Ochotnicze Hufce Pracy – junacy podczas rozbiórki domu na terenie dawnego getta, Warszawa, 1946 (fot. S. Rassalski/Narodowe Archiwum Cyfrowe. All rights reserved)

Konserwacja /rekonstrukcja

2 [53] 2016

27 | 01 | 2017

Spór o odbudowę (II)

Dziś odbudowa Starego Miasta i Traktu Starej Warszawy zyskuje najczęściej pozytywną ocenę i jawi się jako jedno z największych dzieł odbudowy. Jest realizacją wyjątkową w skali świata, wpisaną w 1980 roku na listę UNESCO.

O przeciągającej się debacie o odbudowie pisze też architektka Maria Sołtys w swoim tekście Zanim powstało Biuro Odbudowy Stolicy – odbudowa domów przy ul. Nowy Świat po zniszczeniach 1939 roku, wywodząc najważniejsze założenia odbudowy z umiejętności zawodowych i postaw ukształtowanych nie w stalinizmie, ale we wcześniejszej edukacji architektów11. Odbudowa w jej ujęciu jest sposobem wychodzenia z kryzysu, dlatego zaczęto o niej myśleć bardzo wcześnie, gdy na Nowy Świat spadły pierwsze bomby, w 1939 roku. Architekci z Pracowni Gabarytów Ulicznych Wydziału Planowania, wydawali dokumenty niezbędne do uzyskania pozwoleń na budowę, bazując na formacyjnym dla tej grupy doświadczeniu, jak pisze Sołtys, „pracy związanej z planem zwanym Rewizją Ogólnego Planu Zabudowania z 1931 roku, podjętą w 1935 roku na zlecenie Prezydenta Starzyńskiego w zespole kierowanym przez arch. Mariana Spychalskiego (w okresie 1944–1945 będącego Prezydentem Warszawy)”. Tu więc należy szukać korzeni pierwszej odbudowanej ulicy. W dyskusjach inicjowanych przez Spychalskiego wskazywano na konieczność przekształcenia Nowego Światu, nadmiernie obciążonego ruchem kołowym i transportem miejskim. Tak widziana odbudowa nie była fanaberią jednego systemu, ale wydarzeniem zakorzenionym we wcześniejszych dyskusjach.

Jak udowodniła Maria Sołtys, ci sami architekci, urbaniści i historycy sztuki, którzy podpisali się pod obowiązującymi w latach 1940–1944 zasadami odbudowy Nowego Światu, choć niezrealizowanymi ze względu na nasilenie działań wojennych, po wojnie w większości pracowali w Biurze Odbudowy Stolicy (do 1947 roku) i stworzyli jego intelektualne zaplecze. Zrozumienie tego procesu umożliwia osłabienie natrętnej narracji związanej z wizją „obcego miasta”, narzuconego mieszkańcom po wojnie przez sowietów.

To w grupie międzywojennych architektów, jeszcze zanim miasto zostało zburzone, miały miejsce pierwsze spory o odbudowę. Dotyczyły wspomnianych wczesnych zniszczeń. Z różnych powstałych wtedy dokumentów wyzierała nowa wizja miasta. Radykalnie inna od tego, czego chcieliby dzisiejsi varsavianiści zapatrzeni w dziewiętnastowieczny „mały Paryż”. Komisję Rzeczoznawców Urbanistycznych pod przewodnictwem Tadeusza Tołwińskiego przy Zarządzie Miasta powołano w 1939 roku, już po aresztowaniu prezydenta Stefana Starzyńskiego. W jej skład weszli Jan Chmielewski, Romuald Gutt, Jan Zachwatowicz, Lech Niemojewski, Michał Kostanecki, Adam Kuncewicz, Adam Paprocki oraz ekonomista Michał Kaczorowski (późniejszy Minister Odbudowy). Komisja stworzyła w 1941 roku „Opinię” dotyczącą niezatwierdzonego planu ogólnego stolicy. To w niej należy szukać koncepcji nowej Warszawy. Opinia była bowiem kwintesencją modernistycznej wizji miasta. Jak pisała w materiałach do wystawy Spór o odbudowę Ewa Perlińska‑Kobierzyńska:

Komisja postulowała m.in. rozluźnienie zabudowy miasta i wprowadzanie pasów zieleni, ale też opiekę nad zabytkami. Jednym z najważniejszych postulatów była „sanacja przestrzeni” dotycząca warunków mieszkaniowych oraz estetyki (postulowano m.in. wyburzenie oficyn).

