Wnętrze kościoła Świętego Wojciecha Biskupa i Męczennika w Częstochowie, proj. Antoni Mazur, realizacja: 1978-1985 (fot. M. Lulko/Architektura VII dnia). All rights reserved.

Architektura wspólnoty

4 [51] 2015

12 | 07 | 2016

Przodem do ludu

 

ARCHITEKTURA PROTESTU

Fakt budowania kościołów na fali entuzjazmu nie pozostał bez wpływu na ich wygląd, proces realizacji świątyń był bowiem zupełnie inny niż w „normalnych” warunkach. Setki tysięcy zaangażowanych parafian pomagało w budowie – projektowali, kładli cegły, „załatwiali” materiały. Instytucje państwa albo przeszkadzały w budowie, albo – w najlepszym wypadku – nie zapewniały żadnej pomocy. Pozwolenia na budowę były wydawane ślamazarnie, nie udostępniano maszyn, mnożono trudności z pozyskaniem materiałów budowlanych. Budowniczym stwarzano problemy, które ci ostatni próbowali ad hoc rozwiązywać.

Odbywało się to w sposób spontaniczny i nieskoordynowany centralnie – przebieg każdej z tysięcy budów wyglądał trochę inaczej. Sposób organizacji tego procesu miał zaś bezpośrednie przełożenie na jakość powstałej architektury. Dlatego jakąkolwiek kategoryzację stylistyczną Architektury VII Dnia należy koniecznie uzupełnić o informacje, w jakim trybie dany kościół budowano – bez tego niemożliwe jest zrozumienie tej architektury.

Za prototyp Architektury VII Dnia uznajemy kościół Arka Pana w Nowej Hucie zaprojektowany przez Wojciecha Pietrzyka. Projekt kościoła dla idealnego stalinowskiego miasta  został wyłoniony w konkursie dopiero za drugim razem – pierwszy, autorstwa architekta Zbigniewa Solawy z 1957 roku, utonął wraz z końcem odwilży. Ostatecznie nowohucka świątynia została zrealizowana w latach 1967–1977 według projektu Wojciecha Pietrzyka. Kościół utrzymany w stylu modernistycznym i respektujący soborowe wytyczne przeszedł do historii polskiej architektury XX wieku. Jednak to nie nawiązania do kaplicy w Ronchamp Le Corbusiera są w jego przypadku najważniejsze, ale pospolite ruszenie wiernych, które umożliwiło jego wzniesienie. Unaocznia to fasada, złożona z tysięcy kamieni, otoczaków zgromadzonych przez wiernych, a także wieńcząca krzyż korona, powstała dzięki przekazanym przez parafian klejnotom. Architektura Arki Pana – choć charakteryzuje się prostotą i eleganckimi proporcjami modernizmu – wykracza poza tę kategorię stylistyczną. Mieniąca się kamieniami z Dunajca i znad morza fasada dodaje kościołowi projektu Pietrzyka charakteru, którego nie odnajdziemy we francuskim pierwowzorze. Fasada Arki odzwierciedla również dramatyczną historię powstania świątyni, która tworzy niematerialny komponent architektury, równie ważny jak ściany budynku. Arka Pana to najbardziej znany przykład realizacji sakralnej z okresu PRL, a jednocześnie wierzchołek góry lodowej tego typu budownictwa. To, co na przełomie lat 60. i 70. było sytuacją wyjątkową, w czasach posolidarnościowego boomu budowlanego stało się zasadą. Proces budowy kościołów był kształtowany oddolnie, a od struktury wznoszącej go wspólnoty zależała zrealizowana ostatecznie forma architektoniczna.

Projekt Kościoła NMP Królowej Pokoju na wrocławskich Popowicach został wyłoniony na podstawie oddolnie zorganizowanego konkursu w 1982 roku. Do realizacji wybrano awangardowy, jak na tamte czasy, projekt trzech trzydziestoletnich architektów: Wojciecha Jarząbka, Wacława Hryniewicza i Jana Matkowskiego. Jak wspomina Wojciech Jarząbek, do budowy kościoła zatrudniono emerytowanych murarzy, pamiętających przedwojenne rzemiosło. I znów – fasada kościoła, z fenomenalną ceglaną rozetą i pięknym detalem – opowiada historię wyjątkowego procesu budowy, gdzie wizję młodych architektów uzupełniło doświadczenie starych mistrzów murarskich. Przyciężkawe mury wrocławskiej świątyni opowiadają również inną historię – braku maszyn budowlanych i konieczności wznoszenia murów metodami „średniowiecznymi”.

