego modernistycznego języka”, w obecnych warunkach poddanego kapitalistycznym regułom3. Istotniejsze jest jednak to, że współczesne życie miejskie toczy się w otoczeniu pandemicznie modernistycznym. Jest to łatwo dostrzegalne, jeśli wyjdzie się poza dyskusje o planowaniu i architekturze i zwróci uwagę na rozpowszechnione społeczne praktyki miejskie. Zostały one ukształtowane – choć na różne sposoby, w zależności od lokalnego kontekstu i historycznych procesów – przez wyobrażenie i realizację idei miejskiego społeczeństwa nowoczesnego. Jak zauważa David Harvey, przynajmniej od połowy XIX wieku modernizm jest w przeważającej mierze zjawiskiem miejskim4, dlatego to dzięki procesom obecnym także współcześnie w mieście można identyfikować cechy nowoczesnych i ponowoczesnych dylematów. Podział funkcji i sfer życia, zakreślenie obywatelskiej przestrzeni publicznej w kontrze do prywatnej, zakładana powszechność i uniwersalność infrastruktury, unifikacja norm i regulacji, transport publiczny, wartości kształtujące przebieg życia codziennego czy dostępność publicznych usług społecznych – to elementy będące w obecnie istniejącej formie wynalazkiem nowoczesnego myślenia o ludzkim życiu w politycznej miejskiej wspólnocie. Są one również zauważalnie związane z istnieniem państwa jako instytucji mającej możliwości organizowania społecznej działalności poprzez redystrybucję dóbr czy podtrzymywanie – często za pomocą pośredniego czy bezpośredniego przymusu – uniwersalistycznych reguł współżycia. Państwo to dotychczas jedna z niewielu instytucji społecznych, jeśli nie jedyna, która jest w stanie, z dobrym czy złym skutkiem, narzucić swoje własne reguły i stworzyć sobie kontekst własnego funkcjonowania5; co znajduje swoje odzwierciedlenie także w próbach skonstruowania autoreferencyjności estetyki modernizmu.

Jakkolwiek by nie oceniać skutków funkcjonowania państwa w jego dwudziestowiecznej formie, trudno zaprzeczyć, że jego istnienie zapewniało podstawę miejskiej nowoczesności, bez względu na to, czy wdrażana była ona w krajach nominalnie kapitalistycznych czy socjalistycznych. James C. Scott zwraca uwagę na cztery główne składniki skuteczności działań państwa: odgórne administracyjne porządkowanie natury i społeczeństwa, ideologię „wysokiego modernizmu” (high‑modernism), przejawiającą się w bezkrytycznym zaufaniu do racjonalizmu i technologii oraz wierze w postęp, autorytaryzm państwowego postępowania oraz brak opozycji ze strony bezsilnego społeczeństwa obywatelskiego6. Według Scotta, są to zarówno warunki powodzenia państwa jako społecznej instytucji, zdolnej transformować świat, jak i czynniki, które w połączeniu są w stanie doprowadzić do niewyobrażalnych katastrof.

Problem w tym, że krytyka tych aspektów zmierza zazwyczaj nie do tego, aby w jakiś sposób zmienić funkcjonowanie państwa – jak chciałby Scott – lecz raczej do jego odrzucenia, choćby wiązało się to z utratą możliwości przeprowadzania skutecznych interwencji na szerszą skalę, przykładowo w mieszkalnictwie czy transporcie. W odniesieniu do miejskiego modernizmu ważniejszą kwestią w tym kontekście jest jednak to, czy może on stanowić ponownie podstawę społecznych projektów krytyki i zmiany, uniknąwszy przy tym negatywnych konsekwencji. Inaczej mówiąc – czy modernizm da się unowocześnić w sposób pozwalający zachować potencjał społecznego działania przy uwzględnieniu tych kwestii, które dotychczas pozostawały lekceważone bądź realizacja których odznaczała się pogorszeniem sytuacji w miastach. Od tego unowocześnienia może wszakże zależeć to, czy miasta pozostaną pod kontrolą relacji kapitalistycznych, czy też staną się w jakiś sposób politycznie i społecznie samorządne.