W odpowiedzi Wydział Planowania Zarządu Miejskiego skrytykował między innymi ustalony przez Komisję zbyt wielki obszar zabytkowy pokrywający niemal całe Śródmieście. Rok 1941 to początek sporu o odbudowę. O wizję nowoczesnego miasta.

Dla wielu architektów, pracowników Politechniki Warszawskiej, okres okupacji był zatem czasem wytężonej pracy. BOS dla licznej grupy architektonicznej młodzieży był pierwszym ważnym doświadczeniem zawodowym, byli gotowi poświęcić mu się w pełni. Decyzją prezydenta Warszawy, Mariana Spychalskiego, 23 stycznia 1945 roku powołano Biuro Organizacji Odbudowy Warszawy, które 14 lutego przekształciło się w utworzone formalnie przez Prezydium Miejskiej Rady Narodowej m.st. Warszawy Biuro Odbudowy Stolicy. Jak pisał w materiałach do wystawy
Spór o odbudowę Grzegorz K. Mika,

Spoczął na nim całokształt prac nad odbudową, projektowaniem urbanistycznym, rekonstrukcją zabytków, projektowaniem i realizacją poszczególnych budynków, nad planem gospodarczym i inwestycyjnym, wreszcie nad wykonawstwem. Obraz zgliszczy i pozostałości stolicy był bardzo zróżnicowany. Statystyki dotyczące prawdziwej ilości gruzu i realnej wyceny całości strat materialnych, prowadzone przez Wydział Inwentaryzacji i Pogotowie Budowlane, nie zawierały prawdziwej skali zniszczeń. Przyjęta w powojennej narracji liczba 85% opierała się na ocenie wizualnego stopnia destrukcji, a nie możliwości technicznych. Zdjęcia wypalonych domów z zachowanymi dekoracjami, elewacjami i ścianami nie oddawały konsekwencji budowlanych i konstrukcyjnych zniszczeń.

Wspominał ten okres również Jerzy Baumiller, który po zakończeniu wojny, jako dwudziestosiedmioletni architekt zatrudnił się w Biurze Odbudowy Stolicy w zespole prof. Jana Bogusławskiego. Oprócz projektowania odbudowy układów przestrzennych stolicy (m.in. osiedla domków fińskich na Jazdowie) zajmował się aranżacją wnętrz biur dygnitarzy (np. Bolesława Bieruta, Mariana Spychalskiego). Od 1946 roku pracował jako kreślarz w pracowni prof. Bohdana Lacherta, i został asystentem prof. Bogusławskiego na Politechnice. Baumiller w liście otwartym do warszawskich architektów, w którym odpowiadał na zarzuty wobec nieudanej odbudowy, formułowane, jak wspominaliśmy wyżej, już w 2005 roku, pisał:

Należałem do oskarżonych, więc zabieram głos. Domyślam się, że większość krytykujących to warszawiacy z krwi i kości i że znali Warszawę taką, jak była przed zniszczeniem. Nie wiem, jak wielu z nich widziało ją po zniszczeniu. Ja właśnie rozpoczynałem pracę w BOS‑ie. Zaczęliśmy od inwentaryzacji. (85% zniszczeń…, że przypomnę). A mróz siarczysty, a biuro BOS‑u w pokoikach bez szyb tylko jedna „koza” gdzie rozgrzewaliśmy skostniałe ręce. Otaczał nas śnieżny „księżycowy” krajobraz. Były głosy, by Warszawę wybudować w innym miejscu.Ale warszawiacy ściągali chmarami i zaczynali nowe życie w ruinach. I to zadecydowało. I nie było wątpliwości, że trzeba wskrzesić nasze miasto.

