Przestrzenie wiedzy

1 [44] 2014

14 | 11 | 2014

Teatry, drzewa i pałace. Kłopoty z wiedzą w nowożytnej Europie (I)

Zora ma tę właściwość, że zapisuje się w pamięci, fragment po fragmencie, w kolejności ulic i domów wzdłuż ulic, i drzwi, i okien domów, chociaż nie przejawia w nich nic szczególnie pięknego lub osobliwego. […] To niezacierające się w pamięci miasto jest jak rusztowanie czy sieć, w której okach każdy może umieszczać to, co chce zapamiętać: nazwiska sławnych ludzi, cnoty, liczby, klasyfikację roślin i minerałów, daty bitew, gwiazdozbiory, części mowy. Pomiędzy każdym pojęciem a każdym z punktów swej drogi będzie mógł ustalić porządek podobieństwa lub kontrastu, który posłuży pamięci za natychmiastowy punkt odniesienia. Toteż najwięksi mędrcy świata to ci, którzy znają Zorę na pamięć1.

 

DRZEWO WIEDZY

Twórcą pierwszej konceptualizacji wiedzy i poznania, w której te dwie abstrakcyjne kategorie zostały przybliżone za pomocą uchwytnego, dostępnego zmysłom obiektu i powszechnie znanej czynności z nim związanej, jest starotestamentowy Bóg. Jak dowiadujemy się z tak zwanego drugiego opisu stworzenia człowieka, zaraz po tygodniu, w trakcie którego ex nihilo wyłoniły się niebo, ziemia i stworzenia powietrzne, morskie i ziemskie, Stwórca „zasadził ogród w Edenie na Wschodzie” (Rdz 2,8)2, a w jego środku umieścił dwa drzewa: życia oraz poznania dobra i zła (Rdz 2,9). Nie dał starotestamentowy Stwórca zbyt wiele czasu człowiekowi, aby ten zarówno oswoił się z ideą drzewa i nauczył odróżniać je od innych roślin, jak i zdążył opanować czynność spożywania jego owoców, jednak inny warunek nakładany zwykle na konceptualizację: konkret zamiast abstrakcji – jest już jak najbardziej spełniony. Owoce drzewa reprezentują cząstkę boskiej wiedzy, do której dostęp człowiekowi został zabroniony, drzewo poznania reprezentuje zaś wiedzy tej całość, a akt spożywania jego owoców oznacza internalizację wiedzy, wchłonięcie jej, w wyniku czego wiedza i podmiot poznający stają się jednym.

Można toczyć spory o różne wykładnie tego fragmentu Księgi Rodzaju i doszukiwać się w nim kolejnych warstw znaczeń, natomiast faktem jest, że historia ludzkiej myśli usiana jest mniej lub bardziej dyskretnie ulokowanymi próbami metaforycznego przedstawiania tego, czym wiedza jest – i w zasadzie w dalszym ciągu generujemy kolejne. Owe metafory i obrazy mają to do siebie, że bardzo często istotną rolę odgrywa w nich pierwiastek przestrzenny. To za jego pomocą można uchwycić granice pomiędzy poszczególnymi obszarami wiedzy, wyznaczyć pomiędzy nimi relacje zawierania się w, obejmowania, przecinania zakresów, nadrzędności i podrzędności. Z metaforami przestrzennymi jest trochę tak jak z diagramami Venna, których używa się do przedstawiania zbiorów lub zakresów pojęć: kiedy zbiór przedstawimy sobie symbolicznie za pomocą okręgu, łatwiej jest nam skupić uwagę i obserwować relacje pomiędzy dwoma, czasem skomplikowanymi zbiorami, niż obracać je w głowie.

Jeden z pierwszych starożytnych przykładów tego rodzaju konceptualizacji wiedzy – znów za pomocą drzewa – znaleźć można w traktacie Isagoga (Εἰσαγωγή) Porfiriusza, żyjącego w III wieku n.e. przedstawiciela szkoły neoplatońskiej, który to traktat stanowił komentarz do Kategorii Arystotelesa3. W tym ostatnim traktacie, będącym wprowadzeniem do metafizyki i filozofii języka Stagiryty, można odnaleźć rozważania na temat pojęć abstrakcyjnych, ogólnych, konkretnych i jednostkowych. Za ich pomocą można orzekać o różnych bytach i stwierdzać zależności pomiędzy nimi. Rodzi się jednak problem: w jaki sposób uporządkować te wszystkie byty w jedną strukturę? Odpowiedzią na ten problem było właśnie wprowadzone przez Porfiriusza drzewko, w którym zbiory obdarzonych (nasyconych) konkretnymi właściwościami bytów zostały ułożone w szereg zależności gatunkowo-rodzajowych. To, co względem nadrzędnego gatunku było rodzajem, względem klasy znajdującej się niżej było już gatunkiem – i tak ad infinitum.