Kościół św. Maksymiliana Kolbego w Ciścu to z kolei przykład realizacji rekordowej pod względem tempa budowy. Mimo braku oficjalnego pozwolenia, ówczesny proboszcz parafii, Władysław Nowobilski, postanowił ruszyć z budową. Wiosną roku 1972 kościół zaczęto budować – oficjalnie jako dom. Pod koniec czerwca urzędnicy nakazali wstrzymać prace ze względu na odstępstwa od zatwierdzonych planów. Wtedy proboszcz Nowobilski na rekolekcjach poznał księdza Mariana Przewrockiego, który wsławił się budową kaplicy w ciągu zaledwie doby (na wcześniej przygotowanych fundamentach). Proboszcz postanowił zrobić to samo. Jesienią tego samego roku przystąpiono do budowy. W ukryciu zgromadzono materiały budowlane i przygotowano elementy więźby. W ostatniej chwili wezwano mieszkańców wsi na mszę świętą na fundamentach przyszłego kościoła i zaraz po niej zabrano się do pracy. Miejscowe władze próbowały nakłonić mieszkańców do przerwania budowy – bezskutecznie. Nawet po wyłączeniu we wsi prądu, budowa trwała nadal, podświetlona reflektorami samochodów, pochodniami i płonącymi oponami. Więźba została ułożona zaledwie dobę po rozpoczęciu prac.

W przypadku kościoła NMP Królowej Polski w Świdnicy powstały dwa projekty architektów o tym samym nazwisku. Roman i Marian Tunikowscy – ojciec i syn przedłożyli dwa konkurujące projekty parafianom, nie mówiąc, który z nich kryje się za którym projektem. Parafianie wybrali awangardowy projekt Tunikowskiego młodszego, który dopiero co ukończył studia. To nie koniec perypetii – podczas budowy okazało się, że aby lepiej wyeksponować kościół, trzeba zmienić projekt przylegającego doń Osiedla Młodych – autorstwa Tunikowskiego starszego. Zadecydowano, aby przerwać budowę jednego z bloków mieszkalnych (gotowe były już fundamenty) i w jego miejscu przeprowadzić oś wizualną na świątynię. Kościół budowano jeszcze prawie dwie dekady – do 2001 roku.

Przykładem zaskakującego wykorzystania twórczych talentów jest kościół NMP Królowej Polski w Głogowie. Jednym z jego autorów jest Jerzy Gurawski, wieloletni współpracownik Jerzego Grotowskiego z czasów eksperymentalnego teatru „Laboratorium”. Forma kościoła, pełna nawiązań do architektury wschodnich terenów II Rzeczypospolitej, utraconych po II wojnie światowej, tworzy architektoniczną scenografię dla nostalgii parafian – tęskniących za Kresami głogowskich górników. Także dramatyczne wnętrza niosą w sobie, typowy dla scenografii teatralnej, ładunek emocjonalny.

Wielka budowa kościołów to kopalnia wiedzy na temat różnych sposobów oddolnego realizowania parafialnych inwestycji. Różnią się one sposobem wyłaniania projektanta: wspomniane kościoły powstały w wyniku konkursu, ale na przykład kościół św. Maksymiliana Marii Kolbego w Godowie zaprojektował po prostu sam proboszcz. Różne było zaangażowanie parafian – realizacja kościoła Niepokalanego Serca NMP w Milczy, ze względu na ich uczestnictwo w budowie, przebiegała w różnym tempie. Niezwykle są historie „załatwiania” materiałów – słyszeliśmy (niepotwierdzone) legendy o wykorzystaniu elementów z budowy żarnowieckiej elektrowni atomowej (kościół św. Izydora w Lubkowie) czy elementów hangaru z opuszczonej radzieckiej bazy (kościół św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze). Wiele było również adaptacji już istniejących budynków na obiekty sakralne. Poczynając od najbardziej standardowych lokalizacji, jak przedszkola czy świetlice, do tak niezwykłych przestrzeni jak wieża ciśnień (kościół Matki Bożej Jasnogórskiej w Szczecinie) czy radzieckie kino (kościół Świętej Rodziny w Wiechlicach). Znane są opowieści o kościołach budowanych nocą, powstałych na fundamentach budynków gospodarczych czy „prefabrykowanych” – złożonych naprędce z przygotowanych wcześniej elementów. Bez zbadania i zrozumienia tych oddzielnych historii opisanie stylistyki tych kościołów jest zupełnie niemożliwe, dlatego kolejnym etapem naszego projektu badającego fenomen powojennej architektury sakralnej w Polsce będzie zebranie jak największej liczby wspomnień z budów. Narzędziem do zbierania tych informacji jest strona internetowa: architektura7dnia.pl.

NOWY PARADYGMAT

Architektura VII Dnia to zbiór budynków, których styl nadany przez architekta jest równie ważny jak okoliczności budowy. To obiekty, gdzie wartości materialna i niematerialna się przeplatają, a aspekt niematerialny – niewidoczny i abstrakcyjny – niekiedy ma o wiele większe znaczenie. Architekturę VII Dnia można również odczytywać w kontekście globalnym. Przy coraz większej akceptacji dla architektury budowanej oddolnie, przypadkowej, tymczasowej – takiej jak favele czy architektura lowtech – powinniśmy odrzucić czysto estetyczny (a więc skupiony na powierzchownie rozumianym pięknie) odbiór architektury na rzecz pogłębienia badań nad jej niematerialnym wymiarem.

 

WSPOŁPRACA: KAROLINA POPERA, KAMILA MILEWSKA, TOMASZ ŚWIETLIK