Fot. P. Tomczyk. Dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki w Łodzi

13 | 11 | 2014

Sztuka wyboru

A.W.: W końcu nie jesteśmy zegarami… Zapytam pana o fortepian: instrument, medium, którego wielka kariera przypada na wiek XIX. Wtedy kolejni kompozytorzy, często pianiści – bo wówczas wielu było kompozytorami i pianistami jednocześnie – zrobili wiele, żeby pomieścić w tym instrumencie cały muzyczny świat: pisząc na fortepian bądź transponując na fortepian wszelką muzykę. Miał być instrumentem uniwersalnym, zdolnym do wszystkiego. Pan jest wyjątkiem – już w XX wieku był pan wyjątkiem…

Z.K.: (śmiech)

A.W.: (śmiech) …jako kompozytor wiele komponujący na ten instrument i jako znakomity, twórczy wykonawca muzyki fortepianowej – jeśli w ogóle można użyć określenia „wykonanie” dla sztuki, którą pan uprawia. Czy fortepian jest również szkołą syntezy dla pana?

Z.K.: Fortepian jest dla mnie ważny, bo spędziłem przy nim – z nim – kawał życia. Na pewno utwory pisane na fortepian są trochę inne niż te, które są pisane na przykład na orkiestrę czy utwory wokalne. Różnica polega na tym, że występuje tu element gry. Sam dotykam palcem klawisza i go czuję; sam tworzę dźwięk i od razu go słyszę, sam go formuję, mogę go sprawdzić. To bezpośrednia, natychmiastowa konfrontacja z nim w momencie tworzenia utworu. Dlatego są one trochę inne. Kiedy tworzę utwór symfoniczny, bardziej sobie już wyobrażam – to bardziej abstrakcyjna rzecz. W utworach fortepianowych rolę odgrywa moment bezpośredniego tworzenia i słyszenia dźwięku. Poza tym rolę odgrywa też szereg przyzwyczajeń pianistycznych, które mam, lubię i mogę w tych utworach zastosować – bo czuję, że one są w jakimś sensie moje własne, że się z nimi identyfikuję. Myślę, że moje najważniejsze utwory to jednak utwory orkiestrowe lub orkiestrowe z fortepianem, nie sam fortepian. Pani może przecenia trochę liczbę tych utworów i ważność; to jednak specjalna kategoria mojej muzyki, którą lubię wykonywać, ale która nie jest najważniejsza dla mnie. Tutaj odgrywa rolę przyjemność grania, satysfakcja z grania. To dla mnie wielka frajda – grać i słyszeć, że ludzie słuchają; bo to się czuje, będąc na estradzie. Jest to niesamowicie przyjemne, daje energię, właściwie szczęście. Kiedy się komponuje, człowiek się męczy, potem czeka, żeby to gdzieś zagrali, czasami się nawet tego nie słyszy – bo jest zagrane gdzieś na świecie.

A.W.: Kontakt z słuchaczem jest zupełnie inny.

Z.K.: Tak, i w tym sensie możliwość wykonywania utworów fortepianowych jest jedną z najbardziej sympatycznych stron mojego muzykowania czy mojego życia jako kompozytora.

A.W.: Chciałabym poruszyć jeszcze jedno zagadnienie – nieco bardziej ogólnej natury. Niektórzy twierdzą, że znajdujemy się dzisiaj na swoistym cywilizacyjnym zakręcie: wydawało się przez kilka ostatnich dekad, że rozwój, przyrost, produkcja i mnożenie dóbr będą i powinny trwać w nieskończoność, dzisiaj powoli budzimy się z tego snu i coraz więcej głosów nam przypomina, że ziemia jest skończona i może pora się zatrzymać i przemyśleć, po co ten bieg, do czego on prowadzi i jakim kosztem się odbywa.

Z.K.: Tak, wracamy do tego, o czym rozmawialiśmy na początku.

A.W.: Być może związek między tymi kwestiami nie jest oczywisty, ale chciałabym zapytać o pana pomysł na pracę z tym, co zastane; z tym, co niekiedy stanowi naszą encyklopedię bądź nasz krajobraz dźwiękowy – co zostało gdzieś zasłyszane, a niekoniecznie wysłuchane czy usłyszane.