Przemysłowe poprzemysłowe

1 [40] 2013

03 | 08 | 2015

O nową robotniczą rewolucję

Transcendentny sens miasta przemysłowego

Wraz ze studentami programu magisterskiego (Master of Architecture) w Plymouth University, w roku akademickim 2012/2013, na zaproszenie Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Ursusa pracujemy nad projektami dla tej dzielnicy. Tym, co wyróżnia Ursus, jest przemysł wciąż funkcjonujący na terenach byłych zakładów produkcji traktorów. Być może dzięki pamięci o przynależności do większej całości, swego rodzaju śladowi, działające na terenie Ursusa przedsiębiorstwa współpracują z sobą na zasadach, które przypominają – do pewnego stopnia oczywiście – zasady ekologii przemysłowej. Jest to współpraca wciąż bardzo ograniczona, niewymuszająca innowacji, daleka od inkluzywnego otwarcia na mieszkańców dzielnicy (a więc wyjścia poza logikę przemysłu w kierunku logiki miasta przemysłowego), niemniej istniejąca i mogąca stanowić podstawę dla dalszego rozwoju. W dyskusji o nowej wersji miasta przemysłowego musimy powrócić do rozważań dotyczących „dziury w całym” oraz terytorialnego umocowania poszczególnych aktorów rozgrywającego się w Ursusie dramatu. Mamy tam bowiem do czynienia z konfliktem pomiędzy pozostałościami miasta przemysłowego 1.0 (funkcjonujące przedsiębiorstwa) a logiką miasta opartego na spekulacji nieruchomościami (w postaci dewelopera, który jest właścicielem około jednej trzeciej terenu i planuje wybudować tam osiedle mieszkaniowe). Dwójka studentów – Chris Turner i Dan Green – trochę nawiązując do Lefebvre’a22, a trochę do Deleuze’a – przeanalizowała tereny Ursusa z punktu widzenia ekonomii władzy, wpływu. Odwołali się do trzech – współistniejących tam – porządków ekonomicznych: do resztek gospodarki opartej na uprawie ziemi (dziś to przede wszystkim działki przydomowe, zlokalizowane na północ od terenów byłych zakładów Ursus), do resztek miasta przemysłowego (wspomniane wyżej działające zakłady) oraz do gospodarki opartej na mobilnym kapitale (deweloper mieszkaniowy). Te trzy logiki funkcjonują w zupełnie innej relacji do ziemi, a także mają diametralnie różne znaczenie w stosunkach władzy (oczywiście pozwalam sobie tutaj na pewne uproszczenie – realnie istniejący aktorzy gospodarczy funkcjonują na kilku poziomach, jednakże jeden z nich jest dominujący i na nim postanowiłem się skupić). „Przywiązanie do ziemi”, rodzaj radykalnej terytorializacji, jest oczywiście największe w wypadku produkcji rolnej, znaczenie tych aktorów w relacjach współczesnej władzy miejskiej zaś tak małe, że można by je zignorować. Jednakże produkcja żywności może mieć decydujące znaczenie w budowaniu podmiotowości miasta, dlatego też Turner i Green włączyli postrolnictwo do swojego modelu.

Równie terytorialne jest znaczenie pozostałości miasta przemysłowego – ze względu na budynki oraz infrastrukturę (drogi, kable, rury). Istniejąca na terenie byłych zakładów Energetyka Ursus jest tu najlepszym przykładem – bez rur dostarczających ciepło do mieszkań czy kabli zasilających w energię elektryczną inne zakłady jest – niczym. Zupełnie inna jest pozycja dewelopera. Jego „moc” bierze się z posiadanego kapitału, ze zdolności kredytowej, z dostępu do mediów i umiejętności wpływu na władzę (zmiana sposobu zagospodarowania z przemysłowego na mieszkaniowy radykalnie podwyższa wartość gruntu). Moc dewelopera jest więc mocą „morską” (lub „powietrzną”, by trzymać się metafor używanych przez Schmitta), podczas gdy moc przemysłu jest wciąż telluryczna. Te różnice przekładają się na stosunek do miejsca, do miasta, na siłę relacji pomiędzy danym aktorem ekonomicznym a istniejącymi strukturami społecznymi. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że im bardziej telluryczny aktor, tym jego znaczenie dla miasta jako podmiotu jest (lub też powinno być) większe. Aktor, którego globalna moc pochodzi z „morza, powietrza”, jest w gruncie rzeczy „agentem obcego wpływu”. Różnica mocy dotyczy również „wpięcia się” w struktury wyobraźni, w jakich funkcjonują mieszkańcy miasta. Przemysł jest kojarzony z brudem, smrodem i przeszłością; mieszkania – szczególnie okraszone wizją klasy kreatywnej, pracującej w domu na swoich lśniących MacBookach – kojarzą się z wysokim statusem, pieniędzmi i przyszłością. Ta synchronizacja z powszechną wyobraźnią (która też przecież nie powstaje ot tak, lecz jest budowana przez kulturę popularną i media) jest bardzo ważnym, choć często ignorowanym, elementem władzy jako mocy wpływania na rzeczywistość.

Jak starałem się wykazać, miasto przemysłowe (w przeciwieństwie do miasta, w którym jest przemysł) jest spójnym projektem społeczno-gospodarczym, wzmacniającym, czy wręcz konstytuującym, podmiotowość miasta, rozumianego jako koherentna narracja wiążąca mieszkańców, instytucje, przestrzeń, aktywności i wszystko, co w mieście materialne. Miasto przemysłowe nie może jednak istnieć samo z siebie, musi być ustanowione i podtrzymywane przez zewnętrzną (transcendentną wobec materialnego miasta) ramę polityczno-społeczną i kulturową. Niekoniecznie myślimy tu o zewnętrzu w sensie terytorialnym (państwo lub struktury ponadpaństwowe), ale przede wszystkim o celu lub wizji, która przekracza miasto i nadaje mu nieimmanentny cel. Miasto przemysłowe, szczególnie w perspektywie circular economy (a więc projektowane przeze mnie Miasto Przemysłowe 2.0) jest również przeciwieństwem miasta współczesnego, opartego na skrajnie indywidualistycznej filozofii konkurencji i współzawodnictwa.

Jest więc to miasto oparte na przezwyciężaniu egoizmów, na budowie nowej, inkluzywnej (choć niekoniecznie demokratycznej w takim znaczeniu, jakie zwykliśmy temu słowu dziś nadawać) wspólnoty. Jeśli miałbym wybierać, to zdecydowanie wolałbym, by to jednak Robotnik… Ernsta Jüngera, a nie The Urban Revolution Henriego Lefebvre’a, był (wciąż) książką profetyczną. Historia się nie skończyła, neoliberalizm był tylko chwilową aberracją, wszystko jest jeszcze przed nami – musimy tylko sięgnąć myślą i czynem poza tu-i-teraz. Rewolucja ma zawsze korzenie w transcendencji.


[22.] Podział na trzy logiki czy też wyobraźnie systemowe: rolniczą, przemysłową oraz miejską. H. Lefebvre, dz. cyt., s. 28