Porfiriusz jest klasycznym przykładem tego, że bez graficznej i przestrzennej reprezentacji niepodobna czasami dobrze przedstawić tego, na czym dana koncepcja ma polegać, jaką ma ona strukturę, jak przedstawia się jej logiczny szkielet. Ten przestrzenny „nerw” znajdujący się w ciele teorii dawał o sobie znać w ciągu wieków na różne sposoby. Czasami była to postać dyskretna, jak w przypadku hierarchicznej struktury pojęć gatunkowo-rodzajowych, jak u przywoływanego wyżej komentatora Stagiryty, niektóre tego rodzaju idee zahaczały już o mistycyzm, jak w wypadku arbor scientiarum, „drzewa wiedzy”, które na kartach swoich traktatów próbował opisać Rajmund Lull, trzynastowieczny franciszkanin, filozof i teolog, jeden z twórców kombinatoryki. Myśliciele czasami uciekali się też do przypowieści i narracji, w których odpowiednio zarysowana przestrzeń, sposób przemieszczania się po niej (lub przebywanie w niej) stanowią egzemplifikację abstrakcyjnych problemów związanych z wiedzą i poznaniem. Wystarczy sięgnąć po klasyczny przykład, jakim jest platońska przypowieść o jaskini, w której ludzie przykuci łańcuchami (czyli błędnymi mniemaniami) spoglądają na cienie rzeczy, a ich wyzwolenie może się dokonać tylko poprzez drogę w górę, ku światłu słonecznemu (czyli prawdzie)4. Z kolei u innych filozofów pierwiastek przestrzenny ma bardziej dyskretny charakter i można go odnaleźć w postaci takich drobnych, poczynionych jakby mimochodem, uwag o wznoszeniu gmachu wiedzy czy wędrówce przez nowe terytoria intelektu, dla których właśnie, na kartach danego traktatu, jest kreślona stosowna mapa – przykładami mogą być tutaj Kartezjusz i Immanuel Kant5.

Próby konceptualizacji wiedzy obejmowały również tejże wiedzy magazyn, czyli pamięć. W różnej maści produkowanych dzisiaj na potęgę poradnikach wzmacniania i ulepszania pamięci, a także w podręcznikach wystąpień publicznych (które niegdyś nazwano by po prostu retoryką) odnaleźć można szereg zaleceń związanych z zapamiętywaniem jak najdłuższych ciągów idei, wyrazów, cyfr itd. Wszystko to są wyrażone nowszym językiem sposoby, które znali już starożytni, a które udoskonalali ich średniowieczni i nowożytni kontynuatorzy. Skodyfikowali oni metody tworzenia ciągów skojarzeń, zapamiętywania rozkładu części oracji za pomocą układu części dłoni, to oni wreszcie wynaleźli genialny w swej prostocie, choć wymagający dużej wyobraźni pomysł, aby tworzyć w umyśle reprezentację opuszczonego budynku, na przykład pałacu, w którego kolejnych zaułkach, komnatach, korytarzach umieszczane są części wystąpienia, reprezentowane na przykład przez rzeźby i inne obiekty mające automatycznie ewokować skojarzenia z tym, co ma być powiedziane w dalszej kolejności. Zwieńczeniem tej długiej i doskonalonej na różne sposoby przez stulecia tradycji był zbudowany z drewna teatr pamięci żyjącego w XVI wieku Giulia Camilla – dzieło, którego tajemnicę działania poznał tylko król Francji, a w którym zbiegły się tradycje mnemotechniki i renesansowego hermetyzmu6.

