Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Sokrates i słomiany zapał

Rzecz o ekologii i wątpliwym etosie technologicznego determinizmu

AKT 4: O DETERMINIZMIE TECHNOLOGICZNYM, MAFII, POLITYCE I NIEBEZPIECZNYCH USTAWACH

ŻELBECKI: Czemu się tak uwziąłeś na technikę? Ona jest wszystkim, co robimy. Nie można jej oceniać w kategorii zła czy dobra. Technika jest poza moralnością. Negatywny jest jedynie brak jej rozwoju. Każdy region na świecie chciałby dołączyć do tych, które są bardziej technicznie rozwinięte. Każdy woli mieć lepiej działające urządzenie niż gorsze. Rozwój techniki idzie w parze ze wzmocnieniem ekonomii i wzrostem gospodarczym, jest czymś, co postulują wszystkie polityczne partie od lewa do prawa. Dzięki rozwojowi techniki możemy rozwiązać wielkie problemy tego świata, kryzys, inflację, bezrobocie.

CHOCHOŁ (sarkastycznie): O tak! Ale boję się trochę, gdy przypominam sobie tych polityków, którym rzeczywiście udało się najskuteczniej i całkowicie powstrzymać inflację, bezrobocie, kryzys i przeludnienie… Pamiętasz ich?… Stalin, Hitler, Pol Pot.

SOKRATES: Chochole, to cios poniżej pasa. Żelbecki nie jest faszystą. On raczej wierzy, że technika sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Jednak gdyby tak było, to jaki sens miałoby to całe nasze dyskutowanie o związkach technologii z ekologią? Zrównoważony rozwój to zagadnienie na wskroś etyczne.

ŻELBECKI: Chcę powiedzieć, że walczenie z rozwojem techniki to walka z wiatrakami.

SOKRATES: Obawiam się, że dotykamy tu problemu determinizmu technicznego, głoszącego, że technologia musi się rozwijać i nie możemy tego powstrzymać. Jeśli się zastanowić, to w sumie bardzo przygnębiająca i smutna myśl, zakładająca, że w sumie technologia od nas nie zależy… że nic nie możemy zrobić… że jedyną naszą rolą może być kosmetyczne upiększanie tego trupa, jakim jest martwa technologia (bo przecież nie jest ona żywa). Ja chciałbym wierzyć, że może być jakaś alternatywa.

ŻELBECKI: Obawiam się, że możesz być jedynym, który tak myśli, Sokratesie…

SOKRATES: Chyba jednak nie. Od czasu gdy Thomas Kuhn napisał w latach 60. przełomową książkę Struktura rewolucji naukowych4, rozwija się ciekawa nauka zwana STS – Science, Technology and Society (Nauka, Technika, Społeczeństwo). Jest to dziś uznana dziedzina wiedzy, która pokazuje wpływ społeczeństwa na rozwój nauki i techniki. To znaczące, że w słynnym MIT na małej wystawie prezentującej najbardziej przełomowe prace naukowe znajduje się właśnie książka z dziedziny STS The Social Construction of Technology System [„Społeczna konstrukcja systemów techniki”]. Pokazuje ona złudność determinizmu technologicznego na przykładach ewolucji różnych wynalazków: między innymi rowerów, tworzyw sztucznych. Jej autorzy twierdzą, że nie ma jednego i nieuchronnego kierunku rozwoju techniki. Jest ich wiele i to równie prawdopodobnych. Decydującym czynnikiem jest tu społeczna świadomość, aspiracje oraz relacje grup, których ta technika dotyczy. I chociaż wiem, że dziś Chochoł ci się naprzykrzał i nie masz ochoty go słuchać, to trzeba przyznać, że promowane przez niego techniki naturalne mogą być przykładem tego, jak w architekturze możliwy jest alternatywny kierunek rozwoju. Spójrz: w XX wieku rozwinął się żelazobeton i tworzywa sztuczne – wiele poświęcono im badań i otaczał je sprzyjający klimat kulturowo-polityczno-ekonomiczny – poza racjonalnymi przyczynami ich sukcesu było też i wiele zupełnie niemerytorycznych – stawały się modne i kojarzone z nowoczesnością, otrzymywały subsydia państwowe. Prawodawstwo, które w XX wieku zaczęło intensywnie kodyfikować prawo budowlane, bardzo umocniło rolę tego materiału. Wymagając go w wielu elementach budynku – fundamentach, nadprożach itp. – nie dawano dla niego alternatywy. A przecież przez tysiące lat budowano domy, zamki i pałace bez użycia zbrojonego betonu. Nagła amnezja opanowała przemysł budowlany. W tym samym czasie naturalne budownictwo z gliny, drewna, a tym bardziej ze słomy nie było rozwijane. Pod koniec XX wieku było bardzo mało przykładów dobrego budownictwa z materiałów naturalnych… a jeszcze mniej przykładów, które mogłyby pobudzić wyobraźnię architektów i potencjalnych klientów. Pod koniec wieku można by dojść do wniosku, że skoro glina, drewno, słoma są technologiami starymi i ustąpiły miejsca betonowi i plastikowi, to te stare są gorsze, a nowe lepsze. Wielu wciąż tak myśli jak ty, panie Żelbecki. Ktoś mógłby nawet zaproponować analogię do teorii Darwina. Zmiany, jakie nastąpiły w ostatnim dziesięcioleciu, pokazują jednak, że rozwój technologii nie jest ani tak liniowy, ani tak oczywisty. Powstało w społeczeństwie zjawisko etycznego klienta, który poszukuje produktów pozyskiwanych i wytwarzanych zgodnie z etycznymi standardami. Na największych europejskich targach – Ecobuild w Londynie – można zobaczyć dziesiątki, jeśli nie setki materiałów naturalnych, a drewno panuje tam już niepodzielnie. Prawie stuletnie zaniedbania w rozwoju naturalnych materiałów zaczynają być powoli nadrabiane. Drewno, które jeszcze parę lat temu było odłożone do lamusa jako przeżytek, dziś jest wizytówką modnych architektów. Chcę przez to powiedzieć, że o rozwoju techniki decyduje wiele czynników, które mogą być zrozumiane tylko z pozycji humanistycznych.

