Fot. DILIFF / Wikimedia Commons CC A-S A 3.0

Planowanie

1 [56] 2017

15 | 04 | 2017

Planowanie po planowaniu w Londynie (II)

LONDYŃSKA CEGŁA

Zjawisko nowej londyńskiej cegły jest wreszcie wynikiem publikacji London Design Guide – zaleceń projektowych wydanych przez konserwatywnego burmistrza Londynu, Borisa Johnsona we własnej osobie, w 2009 roku. Jak zauważają niebezstronni obserwatorzy David Birkbeck i Julian Hart, autorzy broszury o „nowym języku architektonicznym Londynu” (New London Vernacular), „ukierunkowanie” w zakresie „konwergencji” mieszkań i domów, budownictwa socjalnego i tego „z najwyższej półki” zawdzięczamy „ukierunkowaniu, jakiego dostarczają zalecenia projektowe wydane przez burmistrza Londynu”. Zalecenie, aby nowe realizacje miały „wyraźny punkt dostępu” z ulicy do głównego wejścia, „pchnęły architektów do zapożyczeń z tradycyjnych londyńskich domów szeregowych”. W rezultacie „chaos jednorazowych ikonicznych budynków ustępuje miejsca spokojnej architekturze, która ma pewne elementy wspólne”1, a jednocześnie – tu przechodzimy już do innego, poza-architektonicznego języka – „oddzielna organizacja części mieszkaniowej pozwala na rozwiązania niskiego ryzyka pod względem marketingowym i zarządczym”. Oczywiście zalecenia projektowe burmistrza nie narzucały obowiązkowego (pod rygorem prawa) powrotu do regularnego rytmu okien i fasad z cegły, choć podkreślały wagę owego zmiennego e l e m e n t u z n a c z ą c e g o – „kontekstu”. Narzucały pewne zasady, które wydawały się godne pochwały – mieszkania powinny mieć dwustronną ekspozycję, balkony przyzwoitych rozmiarów, miały mieć wyraźnie zaznaczone wejścia do budynków (a nie małe drzwiczki ukryte za ogrodzeniem) oraz metraż nie mniejszy niż parametry Parkera-Morrisa przyjęte jako przepisowe minimum dla budownictwa mieszkaniowego na początku lat 60. Również „mix” – czyli podział mieszkań na te sprzedawane po cenach rynkowych i te sprzedawane po cenach preferencyjnych („dostępnych”), a czasem również mieszkania socjalne – miał być „własnościowo neutralny” i zintegrowany – czyli bez oczywistych podziałów czy segregacji poszczególnych kategorii. W rzeczywistości ta ostatnia zasada jest częściej łamana niż przestrzegana. Rynek zrobił swoje. A raczej rynek wybrał cegłę, zabudowę szeregową i wyraźne dominanty bloków w prostej linii zabudowy – dlatego, że te właśnie cechy, znów cytując autorów A New London Vernacular, „redukują ryzyko związane ze sprzedażą”, „redukują ryzyko związane z projektowaniem i budową”, a także „umożliwiają bardziej precyzyjną wycenę gruntu”. Innymi słowy budowanie i sprzedawanie domów z cegły jest łatwiejsze, a po doświadczeniu kryzysu finansowego stało się bezpieczną opcją inwestycyjną. To nie czas na eksperymenty. Co więcej, ten nowy język architektoniczny przypomina powojenne mieszkania komunalne, które przestały być demonizowane, a wręcz pod wieloma względami stały się przedmiotem rehabilitacji i pewnej nostalgii doby austerity („programu oszczędnościowego”). Częściowo wynika to stąd, że apologetyczne książki i artykuły przybliżyły je i oswoiły czytelnikowi estecie, należącemu do klasy średniej. Jednak najsilniejszy wpływ na to miały z pewnością bodźce w postaci rządowych programów Right to Buy (wykupu mieszkań komunalnych) oraz Buy to Let (zakupu nieruchomości pod wynajem). Deweloperzy bez trudu mogli nabywać dawne mieszkania socjalne, a następnie przerabiać je, sprzedawać i wynajmować pracującym przedstawicielom klasy średniej. Pod względem norm powierzchni użytkowej, powierzchni do przechowywania, widoków oraz stylu, pierwszy sort dawnych mieszkań komunalnych dorównywał najlepszym standardom mieszkaniowym, jakie w ogóle można znaleźć w Londynie. Po tym, jak minął pierwszy szok, że aż tyle trzeba zapłacić za eksmieszkanie komunalne w niegdysiejszych „slumsach” typu Bethnal Green, nabywcy zdawali sobie sprawę, że tak naprawdę otrzymują jakość znacznie przewyższającą to, czego się spodziewali.


[1.] D. Birkbeck, J. Hart, A New London Vernacular, London: Urban Design London, 2015, s. 6.