Partycypacja i partycypacja

2 [37] 2012

30 | 07 | 2015

Poczet władców przestrzeni publicznych

PRZESTRZEŃ W CZASIE

Opisywana struktura władzy i aktorów tworzy bardzo dynamiczny system. Perspektywa czasowa zmienia znaczenie każdego z ośrodków, jakość przestrzeni publicznej wyznacza bowiem liczbę jej użytkowników w każdej sekundzie dnia i nocy. Berliński Kreuzberg czy Covent Garden w Londynie są atrakcyjne właśnie przez wielość zdarzeń wywołujących triangulację, a więc siłę władzy społecznościowej. Urbanistycznie rynek Covent Garden to siedemnastowieczny miejski targ warzywny, który jednak bardzo szybko zaczął pełnić dodatkowe funkcje. Pierwsi artyści pojawili się tam według kronik już dziesięć lat po uruchomieniu targowiska, a więc w 1662 roku. Dzisiaj występami ulicznymi zarządza właściciel terenu – spółka Capital & Counties Properties PLC – w tym między innymi ustala harmonogram pokazów12.

Spróbujmy dokonać uproszczonej analizy niektórych czasowych zmian w sferach władzy dla jednej z trzech „Wspaniałych przestrzeni publicznych” z Polski, które znalazły się w bazie renomowanego, nowojorskiego ośrodka Project for Public Spaces13. Niech będzie to krakowski Adolf-Hilter Platz.

Celowo użyłem nazwy, która obowiązywała od roku 1940 do 18 stycznia 1945, aby pokazać siłę władzy urbanistycznej, którą mogą sprawować politycy. Krakowski Rynek jest miejscem magnetycznym, ale kiedy nazwiemy go Adolf-Hitler Platz, dla Polaków obecność na nim lub przejście przezeń będzie czymś więcej niż tylko Gehlowskim działaniem koniecznym. Staje się po części deklaracją polityczną, a jakość tej przestrzeni publicznej, przy niezmienionym położeniu i wyposażeniu architektonicznym, może ulec znacznemu pogorszeniu.

Pierwotny zamiar urbanistyczny był prosty − w XIII wieku wójtowie krakowscy wyznaczyli otwarte miejsce wymiany handlowej dla kupców. Rezultaty tej decyzji są do dziś widoczne nie tylko w kształcie, ale i w nazwach części Rynku, na przykład Kurzy Targ, Targ Węglowy. Nazewnictwo przechowuje także określone funkcje, jakie historycznie pełniły fragmenty tej przestrzeni – na przykład „Na Goldzie” dla oznaczenia miejsca, gdzie stał tron króla (tak zwane Theatrum) przyjmującego hołdy. Elementem władzy społecznościowej była zamiana w XVI wieku pomieszczeń na parterze budynków w sklepy, składy i kantory (kupcy kierowali się zyskiem i prestiżem). Z perspektywy czasu można dostrzec wiele wydarzeń mających miejsce w przestrzeni Rynku, które z pewnością mieszczą się w definicji Whyte’owskiej triangulacji − wjazdy króla i legacji zagranicznych, publiczne wykonywanie wyroków śmierci i okaleczenia skazańców (nóż, którym tego dokonywano, do dziś wisi w przejściu w Sukiennicach) czy organizowane od kilku lat zabawy sylwestrowe. No i naturalnie wszyscy artyści, którzy na co dzień występują na płycie Rynku14.

Wydawałoby się, że urok tego miejsca to również wartość architektury. Kiedy jednak patrzy się na pierwsze zdjęcia krakowskich Sukiennic z drugiej połowy XIX wieku, uderza brud i bezład. Budy o różnej wysokości doczepione do budynku zasłaniały go prawie w całości i z poziomu Rynku zapewne nikt z przechodniów nie dostrzegał piękna attyki. Dopiero dzięki między innymi planowi przebudowy autorstwa Tomasza Prylińskiego, zrealizowanej w latach 1875−1879, obiekt ten uzyskał znany nam wygląd, choć jest on dosyć odległy od pierwotnego. Dodatkowo na tych samych zdjęciach widać wiele grup ludzi. Część z nich siedzi na płycie Rynku, kilkanaścioro jest opartych o mur, a część odpoczywa na ławkach. Pokazuje to także, że dobra i komfortowa architektura nie jest niezbędna do stworzenia atrakcyjnej przestrzeni publicznej − podobnie jak było to z chaupal. Dzisiaj dla większości użytkowników wygląd krakowskiego Rynku jest czymś niezmiennym. Próba jakiejkolwiek ingerencji architektonicznej już zawsze będzie wywoływać falę dyskusji, a siłę władzy społecznościowej można by tu mierzyć liczbą artykułów prasowych i wpisów na portalach internetowych.

