Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Sokrates i słomiany zapał

Rzecz o ekologii i wątpliwym etosie technologicznego determinizmu

AKT 3: O RÓŻNYCH RODZAJACH PYTAŃ I O TYM, KTO LUBI TECHNIKĘ

CHOCHOŁ: A może jednak zająć się mierzeniem szczęścia na m2? Bo widzę, że to technologiczne myślenie do niczego nas nie prowadzi.

ŻELBECKI: Dlaczego nie prowadzi? Dlaczego nie mówimy tu o tylu nowych, niekiedy rewelacyjnych rozwiązaniach: bateriach słonecznych, piecach na biomasę, odzyskiwaniu ciepła i szarej wody, o wentylacji, pompach cieplnych, ogniwach fotowoltaicznych produkujących elektryczność czy wreszcie o nowych rozwiązaniach domów pasywnych? Przecież to jest fascynujące.

SOKRATES: Oczywiście, że jest! Oczywiście, że bywają fascynujące i dobre rozwiązania. I wynalazki! To temat na kolejne nasze spotkania. Sądzę jednak, że zanim zaczniemy dyskutować o każdym z tych wynalazków, musi być miejsce na refleksję i pytania. Kto te urządzenia wymyśla? Po co? Ile szczęścia dają nam, a ile środowisku? Jakie to rodzaje szczęścia? Jakie są konsekwencje każdego z wynalazków? Kiedy warto je stosować? I, co ważniejsze: kiedy ich nie stosować? Nie jestem przeciw dobrym wynalazkom, ale pozwól mi być sceptycznym. Przez tysiące, miliony lat ekosystemy rozwijały się, podtrzymując życie na Ziemi. Przez tysiące lat ludzie żyli w sposób zrównoważony – nie było potrzeby wymyślania na to terminów. Nie kradli zasobów przyszłym pokoleniom. Od rewolucji przemysłowej wszystko się zmieniło, co chwila przeżywaliśmy euforię dotyczącą nowych wynalazków, od silnika na parę aż po Facebooka… Zawsze były entuzjastycznie witane, nie zawsze były tak zbawienne – pamiętasz azbest czy blokowiska? Od zaledwie stu lat rozwój techniki i wynalazki zmieniły świat, który był zrównoważony przez miliony lat. Niektórym ludziom żyje się nieporównanie lepiej, ale jakim kosztem innych ludzi i środowiska? Jesteśmy zbyt silni i zbyt mało odpowiedzialni, zbyt mało sprawiedliwi dla przyszłych pokoleń i dla natury. Szóstą katastrofą nazwano masowe wymieranie gatunków. Szacuje się, że rocznie na skutek wynalazków człowieka wymiera 27 tysięcy do 40 tysięcy gatunków zwierząt i roślin! Od lat 90. podejrzewa się, że stosowanie wynalazków takich jak pestycydy przyczyniło się do masowego wymierania pszczół. Oznacza to, że w 2000 roku ich populacja zmniejszyła się w niektórych regionach, w tym w Europie, o 90%. Nasze swojskie trzmiele są gatunkiem zagrożonym wyginięciem! Einstein – na którego się powołujesz – powiedział, że jeśli pszczoła zniknie z powierzchni ziemi, gatunkowi ludzkiemu pozostaną tylko cztery lata. Niepewność zmian klimatycznych sprawia, że realne mogą stać się wizje ekologicznej katastrofy, masowych migracji ludzi i wojen o paliwa kopalne i wodę. Miejmy nadzieję, że to nie nastąpi… ale jest realne. Wątpić w to zdaje się tylko grupka tak zwanych sceptyków środowiskowych, którzy, jak niedawno ujawniono, w sumie otrzymali 118 miliomów dolarów od firm naftowych, by podważać ekologiczne raporty.. Czy chcemy być tak uśmiechnięci i beztroscy jak oni? Czy taka sytuacja nie zasługuje na refleksję i kilka pytań, zanim zaczniemy wychwalać każdy nowy wynalazek?

ŻELBECKI: Dobrze już, dobrze. Jeśli tak filozoficznie podchodzisz, to zacytuję Roberta Pirsiga – słynnego filozofa techniki. Mówił on, że jeśli Budda istnieje wszędzie, musi być też w maszynach i nie może być tak, że techniczna część świata jest oddzielona od humanistycznej. Mnie technika fascynuje, dlatego lubię ją proponować w swoich budynkach i wiem, że moi klienci też ją lubią.

CHOCHOŁ: Wcale jej nie lubisz! Lubisz tylko kupowanie techniki, a nie tworzenie jej – to jest duża różnica. Nie lubisz ani naprawiać, ani nie do końca cię interesuje, jak coś jest stworzone, zbudowane i czy można to przerobić. Projektujesz tylko z produktów, które znajdziesz gotowe w katalogach. Zamiast być twórcą, stałeś się pośrednikiem handlowym gadżetów. Klientem, którego jedyną etyką jest wiedzieć, co jest w modzie. Jesteś niezbędnym trybikiem w maszynie systemu, który głównie chce posiadać. A wiesz, co ci powiem? Jeśli nie wiesz, jak coś jest zrobione i jak coś naprawić, to w sumie tego nie posiadasz. Spójrz, jak wyglądają reklamy do projektowania zrównoważonego… przecież to są katalogi produktów.

ŻELBECKI: Łatwo rzucać inwektywy. Przynajmniej nihilistycznie nie cofam techniki do króla Ćwieczka jak ci budujący ze słomy, którzy z nienawiści do techniki stworzyli swój sztandar!

CHOCHOŁ: Właśnie że jest na odwrót – to oni lubią technikę. Wciąż ją rozwijają, eksperymentują, by stworzyć rozwiązania bardziej przyjazne użytkownikom, naturze i przyszłym pokoleniom. Idź, proszę, na plac budowy z naturalnych materiałów, a usłyszysz dyskusje na temat techniki i technicznych rozwiązań oraz ich konsekwencji dla środowiska i ludzi. W środowisku budowniczych naturalnych nie słychać pytań: „jak coś zrobić?”, „po co coś robić?”, ani „czy można tego nie robić?” – i to ostatnie też jest pytaniem jak najbardziej technicznym. Jeśli pójdziesz na plac budowy high-tech, usłyszysz głównie rozmowy o tym, jak szybciej i taniej skończyć budowę. O czym to może świadczyć?…

ŻELBECKI: Słuchaj, Chochole, nie masz nawet uprawnień architektonicznych. Nie rozumiesz uwarunkowań na budowie. Oczywiście przejmujemy się terminami i kosztami, ale też pięknem i jakością… a technika jest częścią tego. Za to propagowane przez ciebie prymitywne budynki ze słomy i gliny to wsteczność – pułapka, przed którą powinna się strzec współczesna architektura.

CHOCHOŁ: Przykre i zaskakujące jest to, jak niewiele wiesz o naturalnej architekturze. Dałeś się nabrać tym, którzy chcą ją zdyskredytować, bo zagraża ich interesom. Oni robią to z wyrachowania, ty – z niewiedzy. Tak chciałbym, byś zobaczył, jak różnorodne mogą być budynki naturalne. Są wśród nich zarówno proste, klasyczne, jak i nowoczesne.