Przemysłowe poprzemysłowe

1 [40] 2013

03 | 08 | 2015

Projektowanie w przestrzeniach poprzemysłowych

Ankieta redakcyjna

W Polsce stosunkowo niewiele fabryk i zespołów poprzemysłowych zostaje ponownie użytych w nowych funkcjach. Zapytaliśmy projektantów, którzy mają doświadczenie w projektowaniu w takim kontekście, o ich strategie, wybór estetyki, zastosowane materiały, wreszcie szanse i zagrożenia dla poprzemysłowego dziedzictwa.

BULANDA, MUCHA ARCHITEKCI
Andrzej Bulanda

Szczególna strategia projektowania czy rewitalizacji przestrzeni poprzemysłowych nie istnieje. Tak jak w całej działalności projektowej, element twórczości, czyli jednostkowego aktu podbudowanego doświadczeniem, talentem, ryzykiem, jest najistotniejszy. Można się odnieść do konkretnych realizacji, jednak każdy projekt, szeroko rozumiany kontekst, jest inny. Pod tym względem projektowanie przestrzeni poprzemysłowych nie różni się od projektowania jako takiego. Decyduje odpowiedni gest wykonany w konkretnym miejscu i czasie na osobiste ryzyko twórcy.

Strefy poprzemysłowe z racji na swój szczególny charakter i skalę problemu, zarówno przestrzennego, jak i środowiskowego oraz społecznego, mają oczywiście wspólne cechy, co generuje podobne modele zachowań projektowych. Działania w strefach poprzemysłowych ze względu na świadomość z jednej strony konieczności dokonywania transformacji systemowych wynikających z rozwoju społecznego i cywilizacyjnego, a z drugiej nostalgię za bezpowrotną stratą „starego świata”, słusznie budzą duże emocje. Bez wątpienia ochrona dziedzictwa materialnego i spuścizny poprzednich pokoleń jest potrzebna, gdyż wzbogaca otaczający nas świat, budując więź i ciągłość cywilizacyjną. Jednak działanie wyłącznie zachowawcze, traktowane jako norma, na szerszą skalę prowadzi do blokady rozwoju cywilizacyjnego. Trudność działań w tej sferze wynika więc nie tyle z trudności warsztatowych, ile programowych i strategicznych. Działania ochronne i rewitalizacyjne nie mogą mieć charakteru powszechnego. Ile możemy mieć bowiem skansenów lub nowych funkcji znalezionych dla starych budynków czy stref poprzemysłowych? Jest to problem, który może zostać rozwiązany całościowo na poziomie planowania przestrzennego poprzez określenie wartości konkretnych zespołów. W ślad za tym należy określić możliwości i potrzeby przekształceń tych miejsc.

Podejście do zestawienia nowe – stare jest kluczowe w projektowaniu w miejscach poprzemysłowych. To, co jest najważniejsze dla rewitalizacji zespołów, to, moim zdaniem, nie ich rekonstrukcja, mniej lub bardziej wierna i podporządkowana doktrynie konserwatorskiej, a raczej „harmonijny kontrast” nowego ze starym, napięcie wywołane współistnieniem obu stylistyk. Jest to ogólna postawa twórcza, bardzo nam bliska, pozwalająca odkrywać przeszłość dla przyszłości właśnie w symbiozie nowych i starych form, w zachowaniu współczesnego języka wynikającego z możliwości technologicznych.

Moje osobiste doświadczenia z rewitalizacją poprzemysłową dotyczą mniejszej skali, skali budynku lub grupy budynków, czyli działań stricte architektonicznych. W obu zrealizowanych przykładach – BRE Banku w Bydgoszczy i Starej Papierni w Konstancinie – mamy do czynienia z podobną strategią, wynikającą raczej z indywidualnych preferencji estetycznych, a nie trzymania się jakichkolwiek reguł. Naczelną zasadą, jaką się kierujemy, jest wyraźne oddzielenie stylistyczne elementów nowych od starych. Nowe jest nowe i współczesne, niczego nie udaje, stare jest wyeksponowane, odbudowane lub użyte instrumentalnie dla wykreowania pożądanego nastroju. Nie jest przy tym istotne, czy kreacja ma uzasadnienie faktograficzne. Jest raczej rodzajem scenografii.

Zespół budynków BRE w Bydgoszczy jest odbierany jako współczesny, gdyż użyty język, odwołując się do historycznych form typologicznych spichlerzy, operuje współczesną formą i detalem. Zespół jest rewitalizacją przestrzeni poportowej i strefy nabrzeża i stanowi część realizacji szerszej wizji transformacji portowego, zamkniętego nabrzeża Brdy na cele rekreacyjno-miejskie otwarte dla wszystkich mieszkańców.

Zespół Starej Papierni decyzją inwestora został przekształcony w zespół handlowo-kulturalny. Tu również obszar zamknięty został otwarty dla klientów oraz rozbudowany o części nowe – stylizowane tak, aby w całości tworzyły kompleks budynków postrzegany jako zrewitalizowany zespół poprzemysłowy. Założenia autorskie nie zostały w pełni utrzymane, gdyż w wyniku presji komercyjnej i źle rozumianego imperatywu ogólnej dostępności obiektu, pozbawiono zespół istotnego elementu kompozycyjnego, czyli muru wydzielającego kompleks od otoczenia. Utrzymanie ogrodzenia mogło pozwolić na wykreowanie odrębnego klimatu charakterystycznego dla tego typu przemysłowych założeń.

Realizowany obecnie zespół mieszkaniowy na terenie dawnej fabryki wódek Koneser w Warszawie natrafia na podobne do Starej Papierni trudności z utrzymaniem równowagi między interesem komercyjnym a zachowaniem genius loci.

Inne zespoły poprzemysłowe, z którymi przyszło się nam zmierzyć w Łodzi, Gdańsku, Bydgoszczy, zostały przez nas potraktowane w podobny sposób. Zawsze staraliśmy się odczytać kontekst i szanując go, na zastany układ nałożyć elementy współczesne. Takie podejście tworzy napięcie między tym, co stare, a tym, co nowe, i pokazuje, że hybryda nowego i starego zakotwiczona w przeszłości jest tworem zwróconym ku przyszłości i realizuje współczesne potrzeby programowe. Inaczej rewitalizacja przestrzeni i obiektów poprzemysłowych nie ma sensu.