WŁADZA LUDU?

Tworzenie przestrzeni publicznych o wysokiej jakości, takich jak odradzające się dziś Korzo, chaupal lub krakowski Rynek, wymaga nawet nie tyle zgodności celów we wszystkich sferach władzy, ile wyboru jednego paradygmatu: tworzymy miasto dla człowieka czy samochodu? Niezgodność co do tego poziomu decyzyjnego będzie bowiem prowadzić do paradoksu w sferze przestrzeni publicznych. One z definicji nie są przeznaczone dla pojazdów. Miasto tworzone dla samochodu to miasto rozlewające się, którego mieszkańcy wyrażać będą swoje potrzeby pytaniem „jak szybko dojadę do hipermarketu?”, a nie „ile czasu zajmie mi spacer po zakupy?”. Działania znane z typologii Jana Gehla nie mają więc w tym kontekście sensu. Większa liczba samochodów w jednym miejscu to korek (jeśli się powoli poruszają) lub parking (jeśli stoją), a nie atrakcyjna przestrzeń.

Nie jestem zwolennikiem powrotu do czasów sprzed rozpoczęcia produkcji czarnego Forda T. W dyskusji o przestrzeni publicznej należy jednak podkreślać, że dotyczy ona wyłącznie ludzi. W sferze władzy urbanistycznej jest zaplanowanie, jak użytkownicy dostaną się do niej, ale sama obecność samochodów obniża jej wartość, bo zabiera miejsce ludziom.

Wykorzystanie narzędzi partycypacyjnych w sprawowaniu władzy nad przestrzeniami publicznymi, poza opisanym problemem, wiąże się też z ryzykiem stworzenia „New Coke” − miejsca, którego koncepcje w dyskusjach wszyscy popierali, ale po jego stworzeniu okazało się, że „w ogóle nie o to chodziło”. Jak zwraca uwagę William H. Whyte, nie jest to szczególnie trudne. Sam zresztą pisze, że kiedy przystępował do badań nad małymi przestrzeniami miejskimi, sformułował wiele zdroworozsądkowych hipotez. Później większość z nich okazała się błędna15.

Jeśli przyjmiemy, że sfery władzy i jej aktorzy tworzą dynamiczny system, to nie możemy pominąć kwestii informacji zwrotnej. Jest ona w myśleniu systemowym kluczowym elementem mogącym wpływać na zachowanie wszystkich jego składników. Whyte w swojej pracy wykonywał na przykład serie zdjęć poklatkowych placu lub ulicy, aby zobaczyć minuta po minucie, jak zmienia się dane miejsce w ciągu dnia. Jego metody rozwinęła wspominana już amerykańska organizacja pozarządowa Project for Public Spaces. Jej członkowie przyjmują, że zanim spotkają się z użytkownikami danej przestrzeni, najpierw muszą ją dokładnie przeanalizować (na przykład notując, gdzie są porozrzucane śmieci lub bardziej wydeptane stopnice)16, aby w trakcie rozmów ustalić, dlaczego tak się dzieje i jakie potrzeby użytkowników są w związku z tym zaspokajane. Często zresztą dopiero pokazanie zdjęć lub filmu uzmysławia użytkownikom, jak ludzie się naprawdę w danym miejscu zachowują.

Myśląc o władzy w przestrzeni publicznej, jak przy każdej próbie opisu dynamicznego systemu społecznego, napotyka się wiele teorii, paradygmatów, tez oraz założeń. Warto jednak pamiętać, że zawsze chodzi o to, jak skłonić ludzi, aby więcej z własnej woli w danym miejscu chodzili, siedzieli i rozmawiali. Nie do końca jednak sprawę rozwiązuje bezpośrednie pytanie użytkowników o ich potrzeby. Jeśli bowiem skoncentrujemy się na jednym elemencie systemu, najprawdopodobniej doprowadzimy do zaburzenia całości i stworzymy kolejnego potworka do licznego już pocztu najgorszych przestrzeni publicznych Polski.


[12.] http://www.capitalandcounties.com/our_business_capco/capco_coventgarden/ (dostęp: 22 kwietnia 2012).
[13.] Szczegółowy opis wartości krakowskiego rynku w świetle metodologii Project for Public Spaces można znaleźć pod adresem http://www.pps.org/great_public_spaces/one?public_place_id=730&type_id=0 (dostęp: 22 kwietnia 2012).
[14.] http://pl.wikipedia.org/wiki/Rynek_Główny_w_Krakowie (dostęp: 22 kwietnia 2012).
[15.] W.H. Whyte, dz. cyt., s. 103–132.
[16.] Project for Public Spaces, How to Turn a Place Around − A Handbook for Creating Successful Public Spaces, New York: PPS, 2005, s. 101−109.