Z GAŁĘZI NA GAŁĄŹ

Na początku XVI wieku wykładana na podległych władzom kościelnym uniwersytetach metoda scholastyczna osiągnęła apogeum swoich możliwości i zamieniła się, przynajmniej zdaniem niektórych współczesnych, w rodzaj autotelicznej sztuki, zarówno oderwanej od właściwego przedmiotu jej dociekań, jak i ślepej na realne potrzeby społeczne związane z klasą ludzi posiadających wykształcenie akademickie. Stereotypowe wyobrażenie scholastyki jako filozoficznej i teologicznej metody nastawionej na tworzenie nieskończonych ciągów dystynkcji i piętrowych, tak wyrafinowanych, że prawie niemożliwych do uporządkowania koncepcji metafizycznych, ma swoje źródła właśnie w jej okresie schyłkowym. Stanowi on wprawdzie fascynujący obszar badawczy7, jednak w obliczu „odkrycia starożytności”, jakie dokonało się za sprawą humanistów odkrywających zapomniane greckie i rzymskie teksty i odnajdujących w nich inny obraz epok poprzedzających wieki średnie8, scholastyka wydawała się zapatrzonym we własny pępek przeżytkiem. Dlatego też stanowiła doskonałą pożywkę dla ironicznych uszczypliwości, takich jak chociażby Pochwała głupoty Erazma z Rotterdamu, w której odmalowany został „taniec śmierci” a rebours, swoisty taniec głupoty, w którym prym wiodą teologowie scholastycy9.

Takie sarkastyczne ataki skierowane pod adresem scholastycznego gmachu wiedzy nie zawierały jeszcze w sobie programu pozytywnego. Sprawiały niewątpliwie, że na nieskazitelnym gmachu scholastycznych sylogizmów i kategoryzacji zaczęły się pojawiać rysy, a fundamenty zaczynały drgać, jednak z takich utworów jak Erazmowa tyrada upersonifikowanej Głupoty nie wynikało jeszcze, jaki miałby być nowy porządek wiedzy. Propozycje rozwiązań nadeszły jednak stosunkowo szybko. W czasie, kiedy Pochwała „księcia humanistów” schodziła z prasy drukarskiej, studia w Paryżu rozpoczynał Juan Luis Vives, późniejszy przyjaciel Erazma i jedna z najbardziej wpływowych postaci renesansowej refleksji na temat edukacji10. Do jego najważniejszych dzieł zalicza się rozprawę De causis corruptarum artium (O przyczynach psucia się sztuk), która zawiera zarówno fundamentalną krytykę scholastyki, jak i program reformy edukacyjnej systemu sztuk wyzwolonych w duchu humanistycznym, który Vives rozwijał również w następnych traktatach.

Z kolei sześć lat po ukazaniu się Stultitiae laus, w roku 1515 w jednej z pikardyjskich wiosek urodził się Piotr Ramus (Pierre de la Ramée) i to jemu przypadł w udziale zaszczyt bycia jednym z głównych burzycieli scholastycznego porządku. Akademicka legenda głosi, że karierę uniwersytecką zaczął od obrony magisterium, którego teza głosiła, iż wszystko, co napisał Arystoteles, jest fałszem (quaecunque Aristotelis dicta essent, commentitia essent)11. Ponieważ scholastyka opierała się od czasów św. Tomasza z Akwinu na schrystianizowanej filozofii Stagiryty, nie można było sobie wyobrazić większego intelektualnego skandalu i w istocie Ramusowi postawiono wiele zarzutów i próbowano ograniczyć jego działalność. Na legendę obrazoburcy zresztą metodycznie pracował, pisząc rozprawy nie tylko przeciwko Arystotelesowi (Aristotelice animadversiones), ale także dwóm innym starożytnym „ojcom założycielom” średniowiecznych sztuk wyzwolonych, Cyceronowi i Kwintylianowi (Brutinae quaestiones oraz Rhetoricae distinctiones in Quintilianum). W wypadku Ramusa teksty te nie były już wyłącznie próbami wbicia szpili w nadęty do granic możliwości scholastyczny balon; równolegle do tych tekstów rozwijał razem ze swoim towarzyszem Omerem Talonem (Audomarus Talaeus) nowy, zreformowany system wiedzy. Został on oparty na trzech prawach zaczerpniętych z Analityk wtórych Arystotelesa, a jego głównym zadaniem było wprowadzenie na nowo porządku, którego scholastyka nie była w stanie już utrzymać, a którego zdaniem Ramusa zabrakło już na samym początku, kiedy reguły sztuk (czyli dyscyplin wiedzy) były kodyfikowane przez starożytnych uczonych. Trzy prawa – sprawiedliwości, prawdy i mądrości – tworzące rodzaj aksjomatycznego systemu, miały służyć jako niemal automatyczne narzędzie, za pomocą którego możliwe będzie wyznaczanie przedmiotu danej dyscypliny, określanie właściwych tylko jej typów sądów oraz tworzenie ich hierarchicznego układu.