Tak czy inaczej, współczesne miasta są nowoczesne, choć oczywiście nigdy do końca zgodne z ideami, które nowoczesność oferowała, zaś życie ich obecnych mieszkańców i mieszkanek jest praktyczną realizacją wielu modernistycznych założeń. Pytaniem jest, czy materialne i społeczne pozostałości modernizmu. w postaci budynków i przestrzeni oraz praktyk codziennego życia, zostaną rozmontowane, czy też uda się je w twórczy sposób odzyskać dla stworzenia miejskiego obywatelstwa.

ROZPAD I ODZYSKIWANIE

Kolejnym aspektem obecnej sytuacji jest to, że architektoniczny modernizm i jego dziedzictwo stają się przedmiotem zainteresowania, troski oraz – ponownie – swego rodzaju zadaniem do wykonania. Składa się na nie zarówno to, że nowoczesne miasto jest ustabilizowane przestrzennie, a przez to przyjmowane jako naturalne i oczywiste – włożone do czarnej skrzynki, o której można nie pamiętać, jak i fakt, iż coraz częściej to, co w owej skrzynce się znajduje, przypomina o swoim istnieniu. Postmodernistyczne pragnienie podkopywania wielkich narracji, opierające się zresztą często na równie racjonalistycznych co modernizm podstawach oraz ustanowionej społecznie i materialnie pewności istnienia i funkcjonowania miasta, przekłada się na jego postępujący rozkład jako względnie spójnej całości. Miejski patchwork to synonim wycofania z chęci ustanowienia uniwersalnych reguł miejskości. Niekiedy, jak w przypadku procesów określanych jako „roztrzaskany urbanizm” (splintering urbanism)7, podkopywanie ma całkowicie dosłowne znaczenie, przejawiające się w powstawaniu infrastruktury miejskiej będącej poza kontrolą gminy, pozostającej zaś w gestii rozmaitych podmiotów rynkowych. Nawet woda i ścieki przestają być elementem łączącym obywateli i obywatelki. Dostosowują się do tego zresztą same władze miast, w akcie kapitulacji cedujące rozwój infrastruktury oraz dostarczanie usług publicznych na prywatne firmy. Podobnie jest z zagospodarowaniem przestrzeni, które w warunkach rynkowych traci jakikolwiek potencjał pozwalający na wspólnotowe traktowanie miejskich zasobów. Skutkuje to niemożliwością ustalenia odpowiedzialności za przemiany miejskie – wszakże choć wszyscy jesteśmy przedstawicielami i przedstawicielkami kapitalizmu, to równocześnie gospodarka kapitalistyczna nie ma swojego określonego przedstawiciela.


[1.] F. Jameson, A Singular Modernity, London–New York: Verso, 2002.
[2.] M. Link‑Lenczowska, Szkice techniczne z demokracji bezpośredniej, „Herito” 2014(4)–2015(1), nr 17–18, s. 212–225.
[3.] O. Hatherley, A Guide to the New Ruins of Great Britain, London–New York: Verso, 2010, s. xix–xxiv.
[4.] D. Harvey, The Condition of Postmodernity. An Enquiry into the Origins of Cultural Change, Cambridge–Oxford: Blackwell,
1989, s. 25.
[5.] Zob. np. P. Bourdieu, On the State. Lectures at the College the France 1989–1992, transl. D. Fernbach, Cambridge–Malden:
Polity Press, 2014.
[6.] J.C. Scott, Seeing Like a State. How Certain Schemes to Improve the Human Condition Have Failed, New Hampton–London:
Yale University Press, 1998, s. 4–6.
[7.] S. Graham, Simon Marvin, Splintering Urbanism. Networked Infrastructures, Technological Mobilities and the Urban Condition, London–New York: Routledge, 2001.