Mimo że, jak wspominał Jerzy Baumiller, w projektach architektów dominował „element zaprzyjaźnionego miejsca”, co można dziś wyczytać zarówno z dyskusji oficjalnych czy spisanych prywatnych rozmów, to urbanistyka Warszawy realizowała też zupełnie nowy program. Warszawa miała być taka sama, ale pozbawiona przywar, z którymi walczyli w latach 20. architekci‑społecznicy. Architekt i urbanista, Marian Spychalski, pierwszy powojenny prezydent Warszawy, który przed 1939 rokiem pracował w powołanym na zlecenie prezydenta Starzyńskiego Samodzielnym Wydziale Planowania Miasta nad
rewizją planu z 1931 roku, tak pisał o swoich doświadczeniach urbanisty wyniesionych z międzywojnia:

Specjaliści od spraw zabudowy miejskiej pragnęli ze względów społecznych uzdrowić żywiołowy, szkodliwy dla mieszkańców miasta proces urbanistyczny, początkowo całkowicie podporządkowany prawu największego zysku. Brak mieszkań i działające w miastach prawo monopolistycznej absolutnej renty gruntowej były wykorzystywane do spekulacji terenami i ich zabudowy, mimo że często nie nadawały się do tego. Zabudowywano również takie tereny, które należało chronić przed zabudową, jako niezbędne do życia ludności miast. […] Działki były gęsto zabudowywane kosztem dostępu światła do mieszkań i wolnej przestrzeni koniecznej do rekreacji oraz dostępu świeżego powietrza. Kapitalizm stworzył podwórza‑studnie, boczne i tylne oficyny w miastach oraz mieszkania pozbawione dostępu świeżego powietrza i słońca, niebywale przeludnione. […] W sprawach zawodowych urbaniści łatwo znajdowali wspólny język, jednocząc się przeciwko właścicielom ziemi zabiegającym o jak największą gęstość zabudowy. […] Nie do wszystkich docierała prawda, że w warunkach kapitalizmu funkcjonalna zabudowa i dobre warunki mieszkaniowe są dostępne tylko dla ludzi o wysokim poziomie dochodów.12

Z kręgu Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, grupy społeczników zainteresowanych mieszkalnictwem, wywodził się przecież Bolesław Bierut, skrupulatnie nadzorujący pierwszą fazę odbudowy z pozycji Przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej, a później Prezydenta RP. Dla architektów, jak pisze Wyporek, było oczywiste, że nie należało konserwować bądź odbudowywać „kamienic z podwórkami studniami, o intensywności zabudowy niespotykanej w innych miastach europejskich i z większością mieszkań o fatalnych warunkach sanitarnych, źle naświetlonych i nie przewietrzanych”. Zbieżności mieszkaniowych idei CIAM (Kongresów Architektury Międzynarodowej) i warszawskiej odbudowy nie są powszechnie znane. Poświęcono im do tej pory zaledwie kilka tekstów naukowych. W bodaj najważniejszym z nich, Waldemar Baraniewski przyglądał się słynnemu „Referatowi Bieruta” z 1949 roku od strony tradycji artystycznych, jakie daje się wyczytać z jego treści13. Dowodził, że przyszli współtwórcy Planu Sześcioletniego pozostawali w kręgu kształtującej ich tradycji awangardowej. Stanisław Dziewulski, Zygmunt Skibniewski i Wacław Ostrowski korzystali zapewne z osiągnięć Karty Ateńskiej, kluczowego dokumentu dotyczącego miasta, opracowanego przez międzynarodowe grono architektów w 1933 roku. To dlatego czytając dziś, wydany w 1951 roku, album Sześcioletni Plan Odbudowy Warszawy, który prezentował w monumentalnej formie referat Bolesława Bieruta na Konferencji Warszawskiej PZPR 3 lipca 1949 roku, naszą uwagę przyciąga grafika na temat nowych mieszkań z hasłem „10 razy więcej światła”. Patrząc na realizowane w PRL mieszkania, niełatwo jest temu hasłu zaprzeczyć. Jak pisze Baraniewski,

Zbieżność w opisie i krytyce miasta między autorami Karty Ateńskiej a referatem Bieruta jest uderzająca. I nie chodzi w tym przypadku jedynie o retorykę obu tekstów. Łączy je coś znacznie ważniejszego, postawa wobec roli i zadań architektury, wiara w racjonalny, uporządkowany obraz miasta.

