Organiczność

4 [55] 2016

15 | 04 | 2017

Przejście z nieżycia do życia (II)

DLR: Jak zatem wyglądałaby konstrukcja świata, gdybyśmy się zgodzili na to, że mamy ciało i jesteśmy materią? Co zrobić w tej perspektywie refleksji nad tym, kim jest człowiek, w kontekście historycznym, co już się wydarzyło i co robimy na Ziemi? W tym, jak relacjonujesz Ingolda, pojawia się jakiś rodzaj postulatu i krytyki tego, co jest, więc pytam o konsekwencje takiego ujęcia.

EK: Pojawia się raczej wskazanie dla mnie samej, więc jeżeli jest to jakakolwiek nauka mo ralna, to jest to nauka moralna płynąca dla mnie samej z rozpoznania, że wydaje mi się słuszne to, co Ingold mówi o byciu w środku świata. To bycie w środku wiąże się ze świadomością, że się wikłamy, wtedy nie ma teodycei winy i kary chrześcijańskiej, czyli odpowiedzialność za świat nie wynika z tego, że zbroiliśmy. Odpowiedzialność za świat wynika z tego, że jesteśmy jego częścią.

DLR: Tylko tą częścią, która do siebie mówi, która też myśli, jest obdarzona jakimś rodzajem świadomości i ucieleśnionej wiedzy.

EK: Ucieleśniona wiedza dotyczy nie tylko żywych, jeśli stosujemy dalej ten podział na ożywioną i nieożywioną materię, który jest w zasadnie nieunikniony – nawet kryształy mają pamięć i jakąś wiedzę. Kwantowo splątane cząsteczki wiedzą, co robi druga z pary, i robią to samo. Wiedza to znacznie więcej niż myślenie; ono jest pochodną mówienia i jak na razie lepszej definicji chyba nie ma. Jesteśmy częścią tego świata, ale Ingold też zwracał uwagę, że nie powinniśmy do końca wartościować tego, czy jesteśmy lepsi czy gorsi od tych, którzy na przykład nie mówią, ale robią co innego. Mówienie jest jedną z naszych umiejętności, ale nie posiadamy umiejętności echolokacji czy spania w locie. Jesteśmy jakimś rodzajem linii, która się wikła z innymi liniami.

DLR: Przez całą rozmowę uniknęłyśmy słowa „ekologia”. Jest to pojęcie, które teraz jest bardzo zamknięte. Powiedziałaś, że temat organiczności interesuje cię w perspektywie posthumanistycznej. Czy organiczne musi oznaczać też ekologiczne?

EK: Po angielsku organic oznacza tyle co „ekologiczny”. Język buduje znaczenia, ale jeśli ekologia jest wiedzą o środowisku, to myślę, że w ogóle jest niemożliwe istnienie nieekologiczne, w tym sensie, że nie ma możliwości istnienia bez środowiska. Wszystko ma jakieś środowisko, w którym funkcjonuje, czyli organiczność oznacza życie. W znaczeniu ekologicznym powinna też istnieć ekologia atomów, bo one też mają swoje środowisko. Środowiskiem elektronów może być mój własny organizm żywy. Chodzi mi oto, że ekologiczność jest czymś więcej niż organiczność. Powiedziałabym tak jak matematycy, definiujmy zbiór, którym operujemy. Trzeba by najpierw powiedzieć, jak rozumiemy ekologiczność i organiczność.

DLR: Dlaczego organiczność interesuje cię w perspektywie posthumanistycznej?

EK: Daje możliwość zobaczenia nas jako żywych i mających ciało, bo perspektywa humanistyczna każe myśleć o duchu. Nadając mojemu myśleniu taką perspektywę, którą zasygnalizowałam na początku – gdyby nie było tak trudno zrozumieć materię, nikt by nie wymyślił, że ma ducha – chętnie bym widziała człowieka w tym kontekście, czyli nie w kontekście ducha, ale myślącego ciała. Ważne, jak się o tym mówi, bo wszystko, co się mówi, może zostać odczytane również politycznie. Usiłowałam mówić tak, jakby relacji władzy nie było, ale one są. Odwoływałam się do Ingolda i przeplatających się linii, mówiąc o społeczeństwie, ale sam Ingold nie daje analizy relacji władzy.

DLR: To też interesujące, w jaki sposób Ingold myśli i dyskutuje, ale też, co pomija, tak jak w przypadku Pallasmy. To są przecież rzeczy, które mocno określają nasze środowisko bezpośrednio, w tym środowisko fizyczne. Choćby kwestie relacji władzy i polityczności.

EK: Pożądane byłoby niemyślenie kategoriami podziału na ducha i materię, naturę i kulturę, czyli nowoczesnymi kategoriami. Czy jednak konsekwencją takiego niemyślenia byłoby też niemyślenie w kategoriach sprawiedliwości i niesprawiedliwości społecznej? Bo to też jest nowoczesne. Prawa człowieka też są nowoczesne, czyli też są elementem lokalnego sposobu klasyfikacji świata. I oczywiście znamy mnóstwo innych klasyfikacji, gdzie nie istnieje pojęcie sprawiedliwości społecznej i gdzie zupełnie nie ma konceptu, że wszyscy ludzie są równi. Ale my ten koncept mamy. I moim zdaniem zniesienie dychotomii między naturą i kulturą go wzmacnia, a nie osłabia. Bo okazuje się, że ci, co mają ducha, wcale nie są równiejsi od tych, którzy go nie mają.

DLR: Tylko wtedy pewnie na początku tej rozmowy trzeba by spróbować wytworzyć cały aparat pojęciowy…

EK: Nie, on chyba jest niemożliwy. Nie da się mówić, nie da się myśleć poza językiem i poza środowiskiem, które cię uwarunkowały do myślenia. Wiemy o wiele więcej niż potrafimy powiedzieć, ale musimy się jakoś skomunikować.