Ograniczenie

4 [43] 2013

13 | 11 | 2014

O ograniczeniu – katoptrycznie

ZASADA/MIARA

Niezależnie od obnażenia iluzoryczności samej idei substancjalnie pojmowanego istnienia, ów spektakl uwidocznia również zależność między nieuwarunkowaną podstawą wszystkiego a zjawiającymi się w naszym tu-i-teraz rzeczami i zdarzeniami, zależność, którą w języku zachodniej metafizyki często oddaje się za pomocą interpretacji wiążących noumenalną rzeczywistość praw i zasad ze zjawiskowym światem przemijających zaistnień. Tego rodzaju imaginacyjna metaforyka jest wszakże zaledwie refleksem pierwotnego, przedsłownego, intuicyjnego rozpoznania natury rzeczywistości – jak bowiem czytamy w Daodejing – „Niebo i ziemia zaczynają się w nienazwanym: nazwa jest matką dziesięciu tysięcy rzeczy”6. Mniejsza więc o filozoficzną retorykę – czy będzie to dao (道), kong (空), li (理), tian (天), xing (性), śūnyatā czy logos – medytacyjny bądź iluminacyjny wgląd wyzwala nas z ograniczeń zwierciadlanej optyki zmysłowego i pojęciowego poznania odwzorowującego rzeczywistość wedle nieznanych norm rzutowania. Przeniknięcie poza system luster będący tu metaforą poznania sprawia, że w obcowaniu z nieuwarunkowanym – do którego różnych aspektów odnoszą się przywołane wyżej terminy – odsłania się przed nami natura współzależnego powstawania rzeczy i zjawisk. Zarazem uobecniające się w owym poznaniu regularności jawią się nam jako zasady porządkujące chaotyczną mnogość zjawisk w kosmos harmonijnego współistnienia pozornych przeciwieństw.

Naturalnie owe zasady czy prawa nietrudno byłoby uznać za wyraz ograniczenia nałożonego na rzeczywistość przez nią samą bądź jakiś inny, nieznany z imienia byt7. Tu jednak, stając po stronie rzeczywistości, a nie rozlicznych jej interpretacji, uznajemy, że prawa, o których mowa, są po prostu inną nazwą „takości” tego, co jest. Konsekwentnie, traktowanie ich jak ograniczeń równałoby się odmowie uznania pierwotności rzeczywistości i wzięciu za nią naszych wyobrażeń o tym, jak powinno być. Współistniejemy z tym oto, nie innym wszechświatem, w tym, nie innym momencie jego i naszej historii, z jego podstawowymi stałymi fizycznymi podtrzymującymi życie w znanej nam postaci – jesteśmy jego częścią, a prawa, którymi rządzi się owo uniwersum, są – zgodnie z zasadą antropiczną – prawami naszego własnego istnienia. Podleganie im i kierowanie się nimi to zatem nasz stan naturalny, czy przyrodzony, poza którym nie znamy innego. Skądinąd, poza logiką wyznaczającą ramy interpretacyjne naszej aktywności intelektualnej napotykamy nie logikę inną, lecz zwykły brak sensu. Logiki będącej warunkiem naszego myślenia nie nazywamy ograniczeniem nałożonym na swobodę umysłu. Czemu zatem mielibyśmy nazywać tak prawa, dzięki którym staliśmy się i jesteśmy? Przy takim postawieniu kwestii widać, że ograniczenie odnosi się nie do obiektywnie istniejącego stanu rzeczy, lecz do jego interpretacji – jest nie tyle własnością świata, ile raczej dziełem umysłu projektującego na rzeczywistość podmiotowe standardy, oczekiwania i nadzieje oraz „rozliczającego” ją ze sposobu wywiązywania się z owej jednostronnie zadekretowanej „umowy”.

OGRANICZENIE/DORAŹNOŚĆ

Przechadzka ponowoczesnymi galeriami zwierciadlanego domu języka, gdzie lustra sensu bałwochwalczo zwielokrotniają iluzoryczną realność znaczonego, przekonuje, że z nastaniem w naszej kulturze fazy „płynnej nowoczesności” nowego sensu nabrały metaforyczne strategie językowego ujmowania tego, co zasadniczo nieograniczone, nieokreślone i nieuchwytne – świata, życia, myśli, czasu, przestrzeni itd. – w ograniczających, określonych i uchwytnych kategoriach antropocentrycznej chrono- i topografii. Wspomniane wcześniej, tradycyjnie obecne w myśleniu zdyscyplinowanym, naturalne, nie-ograniczające pojmowanie „ograniczenia” ustąpiło miejsca rozumieniu go jako czegoś z gruntu przeciwnego życiu społecznemu i naturze ludzkiej. Obecnie bowiem, w epoce wszechogarniającej „mobilizacji” oraz transkulturowych przepływów ludzi, towarów i idei swobodnie rozprzestrzeniających się za pośrednictwem globalnej sieci urynkowionej wymiany wszystkich i wszystkiego, ograniczenie pojmuje się przede wszystkim jako coś niepożądanego, krępującego swobodę działania podmiotu i ograniczającego jego ekspansję. W sytuacji, kiedy o postępie i rozwoju często myśli się jako o przekraczaniu kolejnych granic wyznaczanych przez społecznie i kulturowo standaryzowane imaginaria, sama „granica”, będąca przecież istotnym składnikiem „ograniczenia”, nabiera złowrogiego wydźwięku. Oprócz owego, oczywistego skądinąd sensu, warto również wziąć pod uwagę inny, rzadziej analizowany aspekt znaczenia tego pojęcia – ograniczenie nie „czymś”, ale „do czegoś”.

Współczesne media nieustannie prefabrykują wzorcowe tożsamości dla wszystkich, którzy „galwanizowani” mocą twórczej wyobraźni powolnej fantazmatycznej logice pragnienia zechcą „odrodzić się” w którymś z wyimaginowanych światów „spektakularnie” przez nie (wy)kreowanej „wspólnoty”. Mimo wszakże ciągle rosnącej liczby scenariuszy życiowych „spektakli” czy autobiograficznych „projektów” dostępnych dla poszukujących uatrakcyjnienia własnej egzystencji, są one ze swojej istoty zamknięte w granicach wyznaczonych własną doraźnością czy „lokalnością” i jak wszystkie właściwe płynnej nowoczesności gry w konstruowanie i dekonstruowanie własnej tożsamości „nie są już w stanie (i już się tego od nich nie oczekuje) trwać długo w jednym kształcie, ponieważ rozkładają się i topnieją w czasie krótszym niż ten potrzebny do ich powstania, i zaczynają upłynniać się, kiedy tylko powoła się je do życia”8.


[6.] Lao-tsy, Tao Te King czyli Księga Drogi. Napisała na nowo Ursula K. Le Guin, przeł. B. Jarząbska-Ziewiec, Warszawa, Wydawnictwo Sic!, 2010, s. 3.
[7.] Por. „Droga, którą możesz pójść, / nie jest prawdziwą drogą. / Imię, które możesz wypowiedzieć, / nie jest prawdziwym imieniem”, tamże, s. 3.
[8.] Z. Bauman, Płynne czasy. Życie w epoce niepewności, przeł. M. Żakowski, Warszawa: Wydawnictwo Sic!, 2007, s. 7.