Inspiracje architekturą nowoczesną są niepodważalne i łatwe do udowodnienia, jak wskazuje badacz, także na poziomie językowym. Bierut i pracujący z nim nad referatem architekci posługują się specyficznym językiem spod znaku CIAM i Le Corbusiera.

Po 1945 roku wielokrotnie mitologizowano obraz Warszawy międzywojennej. Jej piewcy łatwo zapominali, że przedwojenna stolica była pozbawiona wystarczającej infrastruktury, a przeludnione kamienice czynszowe zapewniały dosyć niską jakość życia. Dosadnie prezentuje to, w propagandowej oprawie, referat Bieruta, krytykując miasto,

w którym mieszkania robotnicze zostały zepchnięte na tereny najsłabiej uzbrojone, nie posiadające kanalizacji, wody, światła, komunikacji […]. Otrzymaliśmy szczątki miasta zabudowanego bezładnie z fantastycznie przeludnionymi i zaniedbanymi dzielnicami robotniczymi i dostatnio wyposażonymi i urządzonymi koloniami bogaczy. Miasto, w którym naturalne prawo człowieka do przestrzeni, światła, zieleni, zostało odebrane klasie pracującej14.

W ocenie architektów piszących te słowa, jedynym celem zamożnego mieszczaństwa i warstwy urzędniczej było stworzenie z mieszkalnictwa „dochodowego przedsięwzięcia”. Przytaczana przez Baraniewskiego w tym kontekście Karta Ateńska, kładła nacisk na poprawę warunków mieszkaniowych, stwierdzając w punkcie 14.: „Budowle pełne powietrza (mieszkania ludzi zamożnych) znajdują się w terenach, którym wszystko sprzyja”15.

To zapewne z tego powodu Biuro Odbudowy Stolicy, które dotąd nie ma swojego monograficznego opracowania, nie ratowało wszystkich budynków. Trudno dziś jednak bronić lansowanej przez wielu varsavianistów tezy, że siedemdziesiąt lat temu setki szkieletów wypalonych budynków, często z zawalonymi stropami i popękanymi ścianami zewnętrznymi, można i trzeba było przywrócić do życia. Całe kwartały zrujnowanych kamienic rozbierano ze względów technicznych bądź planistycznych.

***
„Wszyscy komuniści, bez względu na to, kim byli i co zrobili, są wyrzuceni na śmietnik historii”16 – pisała wnuczka Mariana Spychalskiego we wstępie do jego wspomnień zatytułowanych Warszawa architekta. Wspomnienia pierwszego powojennego prezydenta stolicy, wydanych w 2015 roku z okazji rocznicy odbudowy. Warto mierzyć się z pytaniem o niełatwą do sformułowania ocenę tego okresu. W dzisiejszej debacie publicznej planowanie i ład przestrzenny ustępują bieżącym remontom, poprawianiu estetyki miasta, dyskusjom o zachowaniu czy odbudowie pojedynczych obiektów. Wkład odbudowy w obecny kształt stolicy i przywrócenie jej do życia bywa ignorowany. Coraz częściej podnoszony jest w ostatnich latach fakt, że realizację inwestycji na wielką skalę
i budowę infrastruktury umożliwił dekret komunalizacyjny, odbierający prawo własności wcześniejszym właścicielom gruntów. Dziś, w dobie reprywatyzacji, prawo własności – nawet jeśli roszczenia przejmowane są przez wyspecjalizowane kancelarie prawne – stało się wartością nadrzędną. Być może dlatego rzadko myśli się w kategoriach całościowego planu urbanistycznego. Komunalizacja nie została jedynie narzucona przez nowe, komunistyczne władze. Wynikała też z doświadczeń architektów i urbanistów oraz ich rozumienia interesu publicznego. Była konsultowana z międzynarodowym gronem uznanych
architektów.