Do dzisiaj między historykami trwają spory co do zasadności niektórych rozwiązań wprowadzonych przez Ramusa (ograniczył retorykę do nauki o figurach retorycznych, a część poświęconą argumentacji przeniósł do logiki), jednak z całą pewnością można powiedzieć, że udało mu się… zasadzić drzewo. To właśnie bowiem Ramusowi i ramistom, jego kontynuatorom, których można odnaleźć w licznych ośrodkach edukacyjnych Europy drugiej połowy XVI i pierwszych dekad XVII wieku, zawdzięczamy spopularyzowanie cudownego wynalazku, jakim jest nawias klamrowy. Nie został on jednak wykorzystany przez ramistów jako znak służący do wprowadzania wtrąceń w tekście, ale jako element konstrukcyjny niezliczonych diagramów, opartych najczęściej (choć też nie zawsze) na zasadzie dychotomicznego podziału.

Ponieważ ramiści wychodzili z założenia, że ramistyczne prawa nie mają charakteru sztucznego wymysłu, tylko są zgodne ze światłem rozumu, uważali, że ludzka wiedza uporządkowana podług tychże reguł będzie się tworzyć i zapamiętywać sama i jeśli na przykład dostaniemy do analizy jakieś złożone pojęcie, to bez większego problemu rozłożymy je na binarne pary, których kolejne węzły będą się rozgałęziać aż do osiągnięcia najprostszych elementów.

By pokazać to na najbliższym Ramusowi i Talonowi przykładzie, czyli retoryce: retoryka jako sztuka dobrego mówienia składa się z dwóch części, wysłowienia i sztuki występowania. Wysłowienie obejmuje figury retoryczne i tropy. Tropy składają się wprawdzie z czterech elementów (metafory, ironii, synekdochy i metonimii), ale są pogrupowane w pary. Podobnie rzecz ma się z figurami, których układ rodzajowo-gatunkowy jest również podporządkowany zasadzie dualnego podziału. To samo paryscy teoretycy zrobili ze sztuką występowania, podporządkowując ją binarnemu rygorowi (choć nie zawsze im się to udało). Retoryka jest jednym z szeregu przykładów. Chcecie w ten sposób opanować dialektykę – sięgnijcie do podręcznika Ramusa lub dzieł logicznych któregoś z jego komentatorów; chcielibyście poznać życiorys Cycerona w formie tabelarycznej – odnajdźcie egzemplarz Ciceronianusa szwajcarsko- niemieckiego ramisty Johanna Thomasa Freigego; chcielibyście dostać książkę, w której cała struktura wiedzy została ujęta w taki właśnie sposób – takie dzieło również powstało i są to Tableaux accomplis Christophe’a de Savigny’ego12. Ta ostatnia „encyklopedia” jest zresztą pięknym przykładem kompromisu zawartego między kostycznym ramizmem (posądzanym między innymi przez Frances Yates o ikonoklazm) a potrzebą estetyzacji: wieczne tablice (tabulae perpetuae) w dziele de Savigny’ego – znajdujące się na szesnastu kartach – przedstawiają poszczególne dziedziny wiedzy, ale jednocześnie cieszą oko, bo zostały wtłoczone w medaliony i otoczone bordiurami.

