Zrównoważony rozwój

3 [42] 2013

14 | 11 | 2014

Niezrównoważona równowaga

Na skraju Bratysławy przebiega granica z Austrią. Jej fragment wytycza Dunaj, ale resztę wyznaczono wyłącznie politycznie, nie w sposób naturalny. Nawet bez przygranicznych słupków nietrudno sprawdzić, którędy prowadzi: wystarczy spojrzeć na widok z satelity na Google Maps, przejść przez nią lub przejechać się wzdłuż na rowerze. W pierwszym wypadku widzimy, jak małe poletka po jednej stronie granicy zastępują olbrzymie pola monokulturowe – pozostałości ery państwowych gospodarstw rolnych – po drugiej. Z bliska widzimy także spustoszenia, jakie zostawił po sobie reżim komunistyczny i których nawet dwadzieścia trzy lata, jakie minęły od rewolucji, nie potrafiły całkowicie usunąć. Przed wojną granica była prawie niezauważalna – tym bardziej że po obu stronach mieszkała ludność etnicznie z sobą spokrewniona. Czy odpowiada za to głęboka wyrwa w naszych dziejach, czy też nieszczęsny porewolucyjny rozwój? Chyba jedno i drugie; zresztą widać to też gdzie indziej. Podobnie smutnych widoków dostarcza podróżowanie po całej Słowacji. Na każdym kroku czuć dziesięciolecia władzy inżynierów społecznych, którzy nie wyobrażali sobie innych sposobów na to, jak dokarmić głodne doliny, niż postawienie tam olbrzymich fabryk. Zresztą to było najprostsze rozwiązanie w czasach budowania komunizmu i kapitalizmu. Fabryki zapewniały pracę tysiącom ludzi, ale trzeba było do nich dowozić robotników albo naprędce zbudować nowe osiedla. Najpierw była interwencja w struktury społeczne ludności lokalnej, po czym nastąpiło obciążenie otaczającego środowiska naturalnego. Większość fabryk z czasem zbankrutowała, pozostawiwszy po sobie rozpadające się torsy hal produkcyjnych, bezpańskie składowiska odpadków, smutnie rozciągające się jednolite blokowiska oraz całą armię wciąż niezakorzenionych w środowisku lokalnym bezrobotnych. Nie wydaje się, żeby ktoś wyciągnął z tego wnioski. Także wszystkie porewolucyjne rządy wolą wielkich inwestorów (poczynając od formy inwestycji), de facto na niekorzyść małych i średnich przedsiębiorców. Logika cykli wyborczych kieruje je w stronę krótkoterminowych rozwiązań, szczególnie w czasie, gdy bezrobocie osiąga rekordowo niski poziom. Przyczyny takiego stanu rzeczy są jednak jeszcze głębsze.

Kwestie ekologiczne stały się na Słowacji jednym z detonatorów aksamitnej rewolucji. Półoficjalna publikacja Bratysława ma głos (1987), której autorzy zajęli się problematyką środowiska naturalnego w najszerszym tego słowa znaczeniu (tworzyło ją osiemdziesięciu czterech autorów i recenzentów) osiągnęła wyjątkowy oddźwięk: pierwsze wydanie ukazało się w nakładzie 1000 egzemplarzy, ale nieoficjalne dane wskazują, że w ciągu miesiąca sporządzono około 60 000 kopii na różnych nośnikach. Mieszkańcy Bratysławy, w której większą część przemysłu tworzyły fabryki chemiczne – szczególnie w okresie nadzoru służb bezpieczeństwa komunistycznego reżimu – byli wyjątkowo wyczuleni na pytania dotyczące środowiska. Nie jest zatem żadną niespodzianką, że aksamitna rewolucja wyniosła wielu autorów rzeczonej publikacji na wysokie stanowiska polityczne, choć niekoniecznie bezpośrednio związane z problematyką ochrony środowiska. Tym samym część rzutkich aktywistów przestała się zajmować tą sprawą. Oprócz tego szybkie nadejście przemian gospodarczych spowodowało częściowe lub całkowite zamknięcie wielu wielkich fabryk, które zbiegiem okoliczności należały do najbardziej zanieczyszczających środowisko. Rolnicy, zubożeni na skutek nowej sytuacji gospodarczej, byli zmuszeni z powodów finansowych obniżyć ilość stosowanych nawozów chemicznych, ochronnych spryskiwań i tak dalej. Do tego doliczmy stopniowe wycofywanie ogrzewania na opał płynny albo stały, wymianę floty samochodowej i tym podobne – wszystko to razem sprawiło, że jakość środowiska naturalnego zaczęła jakby „sama z siebie” szybko i znacząco się poprawiać. Nic nie stało już na przeszkodzie budowaniu społeczeństwa konsumpcyjnego. Zresztą w czasach, gdy społeczeństwo było całkowicie zajęte przemianą gospodarczą (częścią reformy było powtarzane w nieskończoność hasło, że najpierw musimy naprawić ekonomię, a dopiero później resztę), rozpadem Czechosłowacji, budowaniem Republiki Słowackiej i całkowitym pustoszeniem przestrzeni publicznej, którą wkrótce miały opanować różne przedsiębiorstwa prywatne, nie było innej drogi niż gospodarcza samowola. Do tego trzeba dołączyć początkowe wypełnianie przestrzeni medialnej przez młodych prawicowych mądrali, których jedynym intelektualnym wyposażeniem było parę pobieżnie przeczytanych stron Friedricha von Hayeka.