ŻELBECKI: …Ale dlaczego ktoś chciałby popierać beton, skoro jest tak zły, jak twierdzisz?… To jakaś spiskowa teoria.

CHOCHOŁ: O, przyczyn może być wiele! A pożywki dla spiskowych teorii też nie trzeba szukać daleko. Czy słyszałeś o sądzonej w 80. latach nowojorskiej mafii, zwanej „Klubem Betonowym”, która przejmowała wszystkie kontrakty związane z cementem i betonem, o ile ich wartość przekraczała 2 miliony dolarów – takie jak nowojorskie projekty Ieoha Minga Peia5. Tamci mafiosi siedzą w więzieniu, ale do dziś przemysł betonowy ma tendencje do monopolizacji i tworzenia wielkich korporacji. Przemysł mieszkaniowy mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Naturalne materiały budowlane – glina, kostki słomy, drewno, kamień – zwykle są lokalnie dostępne, a ich produkcja jest z natury zdecentralizowana.

ŻELBECKI: Przecież nikt nikomu nie zabrania budować z gliny, słomy.

CHOCHOŁ: Niestety nie tylko nie pomaga, ale niebawem może skutecznie uniemożliwić. W tym największy problem i przyczyna mojej wściekłości. Chociaż są na świecie setki przykładów, że tymi technikami można budować nie tylko hobbitowe chatki, ale i okazałe budynki publiczne – niebawem w Polsce możemy stanąć wobec problemu, że będzie to nielegalne. Coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu ustawy, która narzuci wymogi certyfikowania wszystkich produktów budowlanych. Co za tym idzie, glina, słoma, które od wieków były stosowane – i które, jak dzisiaj mówiliśmy, potrzebują wparcia i rozwoju – staną się nielegalne. Nierealistyczne jest certyfikowanie kostki słomy czy każdej gliny z wykopu. Jak myślisz, komu to jest na rękę? Czy dalej myślisz, że mówię o spiskowych teoriach?

Epilog: co znaczy E=mc2

SOKRATES: W naszej rozmowie najbardziej mnie niepokoi myśl o tym, jak wielu ludzi chciałoby problemy ekologii i techniki leczyć jedynie technicznymi metodami.

CHOCHOŁ: Wiem… Sokratesie, chcesz teraz pewnie zacytować Martina Heideggera, który napisał w Pytaniu o technikę: „problem technologii nie jest problemem technologicznym”. W tym wypadku trafił w sedno. Problem techniki jest problemem humanistycznym… Żelbecki wiele szumu robi wokół rozwoju technologii, a tu o brak rozwoju humanizmu chodzi.

ŻELBECKI: Humanizm jest zbyt miękki i zbyt łatwo narażony na manipulacje przez pseudonaukowych hochsztaplerów. Jesteście może dobrzy, ale głupi i szkoda, że tak nie doceniacie moich poglądów na temat nauki… no i energii.

SOKRATES: Ależ skąd! I nauka jest sensowna i wiedza o energii też… Zacznijmy od początku… a czym właściwie jest energia?

CHOCHOŁ: Energia, z greckiego ενεργεια to wielkość charakteryzująca zdolność do wykonania pracy.

SOKRATES: Otóż to: wykonania pracy!… mówiliśmy o energii wbudowanej i eksploatacyjnej, ale można przecież też mówić o energii potencjalnej, psychicznej, życiowej. Jaką energię może w nas wyzwalać architektura… do jakiej pracy i aktywności może nas skłaniać?

CHOCHOŁ: Jeśli dom kojarzy się głównie z kupowaniem, oczywiście wysysa on energię z naszych kieszeni. Wtedy E=mc2 znaczyłoby energia = majątek × cena2 albo mówiąc z angielska money × credit2

SOKRATES: Ale przecież budynki mogą dawać pozytywną energię – zachęcać do pracy i aktywności!

CHOCHOŁ: Właśnie o to chodzi! To jest magia budownictwa low-tech. Dzięki temu, że te techniki są proste i dostępne, zachęcają do działania. Ludzie są dziś głodni możliwości tworzenia i kreowania otoczenia, bo większość aktywności oddano maszynom. A tak namacalne budownictwo zapala, daje im wiarę, że oni mogą działać i że od nich zależy technologia. Te budynki naturalne z gliny, drewna i słomy właśnie mają największa energię… Myślę, że powiedzenie „słomiany zapał” powinno zmienić znaczenie.

Tu energię wyliczyć można wzorem: energia = możliwości × człowiek2 albo energia = miłość × chęć2…
Co pan na to, Panie Żelbecki?

Kurtyna


[4.] T. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, przeł. H. Ostromęcka, Warszawa, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1968.
[5.] http://money.cnn.com/magazines/fortune/fortune_archive/1988/06/06/70628/ (dostęp: 3 września 2013).