Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Sokrates i słomiany zapał

Rzecz o ekologii i wątpliwym etosie technologicznego determinizmu

CHOCHOŁ: A poza tym… mówiąc o samopoczuciu… czy byłbyś szczęśliwy, mieszkając przy cementowni… ile tego szczęścia przypadłoby na m2?

SOKRATES: Tabelki są w każdym razie zbyt kolorowe, zbyt jednoznaczne i wciągające, a przy tym bardzo zwodnicze… By mieć całościowy obraz, trzeba wziąć pod uwagę więcej czynników i zapytać: Czy materiał da się recyklingować? Na ile jest to łatwe (jak wiemy, stal łatwo przetapiać, a z żelbetem ta sztuka jest znacznie trudniejsza)? Czy można z niego łatwo budować i naprawić go własnym sumptem? Czy materiał jest biodegradowalny? Ile śmieci pozostawimy przyszłym generacjom (budynki z materiałów naturalnych dadzą przyszłym pokoleniom szansę budowania ich własnej architektury od nowa)? A jeśli o energię i liczby chodzi, to może sensowniejsze byłoby porównanie materiałów bardziej całościowo i w kontekście, na przykład: ile energii potrzeba na wytworzenie całych ścian o tej samej izolacyjności (np. U=0,11W/m2K)? O proszę – ściany słomiane są 16-krotnie lepsze od betonowych izolowanych styropianem. Pomyśl tylko – nie 2, nie 4, nie 8, ale 16 razy lepsze.

ŻELBECKI: Nie wylewajcie dziecka z kąpielą. Mimo wszystko wyliczanie energii jest ważnym punktem wyjścia dla zrozumienia szkodliwości materiałów. Kolejnym ważnym pojęciem w tej dziedzinie jest na przykład „energia eksploatacyjna”, czyli energia zużywana w budynku na oświetlenie, wentylację, chłodzenie, klimatyzację i funkcjonowanie różnych urządzeń. Możemy dojść do ważnych wniosków, porównując energię wbudowaną z eksploatacyjną. Okazuje się, że energia wbudowana jest trzykrotnie mniejsza od eksploatacyjnej… Wnioski z tego są fundamentalne: chcąc efektywnie chronić środowisko, należy inwestować w rozwiązania techniczne, które zastosowane w budynkach spowodują oszczędności w ich użytkowaniu. Wynika z tego też, że jest znacznie mniej ważne, czy budynki są wybudowane z takich czy innych materiałów. Całe to zamieszanie, które Chochoł robi wokół materiałów naturalnych, jest w sumie walczeniem o mało istotne rzeczy.

SOKRATES: Widzę, że znasz się na diagramach i liczbach. Rozpoznaję je też z prezentacji firm mówiących o wentylacji, ogrzewaniu i chcących sprzedać wyposażenia budynków. Czy wiesz jednak, że dane, na których się opierasz, dotyczą głównie niezbyt dobrze ocieplonych biurowców z lat 80. i 90.? Poza tym dobrze zaizolowany budynek, jakim jest na przykład dom ze słomy, z dobrze zaprojektowaną masą termiczną (tą, która może magazynować ciepło w murach) nie będzie potrzebował prawie w ogóle ogrzewania. Po drugie od lat 80. wiele się zmieniło. O ile budynki będą spełniały normy i będą dobrze zaprojektowane, o tyle szacuje się, że za dziesięć lat ich energia operacyjna będzie wynosić tylko około 5%. Oznacza to zatem, że energia wbudowana musi jednak już dziś stanowić ważną część rozważań o energooszczędności. Chochoł jest trochę szaleńcem i napaleńcem, ale mimo wszystko nie ignorowałbym jego argumentów.