Ramizm do pewnego stopnia powtórzył w przyspieszeniu historię scholastyki: od obiecującego początku do schyłkowej postaci i jałowych roztrząsań. Już wkrótce po śmierci Ramusa w trakcie masakry w noc św. Bartłomieja elżbietański dramaturg Christopher Marlowe pisał w o Ramusie jako flat dychotomists, płaskim dychotomiście (The Massacre at Paris, sc. 9). Nawet jeśli ramizm okazał się ślepą uliczką z punktu widzenia nauki i zbyt rygorystycznie przestrzegał granic pomiędzy poszczególnymi dziedzinami wiedzy, które w rzeczywistości na siebie zachodzą i zapewne zawsze zachodzić będą, to udała się dzięki niemu jedna ważna rzecz: rozpoczęła się nowa epoka w europejskiej edukacji, w której w licznych gimnazjach powstających chociażby na terenie sfragmentaryzowanego i podzielonego pod względem wyznaniowym cesarstwa niemieckiego uczniowie mogli sprawnie nabywać wiedzę, przydatną im następnie w służbie publicznej13. Zdobywanie tejże wiedzy miało zaś formę wspinania się po kolejnych gałęziach drzewa. Ramistyczne diagramy bowiem, jeśli spojrzeć na nie pod odpowiednim kątem, miały postać obróconego o 45 stopni schematycznego układu korzeni lub korony drzewa pozbawionego liści. Wiedza przedstawiona w ten sposób na kartach szesnastowiecznych opracowań nie miała już może takiego uroku, jaki należy wiązać z mnemotechnicznymi traktatami, w których konieczne było uciekanie się do pomocy w postaci wirtualnych, wyobrażonych przestrzeni, jednak z całą pewnością w sposób, w jaki została zorganizowana, wpisany został element przestrzenny. Widać to w jej hierarchicznym układzie, w zależnościach pomiędzy poszczególnymi elementami, wreszcie: w świadomym wyborze takiego, a nie innego sposobu symbolicznej reprezentacji (który zresztą miał również ogromny wpływ na rozwój drukarstwa).

THEATRUM WIEDZY

 Jeśli komuś skakanie po suchych gałęziach wiedzy uporządkowanej na modłę ramistyczną zacznie się w pewnym momencie wydawać nudne, a jest to całkowicie zrozumiałe, to historia nowożytnej wiedzy i sposobów jej przedstawiania ma do zaoferowania kilka nieco mocniej działających na wyobraźnię obrazów i opowieści.

Humanistyczne ambicje związane z wypływającymi w różnych zapomnianych przez Boga i ludzi opactwach tekstami zaczęły obejmować nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość. Dzięki odkryciom geograficznym świat zaczął się gwałtownie rozszerzać, a informacjom o innych kulturach i ich dziejach, zwierzętach i roślinach z niewidzianych wcześniej przez Europejczyków lądów nie było końca. Ta powódź danych przyczyniła się do konieczności zrewidowania struktury wiedzy. Świat stał się względny. Obyczaje mieszkańców dalekiej Azji, Ameryk czy Afryki znacznie się różniły od sposobu życia mieszkańców Starego Kontynentu. Źródła na temat ich dziejów wymusiły konieczność uzgodnienia ich sposobu mierzenia czasu z chronologią śródziemnomorską, obejmującą dzieje Bliskiego Wschodu, Grecji i Rzymu. Nowe gatunki roślin i zwierząt z jednej strony dostarczały wierzącym kolejnych powodów do zachwytów nad pięknem Stworzenia, z drugiej uświadamiały ludziom, że dotychczasowa wizja królestw fauny i flory była zbyt wąska i niezdolna już objąć nowych gatunków przywożonych przez kolejne żaglowce. W ślad za tymi wszystkimi bodźcami poznawczymi zrodził się nowy projekt epistemologiczny – ideał encyklopedii, która obejmie wszystkie napisane teksty, wszystkie gatunki zwierząt i roślin, chronologie wszystkich królestw i genealogie wszystkich dynastii. Emblematem dla tych wysiłków jest chociażby Theatrum vitae humanae, dzieło jednego człowieka – niestrudzonego bazylejskiego erudyty Theodora Zwingera (1533–1588). Zwingerowi udało się ująć zręby ówczesnej wiedzy, w czym pomogły mu również ramistyczne tabele, jednak dzieło, w miarę jak potop informacji postępował, wymagało aktualizacji, a kolejne wydania ukazywały się jeszcze kilka dekad po śmierci autora, na początku XVII wieku.

