Ograniczenie

4 [43] 2013

13 | 11 | 2014

O ograniczeniu – katoptrycznie

Los ten spotyka także i te najważniejsze dla jednostek i społeczności struktury organizujące myślenie, planowanie i długoterminowe działanie – obecnie zanikają one stopniowo, ustępując miejsca arywistycznym grom interesów i koniunkturalnym aliansom podporządkowanym incydentalnej „logice” doraźnych korzyści, co – zdaniem Zygmunta Baumana – „prowadzi […] do podziału historii politycznej i jednostkowych biografii na szereg krótkoterminowych projektów i epizodów, których liczba jest nieskończona i nie łączą się one w żadne sekwencje, do których dałoby się zastosować takie pojęcia, jak rozwój, dojrzewanie, kariera czy postęp (wszystkie one sugerują ustalony z góry porządek następowania)”9. Ostatecznie, skutkiem zaangażowania jednostek we wspomniane „projekty” autobiograficzno-egzystencjalne – deklaratywnie znoszące ograniczenia, paradoksalnie wszakże drastycznie ograniczone do doraźności i z samej swojej istoty efemeryczne – jest stopniowe kształtowanie się na naszych oczach specyficznej kultury „płynności” zogniskowanej wokół jednostkowej wolności wyboru – pojmowanego wszakże nie jako przywilej, lecz życiowa konieczność i nieunikniony obowiązek – oraz takiejże za ów wybór odpowiedzialności10.

Oczywistą konsekwencją owej orientacji kultury jest „elastyczność” współtworzących ją podmiotów – „gotowość do błyskawicznej zmiany taktyki i stylu, do porzucenia zobowiązań i zapomnienia o lojalności bez żalu – ale także do korzystania z szans wedle ich aktualnej dostępności, a nie kierowania się ugruntowanymi preferencjami”11. Cesze tej – w innym miejscu nazwanej wprost przez Baumana „politycznie poprawną dziś nazwą dla braku kręgosłupa”12 – wraz z towarzyszącym jej „wyzbyciem się sztywnych standardów, niewybredzaniem, akceptacją wszelkich gustów bez uprzywilejowywania i bez jednoznacznego opowiedzenia się po stronie któregokolwiek z nich”, „maksymalną tolerancją i minimalną wybrednością” oraz „wszystkożernością – i zachowywaniem się w każdym środowisku kulturowym jak w domu, bez tego, by którekolwiek z nich za własny swój dom, a tym bardziej jedyny, uznawać”13 – na systemowym poziomie kultury odpowiada „przemożny pęd do nieustającej zmiany (choć w odróżnieniu od fazy oświeceniowej zmiany nieukierunkowanej czy o kierunku z góry nieokreślonym)”14.

Naturalnie, nic w tym dziwnego, jeśli zważyć, że kultura płynnej nowoczesności obsługuje „nie tyle uwarstwienia i podziały społeczne, ile rynek zorientowany na przyśpieszanie obrotu konsumpcyjnych towarów”15, a pojawiający się na nim „gracze” nastawieni przede wszystkim na maksymalizację zysku traktują innych nie tyle jak współtworzące kulturę podmioty, ile raczej jak przedmiot marketingowych zabiegów. Jak zauważa Bauman:

kultura płynnej nowoczesności nie posiada „ludu” do oświecania i uszlachetniania; posiada natomiast klientów do uwodzenia. Uwodzenie, w odróżnieniu od oświecenia i uszlachetnienia, nie jest zadaniem do jednorazowego, raz-na-zawsze spełnienia, lecz niekończącą się czynnością. Funkcją kultury nie jest zaspokajanie istniejących potrzeb, ale stwarzanie nowych – przy równoczesnym utrzymywaniu potrzeb już wprzódy zakorzenionych czy posianych w stanie permanentnego niezaspokojenia. Jej troską naczelną jest zapobieganie satysfakcji jej byłych wychowanków/podopiecznych, teraz w klientów przedzierzgniętych, a już szczególnie przeciwdziałanie ich kompletnej i ostatecznej, niewymagającej dalszych uzupełnień satysfakcji, jaka nie pozostawiłaby miejsca dla dalszych, nowych i jeszcze niezaspokojonych pożądań i zachcianek16.

ZWIERCIADŁO/KURZ

Oto jedno z możliwych wyjaśnień charakterystycznej dla współczesnej kultury niechęci do wszelkich ograniczeń – merkantylne z ducha przedsięwzięcie, zasilane zachłannym pragnieniem powiększania stanu własnego posiadania przez kreowanie wciąż nowych potrzeb na użytek uprzedmiotowionych jednostek utrzymywanych w stanie ciągłego niezaspokojenia, musi dla własnego przetrwania tworzyć i podtrzymywać mitologię ustanawiania tożsamości dzięki przekraczaniu kolejnych granic odzwierciedlających nie tyle rzeczywiste uwarunkowania rozwoju, ile raczej „spektakularne” uproszczenia kupczących nim marketingowych „prawodawców” i „tłumaczy” kultury. Mnożąc ponad potrzebę i powielając w niezliczonych wariantach prefabrykowane wizje rozwoju dzięki kolekcjonowaniu i „konsumowaniu” nowych przedmiotów, przeżyć, doświadczeń i im podobnych „dóbr”, owa kultura roztacza iluzoryczną wizję bogactwa dostępnych dla każdego możliwości, bogactwa tym bardziej kuszącego, że zwielokrotnionego w fikcjonalnych i dla wielu bardziej rzeczywistych niż sama rzeczywistość wytworach medialnego imperium. Mozaikowy układ faset uwodzący zmienną grą wzajemnie przenikających się obrazów jest dla przeciętnego, narcystycznego odbiorcy owego spektaklu światem bez ograniczeń, z którego paradoksalnie nie ma dlań wyjścia – ograniczonemu prawami zwierciadlanej optyki brak bowiem probierza, który pozwoliłby rozstrzygnąć, gdzie lustro, gdzie kurz. Pod nieobecność owej miary ograniczenie jest ograniczeniem, jest ograniczeniem, jest ograniczeniem…


[9.] Tamże, s. 9–10.
[10.] Zob. Z. Bauman, Kultura w płynnej nowoczesności, Warszawa: Agora, 2011, s. 26–27.
[11.] Tegoż, Płynne czasy…, s. 10–11.
[12.] Tegoż, Kultura…, s. 28.
[13.] Tamże, s. 28.
[14.] Tamże, s. 27–28.
[15.] Tamże, s. 28.
[16.] Tamże, s. 30–31.