Przemysłowe poprzemysłowe

1 [40] 2013

03 | 08 | 2015

O nową robotniczą rewolucję

Transcendentny sens miasta przemysłowego

Książka Jüngera rozpoczyna się od rozważań nad mieszczańską próbą zdławienia Robotnika, ukształtowania go na mieszczańską modłę. Der Arbeiter… jest pieśnią o świecie, w którym Mieszczanin przegrał, w którym totalność pracy zakwestionowała wszystkie inne logiki. Nasz świat oczywiście nie jest tym wieszczonym przez Jüngera – wręcz przeciwnie, Mieszczanin zwyciężył Robotnika, upodlił go i zniszczył. W tym kontekście możemy w końcu zadać pytanie: czy również miasto przemysłowe jest martwą ideą? Czy reindustrializacja jest tylko fantazją z innego czasu, z innego świata?

Dyskusja o reindustrializacji rozpoczęła się w krajach Europy Zachodniej i USA w zasadzie dopiero kilka lat temu (uznałbym rok 2010 za przełomowy), gdy kryzys 2008 roku uświadomił (przynajmniej niektórym) bankructwo modelu rozwoju miast opartego na spekulacji nieruchomościami i płynnym kapitalizmie. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z kompromitacją modelu, który obowiązywał przez ostatnie 20–30 lat, wciąż pozostaje kwestią dyskusyjną (neoliberalizm jest może martwy jako teoria, ale wciąż niepokojąco żywy jako praktyka), faktem jest jednak rosnące zainteresowanie alternatywnymi sposobami stymulowania rozwoju miast. Jednym z nich jest właśnie reindustrializacja.

Termin ten może być jednak rozumiany na wiele sposobów i niekoniecznie musi dotyczyć miast. Dlatego też wolałbym mówić o Mieście Przemysłowym 2.0 lub o modelu miasta neo-przemysłowego – sam powrót przemysłu do miast nie ma tu kluczowego znaczenia (wiele polskich miast znaczną część budżetu wciąż zawdzięcza bezpośrednio i pośrednio istniejącemu w nich przemysłowi), ważniejsze jest umocowanie przemysłu w strukturach społeczno-ekonomicznych miasta. Dobrze tłumaczy to Sarah Crean na przykładzie Nowego Jorku (miasta o przytłaczającej dominacji rynku finansowego oraz rynku nieruchomości), wskazując na powstające sieci powiązań pomiędzy różnymi aktorami biorącymi udział w produkcji przemysłowej – od przedstawicieli klasy kreatywnej, a więc projektantów i inżynierów, poprzez wytwórców do konsumentów21. Również na poziomie instytucjonalnym tworzą się sieci łączące różnych producentów, dostawców, dystrybutorów i konsumentów. Ta cecha produkcji przemysłowej – tworzenie więzi – w interesujący sposób łączy się ze współczesną obsesją sieci i społeczeństwa sieciowego. Budowanie struktur wzajemnych zależności jest również najważniejszą cechą współczesnego myślenia o przemyśle i produkcji, bazującego na ekologii przemysłowej lub tak zwanej circular economy. Zasada jest w gruncie rzeczy banalnie prosta – odpady pewnych procesów przemysłowych mogą być cennym surowcem (półproduktem) w innych. Zamiast więc wyrzucać (co na dodatek generuje koszty utylizacji), lepiej porozumieć się z innym zakładem i nawzajem sobie pomóc. Oczywiście nic nie odbywa się tak łatwo, lekko i przyjemnie, jak brzmi w teorii, i nie jest przypadkiem, że największe sukcesy ekologia przemysłowa odnosi w krajach o dużej kulturze współpracy (jak na przykład Dania, z najważniejszym przykładem w Kalundborg, Szwecja, a za Atlantykiem Kanada) lub też w krajach o antyindywidualistycznych reżimach politycznych, jak Chiny czy ostatnio… Kuba (gdzie rozwiązania ekologii przemysłowej wprowadzają i testują naukowcy z Kanady). Produkcja oparta na ideach circular economy nie jest łatwa i oprócz innowacji technologicznych (nie wszystko można zastosować wprost, bez zmian w technologii produkcji) wymaga również umiejętności negocjacji – omijania przeszkód prawnych. Jednakże wysiłek wydaje się opłacalny, nie tylko z przyczyn finansowych, ale właśnie ze względu na wymuszane innowacje – zarówno technologiczne, jak i społeczne i prawne.

Najistotniejsza jest jednak antyindywidualistyczna i inkluzywna perspektywa, zmieniająca nie tylko relacje pracy, ale w istocie przebudowująca społeczeństwo. W polskim kontekście nie dziwi brak specjalnego zainteresowania ideami ekologii przemysłowej, choć z drugiej strony jestem w stanie podać przynajmniej jeden przykład, że nie jest aż tak źle.


[21.] S. Crean, In the Shadow of Real Estate. Linking Designers and Manufacturers in New York City, „Progressive Planning” 2012, no. 190, s. 11–14.