Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Tarcza wielu możliwości

Z Krzysztofem Nawratkiem, urbanistą, architektem i nauczycielem akademickim z Sheffield University rozmawia Dorota Leśniak-Rychlak

DLR: W twoim ostatnim nieopublikowanym jeszcze tekście Engagin with an agency of the unknown: Towards radical postsecular urban theory odnosisz się do krytyki samej logiki dobra wspólnego zaproponowanej przez Kojina Karataniego, ktory przeanalizował sposoby wymiany, zwracając uwagę na logikę „daru” bez konieczności jego odwzajemniania. Jakbyś mogł streścić idee Karataniego i powiedzieć, jak ta preferowana przez niego logika „daru” mogłaby się materializować w mieście…

KN: Co do Karataniego, dokonał on bardzo ciekawego przesunięcia z zainteresowania „środkami produkcji” na środki wymiany. Jego najnowsza książka jest dostępna jedynie po japońsku, więc na rozwinięcie tej myśli musimy chwilę poczekać, ale z tego co powiedział nam w poprzedniej, ciekawe jest zwrócenie uwagi na akumulację sprawczości. Karatani pokazał, jak mechanizm wymiany barterowej, obudowany kulturowym przymusem odpowiedzi na dar (co wyraża się również w mechanizmie zemsty rodowej), uniemożliwia akumulację sprawczości i że tu państwo / imperium okazywało się po prostu skuteczniejsze, bo było w stanie zakumulować sprawczość. Karatani wyróżnia cztery mechanizmy wymiany: (A) wymuszony dar (na poziomie wspólnot, nie jednostek), (B) grabież i dystrybucja (to jest poziom państwa – dziś obecne w podatkach), (C) utowarowienie (możliwość finansowej „translacji” każdej rzeczy i każdej usługi), to jest wymiar globalnego kapitalizmu oraz (D) „niewymuszony dar”. To ostatnie istnieje tylko szczątkowo w niektórych wspólnotach religijnych, w rodzinach, to jest wizja komunizmu w ujęciu Karataniego, jako ostatniego etapu rozwoju ludzkości. Ja oczywiście nie wierzę w żaden ostatni etap, dlatego widzę jego „niewymuszony dar” raczej jako poprzedzający A, ten moment, w którym człowiek był jeszcze zanurzony w swej zwierzęcości, był zanurzony w naturze, z której czerpał, ile chciał (i mógł).

DLR: Rozwiń proszę pojęcie drugiej natury czy drugiej przyrody? Jest dana, ale przez kogo?

KN: Druga natura to właśnie powrót do mechanizmu bezwarunkowej dystrybucji. To może się wiązać z Bezwarunkowym Dochodem Podstawowym, to może się wiązać z miejską infrastrukturą (Wi-Fi, woda, mieszkania, urban farming). Druga natura to coś, z czego możemy czerpać, bo jest tego w nadmiarze. A jest w nadmiarze, bo jest tworzone jako element stabilizacji, który ma trwać, a nie który jest elementem systemu wymiany C. Nie jest projektowany i tworzony po to, by mógł przez niego przepływać kapitał.

DLR: Czy faktycznie drugą naturę mamy w nadmiarze, ostatecznie nasz Spaceship Earth ma jednak ograniczone zasoby, które systematycznie i w coraz większym tempie zużywamy. I pytanie o doświadczenie religijne, ktore, o ile dobrze rozumiem, ma być źródłem wspólnych wartości? Jakie one mogłyby być, czy faktycznie jest możliwe ich uwspólnienie – oprócz inkluzywizmu, o którym już wspomniałeś.

KN: No właśnie po to jest owa „druga natura”, by nie niszczyć tej pierwszej. To jest ekosystem na wyższym poziomie. Zresztą, nie wiem, czy widziałaś, kiedyś sobie narysowałem miasto dla 9 miliardów ludzi o gęstości Barcelony, wyszło mi, że powierzchniowo to byłoby około 2/3 Francji… Więc to raczej nieefektywność, rozrzutność i marnotrawstwo jest problemem, a nie brak środków, miejsca itd. Natomiast co do doświadczenia religijnego, to przede wszystkim chodzi mi o doświadczenie Innego/ Inności i tego, jak sobie z tym radzimy. Inkluzywizm czy radykalny uniwersalizm to już jest projekt, on nie wychodzi bezpośrednio z doświadczenia religijnego, choć moim zdaniem może z niego brać swą inspirację. Ale jako taki, ten początkowy impuls religijny jest neutralny aksjologicznie.

DLR: Rozumiem, że poprzez postulat radykalnej postsekularnej teorii urbanistycznej (pytanie raz jeszcze, czy mógłbyś ją nazwać bez odniesień „post” – jakie słowo by wtedy padło? – religijnej, metafizycznej, ontologicznej?) wpisujesz się w próbę stworzenia alternatywy dla TINA (czyli narracji, że nie ma żadnej alternatywy dla kapitalizmu), czy w politykę nadziei. Do jakiego stopnia twój głos na gruncie urbanistyki jest odosobniony? Jakie są inne, inkluzywne propozycje i co oznaczają w praktyce?

KN: Ontologiczna teoria miejska fajnie brzmi, ale semantycznie to jednak za bardzo nie ma sensu. Metafizyczna? Może trochę bardziej. Prawdę mówiąc, za bardzo nie wiem jeszcze, jakiego słowa chciałbym użyć. Tak, próbuję radykalnie odrzucić TINA, natomiast na ile mój głos jest odosobniony? Rozmawiamy ostatnio z Justinem Beaumontem, który był redaktorem wydanej w 2012 książki Postsecular City. Justin dość wydaje się entuzjastycznie podchodzić do tez, które głoszę. Ale może jego entuzjazm jest tylko potwierdzeniem, że przemykam się opłotkami głównej debaty o współczesnym mieście. Wydaje mi się, że jestem jednym z nielicznych, którzy myślą o progresywnym, inkluzywnym mieście z niemarskistowskiej perspektywy. Bo albo mamy marksistowską krytykę, albo rożne rodzaje „miękkiego neoliberalizmu”. Myślę, że najbliżej mi do różnych propozycji feministyczno-zielonych gospodarek miejskich. Z wielką ciekawością patrzę na eksperymenty w Barcelonie, które łączą radykalną lewicę z ruchem DYI, z makersami, z ruchem wokół fab-labów. Ale za wcześnie, by coś więcej o tym, co się w Barcelonie dzieje, powiedzieć. Mam tylko nadzieję, że gdzieś tam w zielono-konserwatywno-postsekularno-feministycznym mieście się spotkamy.