Niesamowitość

4 [47] 2014

11 | 09 | 2015

Szalona katedra (I)

Ciała maszyn miały przeróżne kształty, wszystkie zbliżone do poczwar przedpotopowych różnych ras i rodzin.

Trzymało się to wszystko uporczywie drogi, jako przepisanego rozumem i ustawą racji, szlaku.

Nawet aeroplany z poświstem przeszywające powietrze, otulone w formy olbrzymich nietoperzy, ściśle trzymały się powietrznej linii, idealnie odpowiadającej biegowi trasy.

[…] Przejrzyste cielska zlewały się w jednego, przejrzystego węża z jakiemiś ruchliwemi cieniami, w wężu zaś był zamęt kół, trybów, pasów, linii prostych i krzywych – krzyżujących się, zazębiających jedne za drugie.

Ten ścisk mechaniczny przerywały, ciągle zmieniając miejsca, błyski, niby bardzo wydłużone piramidy, zielone, niebieskie, czerwone. Świeciły blado w blasku dnia, – a widać je było wyraźnie tylko ze względu na ciemniejsze tło mgły cielsk, w których spoczywały ich źródła światła.

Ciągnęła tak ta groźna chmura brzemienna dźwigniami, łańcuchami, lewarami, stalowemi ramionami, które w swej polerowanej powierzchni odbijały łamiące się światła, jak sen okropny, jak zjawa, wobec której wszystkie znane dotąd ludziom okropności malały i bladły. Unosił się nad nią duch niezmożonej organizacji i siły. Była to lawina, której próżnem byłoby chcieć stawić opór, lawina hucząca jak tysiąc wodospadów, jak miliony zsypywanych fur kamieni, – a głos ten przygniatał, przygnębiał, kładł się na mózg jak bolesny ciężar, odzywając się w głowie echem uderzeń dokuczliwych, pod naporem których bolały oczy.

Rzecz dziwna, że szatański ruch – sprawiał wrażenie pustki. Oschłością jakąś wiało od ciągnących mas, nie było w tem życia. Drogą toczyła się metodyczność. Życie przyrody posiada cały szereg ruchów i drgnień nieskoordynowanych, niespodzianych – stamtąd ziało szematem i regularnością – ziało martwotą. To zespolenie martwoty z ruchem było nad wyraz przykre. Mimo woli nasuwało się wyobraźni pojęcie zgal­wanizowanego trupa8.

Przytoczone wyżej fragmenty opisują dwie lustrzane sytuacje: w jednej widzimy świat ludzi tak dobrze zorganizowany, że przypomina doskonały mechanizm, w drugiej – świat opanowywany przez maszyny, które zachowują się, jak gdyby były ożywione. „[…] wątpliwość co do tego, czy żywa – jak się zdaje –  istota jest rzeczywiście ożywiona, i odwrotnie: czy martwy przedmiot nie jest przypadkiem ożywiony”9, Ernst Jentsch uznał prawie sto lat temu za jedną z przyczyn mogących wywołać poczucie niesamowitości. Zaś w latach 80. ubiegłego wieku Donna Haraway nadała nowy, głębszy i szerszy sens definicji cyborga (samo słowo pochodzi z lat 60.10), czyniąc zeń jedno z podstawowych pojęć postmodernistycznej filozofii i antropologii11. Na początku swojego manifestu, pisząc o granicach, których zniesienie w XX wieku doprowadziło do powstania cyborga, Haraway przywołała granicę między człowiekiem a zwierzęciem oraz między organicznym a mechanicznym. Zniesienie tej ostatniej granicy z jednej strony ma za sobą historię sięgającą XVIII-wiecznego racjonalizmu, z drugiej jest rezultatem rewolucji poznawczej rozpętanej przez cybernetykę. Tam, gdzie każdy organizm – nieważne, czy jest to jednostka, zbiorowość, żywa istota czy sztuczna inteligencja, układ nerwowy czy internet – może być opisywany w kategoriach systemu i organizacji, humanistyczny podmiot okazuje się iluzją, ideą pozbawioną ontologicznego gruntu. Mamy zatem sytuację, w której ludzkie jednostki przestają być jednostkami, a zaczynają tworzyć olbrzymie zwierzę, rodzaj Lewiatana: w wyżej przytoczonym fragmencie opowiadania Sosnkowskiego jest to „olbrzymi gad bez końca i początku”12, nieco dalej zaś obraz spieszącego w milczeniu tłumu przechodniów mieni się „jak wielka stugłowa salamandra w blasku reklam”13. Podobnie w powieści martwe z definicji maszyny poruszają się, naśladując ruchy żywych istot, budząc wątpliwość co do samej definicji życia. W obu fragmentach wreszcie efekt akustyczny przyczynia się do wrażenia niesamowitości. W opowiadaniu zaskakujący w kontekście wielkomiejskiego ruchu brak hałasu kontrastuje z opisywaną sceną i wzmacnia efekt organizacji i mechanizacji; we fragmencie z powieści hałas jest wprawdzie ogromny, za to jest regularny i rytmiczny, przez co wytwarza wyobcowujący efekt martwoty. W obu wypadkach mamy do czynienia ze „szczególnym amalgamatem tego, co znane i nieznane”14. Już prawie sto lat temu Ernst Jentsch wspominał o wyłączeniu jednego ze zmysłów jako możliwym źródle wrażenia niesamowitości, podając przykład hałaśliwego warsztatu lub maszynowni, w których szum nie pozwala usłyszeć nawet własnych słów15.


[8.] J. Sosnkowski, Auto, Ty I Ja (Miłość maszyn), Warszawa: Wydawnictwo Biblioteki Dzieł Wyborowych, 1925.
[9.] E. Jentsch, O psychologii niesamowitego, przekład zamieszczony w niniejszym numerze „Autoportretu”, s. 34.
[10.] Por. A. Wabik, Cyborg, „Autoportret” 2010, nr 1 [30], s. 42–47.
[11.] Zob. D.J. Haraway, A Cyborg Manifesto: Science, Technology, and Socialist-Feminism in the Late Twentieth Century, [w:] tejże, Simians, Cyborgs and Women: The Reinvention of Nature, New York: Routledge, 1991.
[12.] J. Sosnkowski, Szalona katedra, s. 108.
[13.] Tamże, s. 109.
[14.] N. Royle, The Uncanny, przekład zamieszczony w niniejszym numerze „Autoportretu”, s. 17.
[15.] Zob. E. Jentsch, dz. cyt., s. 32.