Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Tarcza wielu możliwości

Z Krzysztofem Nawratkiem, urbanistą, architektem i nauczycielem akademickim z Sheffield University rozmawia Dorota Leśniak-Rychlak

DLR: Pojawiło się w twojej wypowiedzi bardzo wiele wątków. Jakbyś mógł jeszcze, zanim przejdziemy do szczegołów twojej propozycji, powiedzieć więcej o postsekularyzmie w urbanistyce. Wtedy będzie można zobaczyć radykalność w kontekście myśli Habermasa, do której się odwołujesz. I uwaga na marginesie: w określeniu postsekularyzm jest pewne ograniczenie, określenie mówi więcej o kontekście niż samej propozycji. Jak ewentualnie można by to przeformułować dla celów głębszego zrozumienia konceptu?

KN: W odniesieniu do miasta, postsekularyzm jest niemal całkowicie zanurzony w interwencji Jurgena Habermasa z początku XXI wieku. W skrócie, Habermas postulował wprowadzenie języka religijnego do sfery publicznej tam, gdzie język świecki nie wystarcza aktorom społecznym, by się poprawnie wypowiedzieć. To był (jest?) postulat pewnego przeorientowania granic świeckiego, liberalnego społeczeństwa Zachodu. Z tej perspektywy, postsekularna teoria miejska zajmuje się na przykład dystrybucją przestrzenną nowych ruchów religijnych, czy też charytatywną działalnością organizacji religijnych w miastach. To, o czym ja mówię, czyli radykalna postsekularna teoria miejska całkowicie odrzuca (albo ignoruje) stanowisko Habermasa. Zamiast traktować grupy religijne jako subkultury, proponuję odejście od traktowania ich esencjonalnie i przyjęcia feministycznej perspektywy skupiającej się intersekcjonalności (intersectionality), czyli traktującej grupy religijne nie jako jednorodne struktury, lecz jako pewien stan istnienia różnorodnych sieci społecznych. Bycie wyznawcą/wyznawczynią jakiejś religii jest tylko jedną z charakterystyk.

Jednocześnie mój radykalny postsekularyzm uznaje „doświadczenie religijne” i „wyobraźnię religijną” za składową część ludzkiego myślenia i działania. W skrócie – doświadczenie zderzenia z Absolutnie Nieznanym jest uniwersalne. Różne religie w różny sposób usiłowały sobie z tym doświadczeniem radzić, mechanizmy radzenia sobie są obecne w ludzkim myśleniu i działaniu na różnych poziomach. Są oczywiście również obecne w ustabilizowanych, zinstytucjonalizowanych religiach. Szanuję pracę, jaką religie wykonywały i wykonują, po prostu nie uznaję tej pracy za skończoną. Religie stabilizują społeczne doświadczenie kontaktu z Obcym/Nieznanym, ulegają więc pokusie radykalnej stabilizacji. Na taką radykalną stabilizację nie ma zgody, bo ona odrzuca owo doświadczenie religijne, o którym mówiłem. To jest sytuacja, w której musimy wciąż iść naprzód – jeśli się zatrzymamy, to upadniemy.

DLR: Naprzód, ale dokąd? Piszesz o etycznym celu naszych działań, na przykład miasta dobrego dla mieszkańców, czyli, jak rozumiem, wprowadzeniu innej niż kapitalistyczna, logiki czy bardziej nawet aksjologii. Dlaczego idea the commons – dóbr/dobra wspólnego wydaje ci się niewystarczająca (czy nawet błędna)? I pytanie oczywiście jeszcze – jak ten nasz marsz naprzód ma wyglądać, z czego stworzymy tę tarczę wobec Nieznanego/Obcego?

KN: Dobro wspólne jest bardzo fajne, tyle tylko, że angażuje nas w ciągłą aktywność, by nim zarządzać, by je utrzymywać. Z tego punktu widzenia, jest po prostu kosztowne – przykład budżetu partycypacyjnego z Porto Alegre, gdzie ludzie się po prostu zmęczyli – jest tu moim zdaniem bardzo ważny. Dlatego ja używam (w nawiązaniu do Murraya Bookchina) pojęcia „druga przyroda”. Czegoś co jest wspólne, ale jest dane – nie musimy się tym zajmować. A dokąd? Do lepszego, inkluzywnego świata oczywiście! Jak taki świat miałby wyglądać, jest właśnie kwestią z jednej strony dyskusji narracji, z drugiej ciągłego eksperymentowania. To właśnie to sprzężenie zwrotne: eksperyment – feedback – stabilizacja/kolejny eksperyment jest mechanizmem owej „tarczy”.

DLR: Pierwsze moje pytanie, to skąd wziąć mobilizację do poszukiwań (skoro nadal naszą najbardziej witalną aktywnością pozostaje robienie zakupów), a drugie to, ile mamy czasu… To ostatnie oczywiście w kontekście nadchodzącej katastrofy klimatycznej.

KN: Pytania o mobilizację i o czas się splatają – z Nieznanym/Obcym mamy do czynienia ciągle. Możemy tego nie dostrzegać, albo się z owym Nieznanym/Obcym odważnie zmierzyć. Z oczekiwaniem patrzę na nową politykę nadziei, która zaczyna się rodzić w różnych miejscach świata. Wydaje mi się, że rok 2016 pokazał nam czarną, przerażającą wizję przyszłości, a w 2017 zaczną pojawiać się wizje znacznie pogodniejsze. Inkluzja i empatia zaczynają być słowami z języka polityki, używanymi przez nieprawicowych kandydatów we Francji, Holandii.