Zrozumienie odbudowy jako sposobu wychodzenia z kryzysu może nieść istotne znaczenie dla pozytywnych przemian i myślenia o przyszłości Warszawy. Dlatego, by pomóc w odczytaniu założeń planów z lat 1944–1949 warto, odwrotnie niż większość varsavianistów, skupić się nie tyle na poszczególnych obiektach, co na szerokich procesach urbanistycznych.

Współczesna tkanka miasta i jego układ przestrzenny został przecież ukształtowany w wyniku decyzji podjętych siedemdziesiąt lat temu, gdy rozpoczęto dźwiganie miasta z ruin.

Bogdan Wyporek, którego tekst towarzyszy nam w podróży przez odbudowaną Warszawę tłumaczy, dzielnie odpierając zarzuty varsavianistów:

otóż burzono wypalone i zrujnowane kamienice o najgorszych w mieście warunkach życia po to, żeby na ich miejscu budować współczesne budynki mieszkalne, zakładać zieleńce, sadzić drzewa i czasem poszerzać ulice. Jak można najkrócej określić bilans tej operacji? Uzyskano zdecydowaną poprawę warunków życia i zamieszkania, a utracono możliwy do odtworzenia charakter i wyraz architektoniczny ulic śródmiejskich, decydujący o tożsamości i lokalnym kolorycie miejsca17.

Nastąpiła „zmiana struktury funkcjonalnej i przestrzennej miasta z dawnego, zwartego układu centralnego w układ gwiaździsty – wielopasmowy”. Do pozytywów odbudowy należało wyznaczenie dzielnicy zabytkowej, bezprecedensowa rekonstrukcja i odbudowa historycznego ośrodka Warszawy: Starego i Nowego Miasta oraz Traktu Królewskiego, zachowanie skarpy warszawskiej jako zielonego serca miasta, zapewnienie mieszkańcom dopływu świeżego powietrza dzięki klinom nawietrzającym, wskazanie stref kluczowych dla administracji państwowej, szkolnictwa wyższego czy transportu szynowego. To w odbudowie położono nacisk na poprawę sytuacji mieszkaniowej i poprawienie alarmujących statystyk z czasu międzywojnia. Do dziś korzystamy z ukształtowanych wtedy przestrzeni publicznych i terenów otwartych. Zaproponowany wówczas pomysł na miasto sprawił, że spełnia ono swoje funkcje stołeczne. Warszawa odzyskała mieszkańców i otrzymała nowe architektoniczne oblicze.


[11.] M. Sołtys, Zanim powstało Biuro Odbudowy Stolicy – odbudowa domów przy ulicy Nowy Świat po zniszczeniach 1939 roku, [w:] Archiwum Biura Odbudowy Stolicy, red. J. Lewińska, Warszawa: Stowarzyszenie Przyjaciół Archiwum Państwowego m.st. Warszawy, Archiwum Państwowe m.st. Warszawy, 2011, s. 15.
[12.] M. Spychalski, Warszawa architekta. Wspomnienia pierwszego powojennego prezydenta stolicy, Warszawa 2015, s. 44–47.
[13.] W. Baraniewski, Wizja lepszego miasta, [w:] De Gustibus. Studia ofiarowane przez przyjaciół Tadeuszowi Stefanowi Jaroszewskiemu z okazji 65. rocznicy urodzin, red. R. Pasieczny, A. Ziemba, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 1996, s. 121.
[14.]Tamże, s. 124.
[15.]Tamże.
[16.]M. Spychalski, dz. cyt., s. 31.
[17.]Zespół Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa…, s. 39.