Do grona współtwórców encyklopedycznego gmachu należy zaliczyć obok Zwingera takie postaci jak Konrad Gesner, zuryski uczony, autor pierwszej systematycznej bibliografii oraz erudycyjnych prac z zakresu zoologii i botaniki czy, Ramus z jego drzewkowym projektem nowego systemu wiedzy. Późniejsze, bo datowane już na XVII stulecie próby stworzenia nowej nauki należy przypisać takim reformatorom wiedzy i dydaktyki jak Johann Heinrich Alsted, autor wielkiej, liczącej siedem tomów encyklopedii opartej na kombinatoryce pojęć przywoływanego już wyżej Lulla14, czy Jan Amos Komeński z jego Wielką dydaktyką15. Gmach nowożytnej wiedzy nie składał się jednak wyłącznie z cegieł mających postać gęsto zadrukowanych erudycyjnych tomów in folio.


[1.] I. Calvino, Niewidzialne miasta, przeł. A. Kreisberg, Warszawa: W.A.B., 2013, s. 14–15.
[2.] Cytaty za przekładem Biblii Tysiąclecia; Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. V, Poznań: Wydawnictwo Pallotynów, 2010.
[3.] Arystoteles, Kategorie i Hermeneutyka z dodaniem Izagogi Porfiriusza, przeł. K. Leśniak, Biblioteka Klasykow Filozofii, Warszawa: PWN, 1975.
[4.] Zob. Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Kęty: Antyk, 2003, ks. VII.
[5.] Por. O. Jäkel, Metafory w abstrakcyjnych domenach dyskursu, przeł. M. Banaś, P. Drąg, Językoznawstwo Kognitywne. Studia i Analizy, t. 5, Kraków: Universitas, 2003, s. 274–305, zwł. 283–293.
[6.] Zob. F. Yates, Sztuka pamięci, przeł. W. Radwański, posłowie L. Szczucki, Warszawa: PIW, 1977, rozdz. V. Na temat sztuki pamięci zob. również P. Rossi, Logic and the Art of Memory: The Quest for Universal Language, transl. S. Clucas, London−New York: Continuum 2006; M. Carruthers, The Book of Memory: Study of Memory in Medieval Culture, Cambridge: Cambridge University Press 1990; R. Wójcik, Opusculum de arte memorativa Jana Szklarka. Bernardyński traktat mnemotechniczny z 1504 roku, Poznań: Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu – Poznańskie Studia Polonistyczne, 2006; tenże, Locus spatiosus, „Autoportret” 2009, nr 2(27), s. 4–9.
[7.] Por. S. Swieżawski, Między >średniowieczem a czasami nowymi. Sylwetki myślicieli XV wieku, Warszawa: Biblioteka „Więzi”, 2002.
[8.] L.D. Reynolds, N.G. Wilson, Skrybowie i uczeni. O tym, w jaki sposób antyczne teksty przetrwały do naszych czasow, przeł. P. Majewski, Communicare, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2008.
[9.] Erazm z Rotterdamu, Pochwała głupoty, przeł. E. Jędrkiewicz, wstęp H. Barycz, Biblioteka Narodowa II 81, Wrocław: Ossolineum, 1953.
[10.] C.G. Norena, Juan Luis Vives, The Hague: Martinus Nijhoff, 1970; Ch. Fantazzi, A Companion to Juan Luis Vives, Leiden: Brill, 2008.
[11.] Na temat Ramusa zob. W.J. Ong, Ramus, Method, and the Decay of Dialogue. From the Art of Dicourse to the Art of Reason, 2nd ed., Chicago: The University of Chicago Press, 2004.
[12.] Tableaux accomplis de tous les arts liberaux, contenans… par singuliere methode de doctrine une generale et sommaire partition des dicts arts amassez et reduicts en ordre pour le soulagement et profit de la jeunesse, par M. Christofle de Savigny, Paris, par Iean et Francois de Gourmont freres […] 1587; dostępny pod adresem http://tinyurl.com/savigny-tableaux (dostęp: 10 marca 2014).
[13.] Zob. H. Hotson, Commonplace Learning: Ramism and Its German Ramifications 1543−1630, Oxford: Oxford University Press, 2007.
[14.] J.H. Alsted, Encyclopaedia cursus philosophici, Herborn 1630; na temat Alsteda zob. H. Hotson, Johann Heinrich Alsted 1588–1638. Between Renaissance, Reformation and Universal Reform, Oxford: Clarendon Press, 2000.
[15.] J.A. Komeński, Wielka dydaktyka, przeł. K. Remerowa, wstęp B. Suchodolski, Warszawa: PWN, 1956.

Czytaj dalej – Teatry, drzewa i pałace. Kłopoty z wiedzą w nowożytnej Europie (II)